Edukacja i młodzież – Los przyszłych pokoleń w naszym ręku

29 września 2002
niedziela.pl

Burza wokół edukacji prorodzinnej

Ministerstwo Edukacji Narodowej w latach 1998-2001 w ramach realizacji polityki prorodzinnej podjęło działania zmierzające do wspierania funkcji wychowawczej rodziny przez budowanie programów wychowawczych szkół oraz przygotowanie uczniów do pełnienia przyszłych ról małżeńskich i rodzinnych.

Do szkół wprowadzono przedmiot „Wychowanie do życia w rodzinie”, który w miarę poznawania jego pozytywnych treści przez rodziców, nauczycieli i uczniów przestawał budzić kontrowersje. Uregulowania prawne, zapewniające rodzicom wpływ na kształt tych zajęć, obowiązek konsultowania z nimi programów i pomocy dydaktycznych, odpowiednie przygotowanie nauczycieli oraz dobrych podręczników do tego przedmiotu sprzyjały tej akceptacji.

Program przedmiotu był nastawiony na kształtowanie odpowiedzialnych postaw młodzieży, promocję zdrowia fizycznego, psychicznego i duchowego oraz profilaktykę, której podstawą jest prawidłowo funkcjonująca rodzina. Podjął on również promocję rodziny, małżeństwa i poszanowania ludzkiego życia od jego poczęcia.

Warto powiedzieć, że w tym czasie w ramach studiów podyplomowych na 22 uczelniach oraz w 49 ośrodkach doskonalenia nauczycieli na 250-godzinnych kursach kwalifikacyjnych przeszkolono w tym zakresie ponad 15 tys. nauczycieli. Nakłady finansowe na ten cel wyniosły tylko w 2000 r. 56 mln zł. Prócz tego w latach 1998-2000 za kwotę 840 tys. zł zakupiono pomoce dydaktyczne do tego przedmiotu i przekazano do bibliotek pedagogicznych i szkół.

Działania te zaowocowały wzrostem świadomości młodzieży i kształtowaniem postawy odpowiedzialności. Wpłynęło to zapewne korzystnie na spadek ciąż nieletnich o 10% w roku 2001 w stosunku do roku ubiegłego, na większe zrozumienie dla znaczenia trwałości małżeństwa i inicjacji seksualnej w małżeństwie oraz zahamowanie wzrostu, a w niektórych województwach zmniejszenie zakażeń HIV (co warto porównać z dramatycznym ich wzrostem np. we Francji czy na Ukrainie).

Mimo korzystnych efektów prowadzonego wychowania prorodzinnego w szkołach – obecny rząd SLD podjął działania zmieniające ich profil w kierunku permisywnej edukacji seksualnej, która nigdzie się nie sprawdziła i której wprowadzenia rodzice nie oczekiwali. Najpierw podważono rolę konsultantów przedmiotu ds. „Wychowania do życia w rodzinie”, zatrudnionych w 44 Ośrodkach Doskonalenia Nauczycieli.

Usiłowano również na początku bieżącego roku radykalnie zmienić podstawy programowe tego przedmiotu, co napotkało na liczne protesty. Powołując się na konieczność zmian wszczęto niedawno procedurę zmierzającą do wyeliminowania trzech wartościowych podręczników do wychowania prorodzinnego: T. Król (red.): Wędrując ku dorosłości. Podręcznik dla klas I-III gimnazjum, M. i W. Grabowscy, A. i M. Niemyscy, M. i P. Wołochowiczowie: Zanim wybierzesz… Przygotowanie do życia w rodzinie oraz M. Ryś: Wychowanie do życia w rodzinie. Książka dla młodzieży.

Cechą tych podręczników jest to, że ich autorzy szeroko uwzględniają aspekt wychowawczy i formację młodego człowieka w kierunku odpowiedzialnego rodzicielstwa. Być może właśnie to, że promują sprawdzone wartości, stało się przyczyną ataków. Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu przestało dbać o obiektywizm i poprosiło o ocenę tych podręczników specjalistów z wąskiej dziedziny seksuologii, choć treści podręczników dotyczą kilku dziedzin wiedzy, które wchodzą w skład nauk o rodzinie, tj. socjologii rodziny, psychologii, pedagogiki, biologii, medycyny i wreszcie seksuologii. Nadto poproszono o opinię również autora konkurencyjnego podręcznika tego samego przedmiotu – prof. Andrzeja Jaczewskiego, prezentującego w wielu kwestiach odmienny system wartości od prezentowanych w opiniowanych podręcznikach.

Przyczyną posunięć obecnego resortu edukacji z pewnością nie są względy merytoryczne i dobro uczniów, ale względy ideologiczne. Dzieje się to w czasie, gdy inne kraje, np. USA, wycofują się z permisywnej edukacji seksualnej, która nie rozwiązała żadnych problemów.

Trudno godzić się na to, by działania obecnego resortu edukacji miały polegać na dewastacji dorobku poprzednich lat. Rozumieją to rodzice, którzy swój sprzeciw wobec zmian wychowania prorodzinnego na edukację seksualną wyrażają, pisząc protesty do Premiera RP Leszka Millera. Nadeszło ich już ponad 40 tys. Najwyższy czas, by rodzice i nauczyciele jednoznacznie opowiedzieli się za zaprzestaniem eksperymentów i pozostawieniem w spokoju tak ważnego wychowania prorodzinnego w szkołach, mając na względzie dobro swoich dzieci i uczniów.

9 grudnia 2011
wpolityce.pl

Na tym pontonie nie popłyniemy

Ostatnio zrobiło się głośno o skrajnie feministycznej Federacji Kobiet i Planowania Rodziny w kontekście powołania na Wicemarszałka Sejmu Pani Poseł Wandy Nowickiej, związanej z tą organizacją. Za swój priorytet uznaje ona przywrócenie w Polsce swobody aborcji.

Z Federacją współpracuje nieformalna grupa Ponton, która twierdzi, że zajmuje się edukacją seksualną oraz poradnictwem dla młodzieży w sprawach dojrzewania, antykoncepcji oraz zdrowia i praw reprodukcyjnych. Jest to jednak edukacja wysoce kontrowersyjna. Jako przykład niech posłuży przygotowana przez Ponton gra planszowa, która podpowiada jak zachować się w przypadku nieplanowanej ciąży.

Oto, gdy osoba grająca staje na kostce „test ciążowy” i wskaże on na ciążę, to stoi na niej przez 3 kolejki, by zastanowić się, jak jej się pozbyć. Pojawiają się różne podpowiedzi np.: recepta na antykoncepcję awaryjną, a mówiąc prościej, zastosowanie środka poronnego.

W kolejnym ruchu można zebrać 70 euro na rzecz organizacji, która pomaga w przeprowadzeniu farmakologicznej aborcji. Jeśli jednak kupione przez Internet środki nie są aborcyjnymi, lecz np. aspiryną, to  gracz traci trzy kolejki. Kolejnych kilka kolejek gracz traci również, gdy jego przyjaciel, który miał pożyczyć pieniądze (wszyscy domyślają się na co), nie uczynił tego bo uznał, że zarodek odczuwa ból.

Gra oparta jest na straszeniu dzieckiem po zajściu w nieplanowaną ciążę i podpowiedziach jak je zniszczyć. Nic to, że takie działanie jest sprzeczne z budowaniem odpowiedzialności za swoje postępowanie, z fatalnymi konsekwencjami dla młodej kobiety wynikającymi ze stosowania proponowanych środków poronnych. Samozwańczy edukatorzy seksualni chcą wyrobić u młodzieży nawyk, że dziecko poczęte z nieplanowanej ciąży, można usunąć, a ostatecznie podrzucić do okna życia. To nie jest edukacja to jest demoralizacja.

19 grudnia 2013
niedziela.pl

List otwarty w sprawie edukacji seksualnej

Środowisko obrońców życia zaniepokoiła zapowiedź minister edukacji narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej, która uważa, że zasadne jest wprowadzenie do szkół różnych ścieżek edukacyjnych dotyczących seksualności człowieka – od konserwatywnej po genderową. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia zrzesza 130 organizacji prorodzinnych.  Apelują one o udzielenie wsparcia przedmiotowi „Wychowanie do życia w rodzinie”. W 2012 roku Federacja za swoją działalność została nagrodzona Europejską Nagrodą Obywatelską.

Szanowna Pani
Joanna Kluzik-Rostkowska
Minister Edukacji Narodowej

Jesteśmy mocno zaskoczeni zapowiedzią Pani Minister, dotyczącą problematyki edukacji seksualnej w szkołach, w której rozważa Pani zasadność wprowadzenia do szkół różnych ścieżek edukacyjnych dotyczących seksualności człowieka, od konserwatywnej po genderową.

Tymczasem w polskich szkołach od 1994 roku odbywają się zajęcia z przygotowania do życia w rodzinie, w ramach, których omawiane są zagadnienia edukacji seksualnej. Przedmiotu tego nauczają tysiące wysoko wykwalifikowanych nauczycieli, a efekty ich pracy były przedmiotem badań naukowych.

Mamy świadomość, że ten szkolny przedmiot, zawierający elementy edukacji seksualnej typu A (wg terminologii Amerykańskiej Akademii Pediatrii) jest solą w oku zwolenników biologicznej i genderowej edukacji seksualnej. Podstawa programowa tego przedmiotu ukazuje bowiem rodzinę opartą na małżeństwie mężczyzny i kobiety, co jest zgodne z art. 18 Konstytucji RP. Wskazuje także na wartość wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem, wierności jednemu partnerowi przez całe życie, pozytywnie przedstawia wiedzę nt. płodności kobiety i mężczyzny oraz ludzkie życia od jego poczęcia.

Takie ujęcie przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie” odpowiada większości polskich rodziców i wszędzie tam, gdzie jest dobrze realizowane, stanowi dla nich cenne wsparcie w wychowywaniu ich dzieci.

Liczne dowody z badań naukowych, przeprowadzonych w Polsce, USA i wielu innych krajach pokazują, że szkolna edukacja, wspierająca rodzinę poprzez nauczanie dzieci i młodzieży postawy odpowiedzialności, wierności i szacunku dla poczynającego się życia, ma wpływ nie tylko na świadomość młodego pokolenia i na jego postawy, ale także na zmniejszenie skali poczęć wśród nastolatek oraz ograniczenie liczby zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową, w tym AIDS.

Przedmiot zatem istnieje, zaś wypracowana po długim okresie konsultacji społecznych podstawa programowa jest dobra. Próby zmiany podstawy programowej tego przedmiotu zawsze powodowały znaczące protesty społeczne. Za jedyny problem można uznać brak środków na dodatkowe kursy doskonalące dla nauczycieli oraz brak strategicznych działań państwa, wspierających edukację prorodzinną (np. poprzez realizację zakazu udostępniania pornografii dzieciom).

Wnosimy zatem o udzielenie wsparcia przedmiotowi „Wychowanie do życia w rodzinie” i utrzymanie dotychczasowej misji polskiej szkoły zagwarantowanej w Ustawie o systemie oświaty, która stanowi:

Szkoła winna zapewnić każdemu uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju, przygotować go do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich (…). System oświaty zapewnia w szczególności wspomaganie przez szkołę wychowawczej roli rodziny. (Ustawa o systemie oświaty z dnia 7 września 1991 r. (Dz. U z 2004 r. nr 256, poz. 2572 z późn. zm.).

Z poważaniem

Zarząd Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia:

dr Paweł Wosicki (prezes), Antoni Szymański, Antoni Zięba, Anna Dyndul, Maria Adamska-Kolupa, Jolanta Chytra, o. Ryszard Halwa, ks. Stanisław Kaniewski, Lidia Klempis, Dariusz Kłeczek, Henryk Koch, Ewa Kowalewska, Bogdan Nowacki, Iwona Rutkowska, Hanna Wujkowska, Katarzyna Urban.

1 września 2015
wpolityce.pl

O czym milczą media?

Manifestacja Stop Deprawacji w Edukacji, która miała miejsce 30 sierpnia w Warszawie była największym tego typu wydarzeniem w ostatnim czasie, bowiem zgromadziła kilkanaście tysięcy osób.

W upalną ostatnią niedzielę wakacji, gdy naturalna byłaby chęć skorzystania z jej uroku i odpoczynku, tak wiele osób z różnych zakątków Polski przyjechało żeby zamanifestować swój stosunek do zapowiedzi zmian programu w edukacji. Chodzi o przedmiot Wychowanie do Życia w Rodzinie, który jest generalnie pozytywnie oceniany przez rodziców i uczniów, ale którego podstawa programowa nie podoba się skrajnym feministkom, środowiskom lewicowym i LBGT. Postulują one od dawna jak najwcześniejszą edukację seksualną dzieci, pozbawioną odniesienia do małżeństwa i rodziny.

Dlaczego o manifestacji nie poinformowały media głównego nurtu, w tym Telewizja Polska, choć miała taki obowiązek? Odpowiedź jest chyba banalnie prosta. Gdyby na wezwanie organizacji prorodzinnych przyjechało kilkaset osób, a nie kilkanaście tysięcy, gdyby wystąpienia podczas niej były niemądre czy skandalizujące, z pewnością zobaczylibyśmy informacje o tym, jak ktoś próbuje sypać piasek w maszynerię rzekomo nowoczesnej edukacji seksualnej. Ale było inaczej. Wydarzenie zaczynało się od mszy świętej sprawowanej pod przewodnictwem Ks. Bpa Michała Janochy w kościele Św. Anny, wypełnionym do ostatniego miejsca, który nie pomieścił jednak wszystkich uczestników. Następnie przejście na rynek Mariensztacki, który wypełnili rodzice często ze swoimi dziećmi, podobnie jak sąsiedni park.

Do zgromadzonych swoje przesłania wygłosili zaproszeni goście z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Włoch ukazując fatalne skutki permisywnej edukacji seksualnej w ich krajach. Potem miał miejsce entuzjastycznie przyjęty występ Dariusza Malejonka z zespołem i wystąpienia organizatorów manifestacji. Wszystko w atmosferze przekonania o znaczeniu rodziny, ważności roli rodziców, których zadaniem jest chronić dzieci przed antywychowawczymi eksperymentami.

Reakcje manifestujących wskazywały wyraźnie na ich świadomość tego, iż jedna czy druga manifestacja nie wystarczy by zabezpieczyć przestrzeń edukacji od genderowych zmian, ale potrzeba stałej uwagi i przeciwdziałania antywychowawczej fali, którą wywołują środowiska chcące ukształtowania nowego człowieka, odciętego od rodziny, swojej płci i tradycji.

Media zamiast ukazywać takie wydarzenia oraz biorących w nich udział wrażliwych i racjonalnych rodziców, wolały je przemilczeć. Miejmy nadzieję, że rodzice będą stanowczo i wytrwale walczyć o wychowanie swoich dzieci w przestrzeni wolnej od genderowej sex edukacji, a wiedza o tym, że podobnie myśli zdecydowana większość obywateli, dotrze do nich mimo obstrukcji mediów.

31 sierpnia 2016
wpolityce.pl

Sukces zaczyna się we wrześniu

1 września z jednej strony wyrażamy pamięć o początku straszliwej wojny i jej ofiarach, pamiętamy też o obronie wolności i walce orężnej. Z drugiej strony świadomi jesteśmy, że nasz sukces w dobie obecnej, musi wiązać się z pracą, nakierowaną na wieloraki rozwój przyszłych pokoleń. Temu właśnie celowi służyć ma edukacja – przygotowywać do sukcesu osoby i społeczności. Czy polskie szkolnictwo jest do tego przygotowane? Czy w polskich szkołach wykuwa się mentalność zwycięskiego i pogodnego narodu?

Odpowiedź na to pytanie nie jest „zerojedynkowa”. Można natomiast powiedzieć, że polska szkoła bywa kuźnią sukcesu. Od czego to zależy? Jak zwykle od ludzi, którzy tam pracują a przede wszystkim od nauczycieli. Czy potrafią oni przekroczyć niełatwe uwarunkowania swojego zawodu (niskie płace, zatłoczone klasy, czasem agresja)? Czy są w stanie wykrzesać entuzjazm i ciekawość świata, która udzieli się uczniom? A dokładniej mówiąc – sprawi, że dzieci nie stracą pasji poznawczej, którą wszczepiła w nie natura?

Sukces polskiej edukacji zależy również od rodziców. Na ile wspierają swoim zaangażowaniem instytucję szkoły, która radzi sobie jako tako z nauczaniem, ale słabiej z wychowaniem? Czy odczuwają swoją podmiotowość i partnerskie traktowanie w relacjach ze szkołą utrzymywaną wszak z ich podatków? Wydaje się, że od losów dialogu nauczyciel – rodzic i idącej za tym syntezy uczenia i wychowywania, zależy w największej mierze powodzenie edukacji. Warto o tym pamiętać na początku kolejnego roku szkolnego, który dla obu stron dialogu jest szansą na nowy start. Takiego „nowego otwarcia” wypada Wam drodzy rodzice i nauczyciele życzyć.

Przychodzi jednak moment, w którym ani nauczyciel, ani rodzic nie wystarcza, kiedy młody człowiek już sam przejmuje odpowiedzialność za swój własny sukces. Autorytety schodzą poza linię boiska – mogą podpowiadać, ale piłka jest teraz już w grze. Ten proces zaczyna się pod koniec podstawówki i trwa przez całe życie. Pojawia się zatem kolejna troska i kolejne życzenie: aby nadchodzący rok szkolny stał się dla wszystkich uczniów ważnym krokiem ku samodzielności i dojrzałości.

Obyście Wy, młodzi ludzie, nie zapominali , że sami stanowicie o swoim losie. Pamiętajcie również o tym, że Wasze indywidualne osiągnięcia są ważne dla całej wspólnoty. W te wakacje szczególnie przypominał nam o tym Światowy Dzień Młodzieży, a także sukcesy polskich piłkarzy i olimpijczyków. Warto je naśladować. Niech duch bojowy, towarzyszący naszym żołnierzom pod Wizną, na Helu czy Westerplatte, przyświeca zmaganiom szkolnym polskiej młodzieży, dla której wiedza i profesjonalizm będzie kiedyś orężem walki o lepsze jutro. Takiej dzielności i mądrości młodych Polaków wszyscy sobie życzmy u progu nowego roku szkolnego.

13 października 2016
wpolityce.pl

Otoczmy ciepłem nauczycieli

Z okazji Święta Edukacji Narodowej pozwalam sobie na kilka ciepłych słów pod adresem pracowników oświaty.

Dzień Edukacji Narodowej od 1972 roku jest w Polsce świętem państwowym, dniem w którym w sposób szczególny docenia się i nagradza trud pracowników oświaty. Jest on związany z powołaną do życia przez Sejm rozbiorowy 14 października 1773, Komisją Edukacji Narodowej, która była pierwszą w Polsce jak i w Europie władzą oświatową, posiadającą charakter współczesnego ministerstwa edukacji.

Tak uroczyste obchodzenie tego święta przypomina, że edukacja jest kluczowym dobrem narodowym. Powszechna oświata stanowi szansę na rozwój zdolności dzieci i młodzieży oraz ich przygotowanie do dojrzałości, a także odnalezienie się na rynku pracy. Daje im też o wiele więcej: pozwala zakorzenić się we własnej tożsamości. Umożliwia identyfikację ze społecznością lokalną, krajem ojczystym, europejskim kręgiem kulturowym i wartościami cenionymi w cywilizacji łacińskiej. Mam tu na myśli nie tylko szkolnictwo państwowe, ale również coraz liczniejsze szkoły kościelne, prywatne, społeczne, czy też zyskującą na popularności formę, jaką jest edukacja domowa.

Na swojej drodze życiowej każdy z nas napotkał wielu wspaniałych pedagogów. Fakt, że pozostali oni w naszej pamięci, zawdzięczają nie tylko wysokim kompetencjom dydaktycznym. Czymś może ważniejszym była umiejętność budowania przez nich relacji – tworzenia z uczniami więzi opartych na zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa, a zarazem świadomości różnicy wieku i ról.

W tym Dniu zachęcam wszystkich do wspierania autorytetu nauczycieli, a w szczególności do życzliwej i zaangażowanej współpracy rodziców. Opłaci się to nam wszystkim. Życzę Wam Drodzy Nauczyciele i Pracownicy Oświaty, abyście w swoim wysiłku odnajdywali głęboki sens. Aby nie ustała w Was motywacja do uczenia i przyjaźnienia się z naszymi dziećmi i wnukami. Wierzę głęboko, że odpłacą Wam pamięcią i spontaniczną wdzięcznością nie tylko w dniu dzisiejszego święta, ale też w dalekiej nawet przyszłości.

6 grudnia 2016
wpolityce.pl

Prezent od świętego Mikołaja

Próbując odwlec nieuchronną chwilę, z niepokojem zauważamy, że z roku na rok nasza pociecha coraz dziwniej spogląda na wujka przebranego w strój krasnala z siwą brodą i workiem prezentów. Czy już wie? Czy już się domyśla?

Pewien mój kolega wymyślił grę planszową, którą zatytułował: „Wyścig świętych Mikołajów”. Gracz wciela się w postać roznosiciela prezentów w stroju Mikołaja, którego zadaniem jest jak najszybciej dostarczyć podarunki pod wskazany adres, wyprzedzając oczywiście konkurentów. Pionki poruszają się po uliczkach uroczego ośnieżonego miasteczka, W grze obowiązuje żelazna zasada: „Mikołaje” nie mogą się spotkać na tej samej ulicy, bo wiadomo – dzieci wierzą, że Mikołaj jest tylko jeden.

No właśnie. Tak jak w tej grze staramy się chronić jak najdłużej świat dziecięcych marzeń i niewinnych ideałów. Sami byliśmy tak traktowani przez naszych rodziców i usiłujemy ich naśladować. Uczymy swoje dzieci odróżniać dobro od zła, piękno od brzydoty. Przekonujemy, że warto być uczciwym. Kłopoty zaczynają się, gdy nasze pociechy widzą w życiu rodziców niekonsekwencję i niewierność nauczanym zasadom. Później hipokryzję dostrzegają również w życiu publicznym. Uczą się, że w życiu często najważniejsze jest dobro własne.

Niejeden raz stwierdzałem, że obecna temperatura sporu w polskiej polityce demoralizuje młodzież i wpływa negatywnie na poczucie dobrostanu naszych rodzin. Mam w tej sprawie uwagi do różnych stron politycznego sporu. Tym razem moją uwagę skupia odezwa w której liderzy KOD-u  i niektórych ugrupowań politycznych zachęcają ojców i matki polskich dzieci do wyjścia na ulicę. Wzywając do serii protestów 13 grudnia wołają: Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy. Zacytuję kilka określeń, skierowanych w odezwie KOD pod adresem rządu: PiS „metodycznie niszczy”, „rujnuje „, spowalnia”, „przeprowadza zamach”, „kompromituje”, „tłamsi”, „dewastuje” powoduje „gigantyczny chaos” itd. Wygląda jakby autorzy tekstu tworzyli własny słownik mowy nienawiści. Ten język przenika do polskich domów, kreuje u młodzieży obraz polityki jako rodzaju kibicowskiej zadymy wymieszanej z brutalną retoryką. To smutny i przygnębiający obraz.

Czytając tego rodzaju odezwy, myślę sobie, że podobnie jak nie da się u dzieci zbyt długo utrzymać wiary w przynoszącego prezenty Mikołaja, tak samo nie sposób oczekiwać od przyszłych pokoleń idealistycznego przekonania, że polityka jest wyłącznie szlachetnym działaniem na rzecz wspólnego dobra. Zasłona spadnie im z oczu prędzej czy później.

Jednak mimo, że nie uznajemy św. Mikołaja z Laponii, to przecież wręczamy sobie 6 grudnia prezenty. Co więcej – odbudowujemy w naszych dzieciach pamięć o prawdziwym biskupie Mikołaju, który słynął z dobroci i dlatego warto go naśladować.

W podobny sposób, krok po kroku, odwołując się do tradycji i historycznych wzorców, możemy przywracać wiarę w szlachetność w życiu społecznym, a nawet w polityce. Ale trzeba mity zastąpić rzeczywistością. Zamiast działać przeciw sobie i manipulować, weźmy się za merytoryczną debatę, edukację i pozytywne działanie. O taki właśnie prezent w swoim tegorocznym liście proszę św. Mikołaja.

24 maja 2017
ekai.pl

Przerwać samotność nastolatka

Agresja nastolatek z jednej z gdańskich szkół, którą mogliśmy obejrzeć w mediach, to tylko jeden z problemów jakie nękają współczesne nastolatki. Młodzież pozostawiona same sobie wchodzi w destrukcyjne społeczności, sięga po środki psychoaktywne, eksperymentuje z seksem, wpada w apatię, wchodzi w zachowania autodestrukcyjne, a nawet kończy ze sobą. Czy mamy dla niej jakąś ofertę?

Jan Paweł II nie raz w swoich przemówieniach powoływał się na naukę Soboru Watykańskiego II, mówiąc: „Nie zapominajcie, że przyszły los ludzkości leży w rękach tych, którzy potrafią podać następnym pokoleniom motywy życia i nadziei”. Dostrzegał, że młodzież potrzebuje dorosłych, by podsuwali jej powody dla których warto żyć, dorosłych, którzy swoją pasją i zaangażowaniem w dobro pociągaliby za sobą przyszłe pokolenia. Podczas pielgrzymek do Polski dodawał: „Jeżeli społeczeństwo myśli o swojej przyszłości, to musi myśleć o warunkach życia dla swojej młodzieży”.

Sam znał temat młodzieży znakomicie. Do dziś trasami, po których pływał z młodymi organizowane są spływy kajakowe, a wymyślone przezeń Światowe Dni Młodzieży co kilka lat gromadzą po kilka milionów uczestników. Czy znalazł naśladowców, podzielających sposób myślenia o nastolatkach jako narodowym dobru wspólnym?

Dobrze, że istnieje harcerstwo i inne ruchy bazujące na skautingu, należy cieszyć się z aktywności ruchów religijnych i inicjatyw parafialnych czy szkół katolickich, dostrzegam wartość uczniowskich klubów sportowych czy innych inicjatyw związanych z aktywnością fizyczną. Samorząd i administracja lokalna również nie zasypiają gruszek w popiele, powołując do życia instytucje zajmujące się młodzieżą w różny sposób zagrożoną lub wykluczoną. Jednak wciąż wydaje się to za mało. Co stoi na przeszkodzie?

Dzisiaj łatwo ulec pokusie skrajnie liberalnego myślenia, streszczającego się w wyświechtanym haśle „róbta co chceta”. Tymczasem młodzież pozostawiona sama sobie pada łupem różnorakich ofert autodestrukcyjnych. Czy nie do nich należy gra internetowa „Niebieski wieloryb”, która zachęca do samookaleczeń a nawet samobójstw?

Czy nie takim zagrożeniem jest wszechobecna kultura narcyzmu „brawo ja”, która powoduje, że młody człowiek traci sens życia w momencie gdy nie znajduje się w centrum uwagi mediów społecznościowych? Czy nie jest faktem, że obojętność dorosłych przyczynia się do tragedii takich jak ta, jaką śledziliśmy niedawno w Stanach Zjednoczonych, gdzie nastoletnia dziewczyna popełniła samobójstwo, transmitując to w Internecie? Skąd biorą się rosnące statystyki samobójstw nieletnich na całym świecie i również w Polsce?

Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia samobójstwo jest obecnie drugą najczęstszą przyczyną śmierci wśród osób w wieku 15-29 lat. Wskazuje się wręcz, że mamy do czynienia niejako z odmładzaniem struktury samobójstw. WHO twierdzi, że od 10 do 20% dzieci na świecie cierpi na co najmniej jedną chorobę psychiczną lub przejawia niedostosowanie społeczne.

Corocznie 8,3% amerykańskich nastolatków cierpi na depresję. Co piąta osoba potwierdza, że ma myśli samobójcze. W Polsce zaś na przestrzeni 3 lat (2012-2014) odsetek młodocianych samobójców urósł 1,7 raza! (z 1271 do 2213). Do tego dochodzą nieudane próby samobójcze i samookaleczenia. To dzwonki alarmowe, by przerwać samotność polskiego nastolatka.

Jestem zdania, że powinniśmy pilnie rozpocząć szeroką debatę na temat naszych nastolatków. Nie chodzi tu oczywiście o wyłącznie koncentrowanie się na zagrożeniach. Intencją powinno być poważne potraktowanie zacytowanych przeze mnie słów o stwarzaniu przyszłym pokoleniom motywów życia i nadziei.

Nastolatki, by nie czuć się w kraju nad Wisłą opuszczone przez niejednokrotnie skłóconych dorosłych, powinny otrzymać jakąś ofertę zaangażowania, które pomoże im wyjść z egocentryzmu i nauczyć się żyć szlachetnie i ideowo. Powtarzam za Janem Pawłem II: „Ja tu nie chcę nikogo pouczać, ale to jest w hierarchii spraw jeżeli nie punkt pierwszy, to jeden z pierwszych”.

26 czerwca 2017
niedziela.pl

Co mówi cenzurka?

Emocje wokół reformy edukacji nieco ucichły. Może przyzwyczajamy się powoli do tego, iż nasza oświata jest w stanie reformy permanentnej? Tymczasem dzieci i młodzież zakończyły kolejny rok nauki. Z czym opuszczają mury szkolne?

Z punktu widzenia zarówno dziecka jak i rodzica, odzwierciedleniem sukcesu szkolnego jest treść świadectwa – przysłowiowej „cenzurki”. To na jej podstawie dzieci otrzymują „nagrodę” od rodziców, a wnuki od dziadków (zwykle bardziej hojnych). Przyjrzyjmy się temu dokumentowi i zastanówmy się co mówi on o jego posiadaczu, o szkole do której uczęszcza a może nawet systemie w którym uczestniczy. Oczywiście poszczególne świadectwa różnią się od siebie w zależności od etapu edukacji, jednak żadne z nich nie jest sporządzane w sposób dowolny. Wzory tych dokumentów reguluje w Polsce Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 18 stycznia 2017 r. w sprawie świadectw, dyplomów państwowych i innych druków szkolnych. Opisane w nim są wszystkie najdrobniejsze szczegóły z informacjami na temat kolorów i zezwoleniami na wypełnianie komputerowe włącznie. Sam fakt tak szczegółowej normalizacji podkreśla rangę dokumentu. Świadczy o tym, że państwo traktuje obywatela poważnie.

Typowe świadectwa szkolne są drukowane dwustronnie. Pierwsza strona jest bardzo oficjalna. Zawiera dane posiadacza i informację, że w roku szkolnym uczęszczał do danej placówki szkolnej oraz – najważniejsze – otrzymał promocję do kolejnej klasy. Zawartość ta ma znaczenie symboliczne. Upamiętnia historię tożsamości człowieka. Do końca życia będzie on pamiętał, że chodził do tej a nie innej szkoły, że uczyli go ci nauczyciele, że wiążą się z tym okresem mniej lub bardziej miłe wspomnienia. Jest to pamiątka nie tylko dla posiadacza dokumentu, ale i dla samej placówki, która być może z dumą będzie się kiedyś chwalić, że ukończył ją znany „Kowalski”. I tu pytanie: ciekaw jestem Szanowni Czytelnicy czy patrząc na swoją dorosłą karierę i drogę życiową, uważacie, że szkoła, którą ukończyliście ma powody do dumy, że do niej uczęszczaliście?

Na drugiej stronie świadectwa główne miejsce zajmuje wykaz przedmiotów szkolnych. W zależności od zawartości rubryk z ocenami, dokument ma typowy kolor lub dodatkowo odznaczony jest biało-czerwonym paskiem. O ten drugi rodzaj świadectwa zabiegają ambitni uczniowie. Kolor tego paska też ma swoje znaczenie: pokazuje, że wiedza i wykształcenie są wartością narodową.

I tu kolejna refleksja: nie da się ukryć, ze różnimy się od siebie zdolnościami i nie każdy startuje do nauki szkolnej z jednakowymi predyspozycjami. Znajduje to nieraz odzwierciedlenie w ocenach. Jednak warto zwrócić uwagę, że niskie oceny na świadectwie nie zawsze oznaczają, że mamy do czynienia z dzieckiem niezdolnym lub pozbawionym ambicji. Bywa tak, że to SYSTEM z powodu przeładowania klas, monotonii metod nauczania czy słabości programowych, nie jest w stanie wydobyć z naszych dzieci tego co najwartościowsze. Złe oceny mogą być w równej mierze świadectwem niedociągnięć ucznia, co potwierdzeniem bezradności szkolnictwa, któremu nie udało się wydobyć z naszych pociech tego co w nich najbardziej wartościowe. Warto o tym pamiętać.

No i ostatnia uwaga płynąca z oglądu drugiej strony cenzurki. Znajduje się na niej miejsce o dodatkowych zajęciach edukacyjnych, ewentualnym indywidualnym toku nauki i szczególnych osiągnięciach ucznia.

To miejsce nazywam „kącikiem indywidualności” – przestrzenią w której można pokazać i docenić zainteresowania, pasje i szczególne talenty. Dawniej rubryki te pozostawały puste. Dziś coraz więcej rodziców i dzieci a także nauczycieli dostrzega, że młodość jest czasem nie tylko zdobywania wiedzy ogólnej, ale również rozwijania własnego niepowtarzalnego potencjału – tego, co spowoduje, że nasze dzieci w przyszłości nie dadzą się łatwo „zaszufladkować”. Osobiście gdybym był przyszłym pracodawcą, to na tego typu rubryki w CV zwracałbym szczególną uwagę.

Drodzy rodzice. Bez względu na to jakie świadectwa przyniosły Wasze dzieci – czy widnieją na nich biało-czerwone paski czy nie, czy spełniają Wasze oczekiwania i w jakim stopniu – jedno jest pewne: waszym Pociechom należy się uwaga i uznanie dla ich pracy, a także wypoczynek. Życzę, aby we wrześniu wróciły do szkoły zdrowsze, z nową energią i inspiracjami i oby szkoła, którą nadal reformujemy, była dla nich miejscem coraz bardziej sprzyjającym rozwojowi.

2 września 2017
niedziela.pl

Szkoła za życiem

Rozpoczyna się kolejny rok szkolny. Będzie to pierwszy rok realizacji reformy szkolnictwa, dlatego środowisko oświatowe i rodziców czeka sporo organizacyjnych wyzwań. Ja jednak chciałbym podjąć refleksję w innym kierunku.

Właśnie wchodzą w życie przygotowane rozwiązania programu „Za życiem”. Jego celem jest wsparcie rodzin, w których żyją osoby niepełnosprawne, w szczególności wychowujące niepełnosprawne dzieci. Przewiduje on m.in.: zapewnienie dostępu do wszechstronnej opieki nad kobietą w okresie ciąży (w tym powikłanej), porodu i połogu oraz wczesnego wspomagania rozwoju dziecka. Na bazie tego programu ma zostać utworzona sieć ośrodków rehabilitacyjno-opiekuńczych umożliwiających wsparcie osób niepełnosprawnych ze szczególnym uwzględnieniem dzieci w wieku 0-7 lat.

Skłania mnie to do zastanowienia: w jaki sposób polska szkoła może być przyjazna życiu? To pytanie konkretyzuję poprzez dwa kolejne: jak polska szkoła może edukować na temat wartości i godności życia ludzkiego? W jaki sposób może ona wychowywać do postawy troski o życie?

Uważam, że w polskich szkołach publicznych i niepublicznych, możliwości edukacji dla życia jest bardzo wiele. Wśród przedmiotów szkolnych, które w sposób naturalny mogą i powinny dotykać kwestii wartości życia ludzkiego, na czoło wysuwają się nauki przyrodnicze. Przedstawiając rzetelnie wiedzę na temat mechanizmów powstawania i rozwoju życia biologicznego, nauczyciele w sposób naukowy mogą wykazać fakty dotyczące rozwoju ludzkiego życia od chwili poczęcia oraz obowiązek troski o życie. Z kolei nauki humanistyczne dostarczają argumentacji filozoficznej i kulturowej dla uznania godności osoby ludzkiej, wskazując, że bez względu na wiek jest ona podmiotem w społeczności, a życie od poczęcia do naturalnej śmierci stanowi jej niezbywalne prawo.

Szczególną rolę odgrywają tu lekcje wychowania do życia w rodzinie, nauka religii i zajęcia z etyki, które dostarczają psychologicznych, światopoglądowych i moralnych podstaw dla zrozumienia godności życia. Aby wykorzystać możliwości, jakie daje edukacji pro- life szkoła, nie potrzeba dodatkowych godzin ani przedmiotów lekcyjnych. Wystarczy wrażliwość i profesjonalizm nauczycieli, którzy na wielu polach i przy różnych okazjach mogą (i czynią to w znacznej mierze), budować wiedzę i świadomość swoich podopiecznych.

Wychowanie do postawy troski o życie obejmuje także szacunek dla własnego życia. Mam tu na myśli dobrze rozumiane wychowanie ekologiczne, kształtujące u uczniów postawę dbałości o zdrowie fizyczne i psychiczne. Wchodzą tu zagadnienia szczegółowe takie jak prewencja wobec uzależnień, tworzenie nawyków zdrowego stylu życia, promowanie prawidłowego żywienia, aktywności fizycznej itp. Niebagatelną rolę spełnia formacja społeczna i psychologiczna uczniów kształtująca ich kompetencje związane z rozwiązywaniem konfliktów i unikaniem przemocy. Bardzo istotne jest kształtowanie świadomego i dojrzałego realizowania własnej seksualności,. Istotnym tematem jest postawa wobec osób starzejących się i chorych.

Szanowni Nauczyciele, Dyrektorzy i Pracownicy oświaty. Życie ludzkie w każdej jego fazie potrzebuje Waszej solidarnej troski. Życzę Wam i polskiemu społeczeństwu, aby szkoła była ważnym miejscem skutecznej promocji KULTURY ŻYCIA, opowiadania się za tym, co piękne i wartościowe, aby rozpoczynający się rok szkolny przyniósł Wam wiele satysfakcji z zaangażowanej pracy nad świadomością młodych pokoleń.

18 października 2018
niedziela.pl

Najsprawniejszy system nie zastąpi nauczyciela

14 października 2017 jak co roku w naszym kraju obchodzony jest jako Dzień Edukacji Narodowej. Od 1972 r. w tym dniu państwo i społeczeństwo szczególną pamięcią i szacunkiem obdarzają nauczycieli.

244 lata temu Sejm powołał do istnienia Komisję Edukacji Narodowej – instytucję, która była pierwszą w Polsce i w Europie władzą oświatową na wzór współczesnego ministerstwa edukacji. W ciągu 20 lat działalności dokonała ona reorganizacji szkół, programów i podręczników, stworzyła system kształcenia nauczycieli. Dziś również poszczególne rządy starają się z lepszym lub gorszym skutkiem reformować oświatę. Jednak nawet najsprawniejszy system, najskuteczniejsze metody ani najnowocześniejsze środki technologiczne nie zastąpią dobrego Nauczyciela.

Gdy wspominam swoją szkołę, nie przychodzą mi na myśl przestrzenne korytarze ani pięknie wyposażone sale, lecz pedagodzy, których tam spotkałem. Odcisnęli na mojej osobowości niezatarte piętno i na długie lata ukształtowali stosunek do różnych dziedzin wiedzy, a także życia. Niektórzy z nich stali się dla mnie mistrzami, prowadzącymi ku nowym horyzontom zaciekawienia światem a także autorytetami wskazującymi na ważne wartości. Wspominam tych ludzi z nostalgią i wdzięcznością. Również dziś pełniąc służbę publiczną wielokrotnie stykam się z środowiskiem oświatowym, a z wieloma jego pracownikami łączą mnie ciepłe relacje. W Dniu Nauczyciela chciałbym tym wszystkim osobom a także tysiącom nieznanych mi osobiście znakomitych pracowników oświaty podziękować i złożyć życzenia.

Dziękuję, że robicie wszystko, by szkołę uczynić domem w którym Wasi podopieczni będą czuli się bezpieczni i akceptowani. Dziękuję za wszelkie ponadstandardowe zaangażowanie, które okazujecie pracując po godzinach i niedosypiając, przygotowując się do zajęć, sprawdzając uczniowskie prace czy starając się sprostać wymogom szkolnej biurokracji.

Dziękuję za Waszą współpracę z rodzicami, którym czasem trudno jest przyjąć, że ich ukochane dzieci mogą nastręczać trudności wychowawcze. Wdzięczny jestem za pełną poświęcenia aktywność zawodową w niełatwych warunkach – w tłoku, hałasie, narażeniu na utratę głosu czy zszarganie nerwów.

Dziękuję, że najważniejszą motywacją jest dla Was dobro dziecka. Wiem, że polskie dzieci i rodziny mogą na Was liczyć.

Życzę Wam abyście nigdy nie tracili wiary w to, że Wasz wysiłek przynosi owoce. Praca, którą wykonujecie przypomina trud siewcy. W nie zawsze urodzajną glebę uczniowskiej świadomości wrzucacie ziarna wiedzy, pasji i kompetencji, które mają pomóc młodym ludziom odkryć i rozwinąć własny potencjał. Ziarna te kiełkują, wzrastają i przynoszą owoc nieraz dopiero po latach. Po świecie rozsianych jest wielu Waszych uczniów z których możecie być dumni. Nie o wszystkich ich osiągnięciach wiecie i nie wszyscy mają okazję wyrazić wdzięczność za to, że to dzięki Wam osiągnęli sukces. Jestem przekonany, że ich myśli właśnie teraz kierują się w Waszą stronę, przekazując serdeczności w dniu Waszego święta. I ja dołączam się życząc dalszych pięknych lat pracy pedagogicznej i pomyślności w życiu osobistym.

29 listopada 2017
wpolityce.pl

Polska edukacja seksualna lepiej chroni młodzież

Grono celebrytów postanowiło w ostatnim czasie zająć się edukacją seksualną młodych ludzi.  Ich zdaniem edukacja seksualna w Polsce praktycznie nie istnieje, a młodzi nie otrzymują prawdziwej wiedzy w tym zakresie. Jedna z twarzy tej kampanii – modelka Anja Rubik – została zaproszona przez minister edukacji narodowej Annę Zalewską do wizyty w resorcie oraz rozmowy na temat seksedukacji w naszym kraju.

Sugestie, że w Polsce nie ma edukacji seksualnej (typu A) mają miejsce od wielu lat, choć nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Przecież już 19 lat temu wprowadzono w szkołach przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie” (WdŻwR). Do jego prowadzenia wykształcono tysiące nauczycieli, a setki tysięcy uczniów uczestniczyło w zajęciach z tego przedmiotu. Przeprowadzone zostały również badania naukowe wybranych programów profilaktyki ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży. Wyniki tych badań, realizowanych między innymi pod kierunkiem dr. Szymona Grzelaka z Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej wskazują, że wychowanie młodzieży w kierunku zbieżnym z obecną podstawą programową WdŻwR (motywowanie młodzieży do oczekiwania na rozpoczęcie kontaktów seksualnych, wychowanie do wierności oraz integralne traktowanie seksualności człowieka w kontekście małżeństwa i rodziny) jest skuteczne i nie przynosi niepożądanych skutków ubocznych (Grzelak, 2009).

Rozdźwięk pomiędzy negatywnym obrazem przedmiotu WdŻwR wykreowanym w niektórych masowych mediach, a rzeczywistymi korzyściami, jakie odnosi młodzież uczestnicząca w tych zajęciach, pokazują badania przeprowadzone przez dr. Szymona Czarnika z Instytutu Socjologii UJ. Badania te ujawniły pozytywny stosunek uczniów gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych do przedmiotu i dobrą ocenę zajęć. Ponadto uczniów, którzy przyznają, że wiedzę o seksualności czerpią z tych zajęć, cechuje mniejszy stopień rozluźnienia obyczajowego oraz bardziej pozytywny stosunek do zasady ochrony życia ludzkiego od poczęcia. Pod tym względem wpływ zajęć szkolnych współgra z wpływem środowiska rodzinnego i stanowi znaczącą przeciwwagę dla permisywnych postaw kształtowanych pod wpływem informacji z Internetu i telewizji.

Szkolna edukacja seksualna prowadzona jest obecnie w większości krajów europejskich, ale jej podstawy aksjologiczne nie są wszędzie takie same. Głównym celem nauczania w polskich szkołach jest przygotowanie młodych ludzi do życia w małżeństwie i rodzinie oraz wychowanie do przedmałżeńskiej abstynencji seksualnej. Duży nacisk kładzie się na ekologię płodności i naturalne planowanie rodziny.

W większości krajów realizowana jest natomiast inna wersja tej edukacji, w której małżeństwo i przedślubną abstynencję uznaje się wprawdzie za wartości, ale traktuje się ją marginalnie. Podkreśla się natomiast, że człowiek ma prawo do realizacji swoich potrzeb seksualnych nawet, jeśli nie zamierza wchodzić w relację małżeńską. Jednak, aby zaspokajanie potrzeb seksualnych było uznane za bezpieczne, przekazuje się wiedzę na temat antykoncepcji i chorób przenoszonych drogą płciową.

Warto zadać pytanie, jak przedstawiają się zachowania seksualne młodzieży w krajach realizujących program edukacji seksualnej budowany na odmiennych założeniach aksjologicznych. Czy edukacja promująca wzorzec tzw. bezpiecznego seksu opartego na stosowaniu antykoncepcji rzeczywiście prowadzi do obniżenia liczby nieplanowanych ciąż wśród nastolatek i czy wpływa na spadek poziomu aborcji?

Odpowiedzi na powyższe pytania przynoszą wyniki analizy porównawczej dotyczącej czterech krajów europejskich: Polski – w której realizowany jest program edukacji seksualnej typu A – o charakterze „proabstynencyjnym” i „prorodzinnym” oraz Szwecji, Wielkiej Brytanii i Niemiec – czyli krajów o rozwiniętej edukacji typu B, czyli permisywnej, promującej swobodę seksualną. Do przeprowadzenia analizy wykorzystano wyniki zaczerpnięte z oficjalnych źródeł statystycznych (http://ec.europa.eu/eurostat/data/database; https://www.gov.uk/government/statistical-data-sets; http://www.socialstyrelsen.se; www.destatis.de; www.stat.gov.pl).

Z danych wynika, że częstotliwość występowania tzw. ryzykownych zachowań seksualnych (bardzo wczesnej inicjacji seksualnej, przerywania ciąży) jest wśród polskich nastolatków o wiele mniejsza niż wśród ich rówieśników w pozostałych krajach. Warto zwrócić uwagę na informacje dotyczące przerywania ciąży przez nastolatki. Różnice między Polską, a innymi krajami europejskimi są w tym zakresie uderzające. Zarówno wskaźnik przerwań ciąży przez dziewczęta w wieku 15-19 lat, jak i udział przerwań ciąży przez nastolatki w ogólnej liczbie legalnie dokonanych aborcji, jest w Polsce od wielu lat znacząco niższy niż w pozostałych krajach.

Trzeba zauważyć, że między Polską a pozostałymi krajami występują także charakterystyczne różnice dotyczące aktywności seksualnej najmłodszych nastolatków. Z przytoczonych danych wynika nie tylko fakt, że w krajach realizujących program typu B kontakty seksualne podejmowane przez adolescentów mają miejsce częściej niż w naszym kraju, ale również i to, że 15-letnie dziewczęta „wyprzedzają” chłopców w zdobywaniu doświadczeń seksualnych, częściej niż chłopcy podejmując pierwszy stosunek.

Realizacja edukacji seksualnej typu B nie eliminuje zatem problemu nieplanowanych ciąż i aborcji u nieletnich, nie zabezpiecza też skutecznie przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Zdecydowanie lepsze wyniki przynosi w tym zakresie realizowany w naszym kraju program „wychowania do życia w rodzinie”, czyli edukacja seksualna typu A.

Z pewnością należy doskonalić jakość realizacji przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie m.in. poprzez dokształcanie nauczycieli, ale trzeba dostrzec, że zmiana, jaką proponują środowiska lewicowe (edukacja seksualna typu B), w krajach takich jak Szwecja, Niemcy czy Wielka Brytania przyniosła negatywne efekty. m.in.: ciąże nieletnich, aborcje czy choroby przenoszone drogą płciową.

11 lipca 2018
wpolityce.pl

Jak radzić sobie z absurdami ideologii gender?

Kilka dni temu media obiegła informacja o tym, że jedna po drugiej brytyjskie szkoły, w których noszone są mundurki, likwidują różnice w strojach wynikające z płci. W kilkudziesięciu placówkach oświatowych spódniczki dla dziewcząt są lub będą wkrótce zakazane.

Jak podaje między innymi polonijny portal www.polishexpress.co.uk , w brytyjskim szkolnictwie narasta fala zmian wywołanych polityką przyjazną ideologii gender. Dla przykładu ponad rok temu w ramach koncepcji „neutralności płciowej”, w 80 szkołach państwowych Wielkiej Brytanii w tym 40 podstawowych – pozwalano, by dziecko mogło się ubierać według własnych odczuć, niezależnie od płci biologicznej. W przepisach tych placówek wprowadzono zezwolenie, by chłopcy przychodzili na lekcje w spódniczkach. Bynajmniej nie chodziło tu o promocję szkockiej tradycji. Celem było zachowanie neutralności szkoły wobec „poszukiwań” tożsamości płciowej przez jej uczniów.

Niedawno poczyniono kolejny krok. W wielu szkołach ujednolicono mundurki i zlikwidowano podział na chłopięce i dziewczęce wersje stroju. Interesujące są powody dla których narzucono tą zmianę. Dla przykładu jedna ze szkół podstawowych w Sussex wprowadziła zakaz noszenia spódniczek „po tym jak dzieci pytały się nauczycieli dlaczego dziewczynki i chłopcy mają różne stroje”. W innej szkole (Woodhey) uważa się, że spódniczki poniżają dziewczynki zwłaszcza gdy te siedzą na podłodze. W szkole w Bradfort powodem wycofania spódniczek jest chęć uniknięcia zgorszenia ze strony społeczności muzułmańskiej, dla której europejskie stroje dziewczęce są niemoralne.

Dla wielu spośród czytelników przytoczona argumentacja wyda się absurdalna i śmieszna. Podobnie gromko śmialiśmy się z inicjatywy jednego ze szwedzkich polityków lewicowych Viggo Hansena, który kilka lat temu domagał się w parlamencie swojego państwa, by w publicznych toaletach zlikwidowano pisuary gdyż ich obecność dyskryminuje kobiety. On dla odmiany w swoim uzasadnieniu, powoływał się miedzy innymi na względy medyczne twierdząc, że ma to uchronić mężczyzn przed problemami z prostatą. Wydaje nam się, że takie absurdy nigdy do nas nie dotrą, czy rzeczywiście?

Niedawno usłyszałem relację starszej kobiety, która ze względu na przewlekłą chorobę zmuszona jest korzystać z usług opiekuńczych w zakresie takich czynności jak robienie zakupów, gotowanie obiadu czy sprzątanie mieszkania. Pewnego dnia została do niej przysłana osoba, przejawiająca wyraźnie problemy z tożsamością płciową. Schorowanej klientce trudno było zwracać się do tej osoby jako do kobiety i najzwyczajniej się wystraszyła. W dodatku nie okazała się ona rzetelnym pracownikiem natomiast bardzo była wyczulona na krytykę. Po rozmowie klientki z managerką firmy okazało się, że nie był to pierwszy problem z udziałem tej pracownicy. Managerka wiedziała, że firma traci na jej niefortunnym zatrudnieniu, jednak bała się coś zrobić, by nie być posądzona o homofobię i nietolerancję. Brzmi znajomo?

Snuję te refleksje mając w pamięci świeżą uchwałę Rady Miasta Gdańska o przyjęciu tak zwanego „Modelu na rzecz równego traktowania”. Dokument oparty o ideologiczne przesłanki, słabo podbudowany naukowo i miejscami stronniczy, rekomenduje, by w gdańskich szkołach edukowano dzieci w duchu równouprawnienia poszczególnych „preferencji” seksualnych. Pod hasłem walki z nietolerancją i przemocą okazywaną osobom nieheteroseksualnym , propagowany jest światopogląd w którym prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym sumieniem nie są należycie uszanowane. I ten ostatni aspekt sprawy wydaje mi się szczególnie zasmucający.

Zarówno w niektórych miejscach Wielkiej Brytanii jak i w Gdańsku, progenderowskie zmiany usiłuje się wprowadzać administracyjnie, lekceważąc zasady dialogu. Jak temu zaradzać? Jak już wcześniej pisałem, jako reakcja na arbitralne działania urzędników rozpoczęło się konsolidowanie środowisk prorodzinnych i powstał zaczątek nowego ruchu obywatelskiego (zob. odpowiedzialnygdansk.pl). Jego działacze aktywnie wyjaśniają istotę problemu i inicjują pokojowe formy protestu.

Jestem przekonany, że  radykalizacja środowisk LGBT i towarzyszące jej absurdy, będą paradoksalnie otwierać nowe przestrzenie dla konsolidacji obywateli wokół zdrowego rozsądku. Wierzę w „odruch samoobronny” polskiego społeczeństwa. Potrzebna jest też dobra edukacja, pomagająca uświadomić rodzicom ich podmiotowość. Chodzi o promowanie takich form działań, które służyć będą harmonizacji, a nie antagonizacji całości społeczeństwa. Śmiejmy się z absurdów gender ale nie dajmy się im zaskoczyć „na własnym podwórku”.