Patriotyzm wczoraj i dziś

1 maja 2016
wpolityce.pl

Wytrwać w odwadze

ceniąc drożej nad życie, nad szczęśliwość osobistą, egzystencję polityczną, niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną narodu, którego los w ręce nasze jest powierzony, chcąc na błogosławieństwo oraz, na wdzięczność współczesnych i przyszłych pokoleń zasłużyć, mimo przeszkód, które w nas namiętności sprawować mogą, dla dobra powszechnego, dla ugruntowania wolności, dla ocalenia Ojczyzny naszej i jej granic z największą stałością ducha, niniejszą Konstytucję uchwalamy…

Zarówno treść jak losy Konstytucji III Maja stanowią dla nas Polaków od stuleci lekcję wartości i mówią dużo o naszej tożsamości. Jesteśmy ambitnym narodem, stawiającym sobie szlachetne cele. Potrafimy porozumieć się w chwilach trudnych i wydobyć twórczy potencjał. Chcemy i umiemy być kreatorami własnej historii. Jednak, jak uczą dzieje (również konstytucji majowej), brakuje nam często dalekowzroczności, samoorganizacji i determinacji. W przywołanym fragmencie preambuły pierwszej polskiej ustawy zasadniczej, uderza kilka fundamentalnych rozstrzygnięć: Po pierwsze Twórcy dokumentu zadeklarowali pierwszeństwo wolności narodu i jego niepodległości w stosunku do wartości indywidualnych takich jak szczęście osobiste czy nawet życie. Wypada zapytać własnych sumień, w jakim stopniu czujemy się takim postawieniem sprawy zobligowani również w czasach współczesnych? Czy mimo archaicznych sformułowań, kryjące się pod nimi treści pozostają nadal dla nas żywe? Nie będzie przesadą stwierdzenie, że od odpowiedzi na to pytanie w dużej mierze zależy istnienie Polski jako wspólnoty politycznej.

Inną wartością przyświecającą twórcom Konstytucji jest chęć zasłużenia na błogosławieństwo i wdzięczność obecnych i przyszłych pokoleń. Pragnienie dobrej sławy i pozostawienia własnego śladu w historii wydaje się atrakcyjne również dziś, szczególnie dla osób sprawujących funkcje publiczne. Jednak w praktyce dość łatwo mylone bywa go z „celebrytyzmem” i zdobywaniem popularności za pomocą tanich „sztuczek” medialnych i socjotechnik. Aby ustrzec się tych błędów sięgnijmy wyobraźnią do czasów w jakich żyć będą nasze dzieci i wnuki. Czy przyszłe pokolenia będą mogły od nas się uczyć tak, jak my próbujemy uczyć się od twórców Konstytucji?

W przytoczonym fragmencie preambuły uderza również realizm. Autorzy świadomi są licznych przeszkód, „które w nas namiętności sprawować mogą”. Rozumieją, że zachowanie prymatu dobra wspólnego wymaga szczególnej dojrzałości i trudu. Jeden wybór zasadniczy zamienia się w szereg wyborów szczegółowych dokonywanych każdego dnia. Przekroczenie zwykłego egoizmu i „sobiepaństwa” wymaga odwagi i wytrwałości niemalże wszędzie i zawsze, zaś w sprawowaniu funkcji publicznych w szczególności.

Chcielibyśmy wytrwać w odwadze, dlatego potrzebujemy święta Konstytucji III Maja. Świętowanie potrzebne jest, by nie zawodziła nas pamięć – o tym na jak wiele nas stać szczególnie w chwilach trudnych. Pomaga to wierzyć w Polskę i wytrwać w patriotyzmie dnia powszedniego. Czego wszystkim Polakom z serca życzę.

12 października 2016
niedziela.pl

Jak się masz? Świetnie! – jestem Polakiem

Od lat podejmowane są próby promowania Polski za granicą. Prowadzone są cykliczne akcje i jednorazowe przedsięwzięcia. Inicjatorami są instytucje państwowe, media, władze samorządowe, a także podmioty prywatne

Pamiętamy promocję godła „Teraz Polska”, ostatnio zaś akcję „Dobre, bo polskie”, skupioną na promowaniu polskich produktów. Dziś na szczególną uwagę zasługuje inicjatywa stworzenia Polskiej Fundacji Narodowej. To przedsięwzięcie spółek Skarbu Państwa, które za swoją misję i cel przyjęło budowanie za granicą pozytywnego obrazu naszego kraju.

Rzeczywisty potencjał Polski

To już było – mógłby powiedzieć niejeden sceptyk. Pomysł jednak wydaje się odbiegać koncepcyjnie od poprzednich tego typu inicjatyw. Zapowiadanym celem twórców nie jest bowiem kreowanie za pomocą technik marketingowych (logo, slogany, spoty) „ocieplonego” wizerunku naszego kraju. Istotą jest wydobycie i szerokie ukazanie rzeczywistego potencjału Polski.

Twórcom inicjatywy chodzi nie tyle o budowanie mitu, ile o prawdę, o zmianę obiegowych, krzywdzących sądów, o przełamanie schematów myślowych godzących w dobre imię Rzeczypospolitej. Stereotypy te przyczyniają się do obniżenia zaufania u inwestorów, co, jak wiemy, bardzo wyraźnie przekłada się na wyniki gospodarcze. Decyzja o zaangażowaniu się w fundację spółek Skarbu Państwa zyskuje z tego punktu widzenia żywotne uzasadnienie.

Mówienie prawdy o własnym potencjale nie jest wcale dla Polaka takie łatwe. Wydaje się, że w naszej obyczajowości zakorzeniona jest nadmierna skromność. Przyznawanie się do mocnych stron uznajemy za przejaw pychy i samochwalstwa. Polak zapytany o to, jak mu idzie, często otwiera worek z narzekaniami. Polska Fundacja Narodowa chce zmierzać do zmiany tej mentalności.

Od zera do sukcesu

Polacy postrzegani są za granicą jako rodzinny, ciepły i gościnnie nastawiony naród. Być może na pierwszy rzut oka wizerunek ten nie wydaje się biznesowo czy politycznie atrakcyjny. Za rodziną idą jednak takie wartości, jak wierność, przyjaźń, szacunek, dotrzymywanie obietnic, uczciwość. Te z kolei przekładają się wyraźnie na stabilność i zaufanie w biznesie. Udowadniają to polskie rodzinne firmy, które zaczynając od przysłowiowego zera, doszły do sukcesów i rozpowszechniają swoje produkty i usługi na największych światowych rynkach. Angażując w biznes najbliższe osoby, udowadniają, że w ekonomii najważniejsze są relacje. Nie zastąpią ich bezduszne procedury ani globalne mechanizmy. Rodzinne firmy podtrzymują żywotność i wspierają innowacyjność, decyzje bowiem podejmowane są tam szybko i odważnie, bez obciążenia balastem korporacyjnej biurokracji. Rodzinność w biznesie stoi również na straży indywidualności i chroni przed globalizacyjnym upodabnianiem do siebie wszystkiego i wszystkich.

Przywiązanie do rodziny łączy się w Polsce z szacunkiem wobec tradycji kulturowej, wiary i konserwatywnej obyczajowości. Kultura szanująca własną tradycję to kultura przewidywalna i przez to bezpieczna. W sytuacji, gdy w większości wysokorozwiniętych krajów maleje poczucie stabilności, postępuje rozchwianie norm moralnych i obyczajowych, gdy rośnie zagrożenie terrorystyczne i przymus tolerowania masowych migracji – Polska stanowi w pewnym stopniu azyl bezpieczeństwa. Jest to ład oparty nie tyle na presji policyjno-prawnej, na ekonomicznym dobrobycie, ile na respekcie wobec tradycyjnych wartości, które osiągane są m.in. dzięki rodzinnemu wychowaniu.

Katalog silnych stron Polski można byłoby rozbudowywać i uszczegóławiać. Jedno wydaje się pewne: nie przyciągniemy innych do siebie, jeśli będziemy próbowali się do nich na siłę upodabniać lub tandetnie przymilać. Paradoksalnie im bardziej widać w nas samoakceptację i odwagę bycia sobą, tym większe wzbudzamy zainteresowanie. Gdy ktoś nas zapyta: „jak się masz?”, nie odsłaniajmy przed nim łańcucha porażek. Pomyślmy o tym, co nam się udało, a może nawet byłoby czym pochwalić się za granicą…

11 listopada 2016
wpolityce.pl

Bądźmy bliżej siebie 11 listopada i potem

Każdy naród ma swoje „główne” święto, związane z ważnym wydarzeniem historycznym w dziejach państwowości. Obchodom przyświeca cel wspólnego radowania się własną tożsamością i możliwością samostanowienia. Czy potrafimy radośnie świętować polską niepodległość czy też musimy „upijać się nią na smutno”?

Szukam dobrej definicji patriotyzmu. Kto z Polaków jest na tyle niekwestionowanym autorytetem, by cytując go nie narazić się na replikę? Jest nim święty Jan Paweł II, który powiada: Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. A zatem patriotyzm jest to… MIŁOŚĆ, czyli coś pozytywnego, rozwijającego, uskrzydlającego. Patriotyzm jest pełną szacunku i serdeczności relacją z tym, co WSPÓLNE – historią, tradycją, językiem, terytorium.

Podobnie pojmował tą wartość św. pam. Prezydent Lech Kaczyński, który w 90 rocznicę odzyskania niepodległości mówił: w czasie bardzo krótkim zbudowano nową Rzeczpospolitą. (…) Dlaczego? Dlaczego wtedy udało się to uczynić tak szybko? Bo nikt nie kwestionował tego, że przywiązanie do Ojczyzny, że patriotyzm, to najwyższe wartości. (…) Patriotyzm bierze się z miłości, z poczucia utożsamienia się ze wspólnotą, ze wspólnoty kultury, historii. I taki patriotyzm był wtedy i w równym stopniu potrzebny jest dzisiaj.

Pozwolę sobie do tych pięknych stwierdzeń dołączyć kilka słów komentarza. Patriotyzm moim zdaniem polega na codziennej dbałości o jakość więzi za które ponosimy odpowiedzialność. Pierwszym kręgiem odpowiedzialności jest rodzina. Jakie są moje relacje w rodzinie? Czy można być dobrym patriotą, nie będąc dobrym ojcem, matką, mężem, żoną, synem, córką, dziadkiem? Kolejnym kręgiem jest „patriotyzm rodowy” – patriotyzm rodziny wielopokoleniowej i wielorako rozgałęzionej. Czyż wspaniała tradycja zjazdów rodzinnych to nie jest przejaw patriotyzmu? Największe gromadzą po kilkaset osób! Na Kociewiu, w moim okręgu wyborczym jest to tradycja szczególnie żywa!

Dalej następuje patriotyzm małej ojczyzny. Czy znam historię własnego miejsca zamieszkania? Czy potrafię czuć dumę z regionu, w którym żyję? Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, bo różnice w rozwoju, bo różne stopnie zakorzenienia. Potem wymieniłbym patriotyzm kultury – znajomość i szacunek tego, co nas Polaków łączy. Znów wrócę do Jana Pawła II: Ojczyzna, więc to jest dziedzictwo, a równocześnie jest to wynikający z tego dziedzictwa stan posiadania – w tym również ziemi, terytorium, ale jeszcze bardziej wartości i treści duchowych, jakie składają się na kulturę danego narodu.

No i na koniec pozostaje patriotyzm polityczny. Ten rodzaj patriotyzmu wymaga szczególnych poświęceń, bo nie polega tylko na tym, że raz na kilka lat mobilizujemy się do odwiedzenia lokalu wyborczego. Chodzi również o codzienny trud analizy pracy aktorów polskiej polityki, o świadome rozeznanie i wysiłek oddzielania ziarna od plew. Chodzi o pracę intelektualną, polegającą na mozolnym przedzieraniu się przez politykę wizerunkową i zasłony medialnego marketingu wyborczego.

Tak rozumianego patriotyzmu można i trzeba się uczyć. Święta narodowe mają nam do tej nauki dodawać energii i motywacji. Oby tak stało się w tym roku. Radosnego i twórczego patriotyzmu, na co dzień, życzę wszystkim Rodakom, wierząc, że każdy kolejny 11 listopada będzie nas do siebie zbliżał, a nie oddalał.

16 marca 2017
niedziela.pl

Duma narodowa oparta na realizmie

15 marca 1017 lat temu w Gnieźnie zakończył się zjazd w którym uczestniczył polski książę Bolesław i niemiecki cesarz Otton III oraz otaczające ich świty dostojników, dyplomatów i wojowników. Polski władca rozmawiał z ówczesnym liderem naszego kontynentu jak równy w równym. W efekcie uzyskał wzmocnienie roli Polski na arenie międzynarodowej. Czy dziś czujemy się równie pewnie?

Krytykując centro-prawicowych braci Kaczyńskich, ich polityczni konkurenci z różnych stron, „od zawsze” suponowali im antyeuropejskość. Rzekomo Prawo i Sprawiedliwość jest zbyt mało elastyczne, „krnąbrne” i „zaściankowe”, przynosząc nam wstyd na europejskich salonach. Ten schemat myślenia lansuje się do dziś. Widać go w ostatnich doniesieniach, sugerujących jakoby kandydatka do urzędu prezydenta Francji Marine Le Pen razem z Jarosławem Kaczyńskim, wspólnie mieli przygotowywać demontaż UE. Co z tego, że Kaczyński zaprzecza, skoro i tak w wyniku medialnej manipulacji, na niektórych Polaków padł strach, że ktoś odpycha nas od Europy. Jak na ironię, nie kto inny, tylko Jarosław Kaczyński od lat przez polityków „z prawej strony”, krytykowany jest jako euroentuzjasta.

Zwróćmy uwagę jakimi stereotypami gra się w polskiej polityce. Jest to polski „kompleks ciemnogrodu”, będący skrajnym przejawem poczucia niskiej wartości i braku rozsądku w ocenie współczesnego świata. Nie jest prawdą, że kluczem do sukcesu danego kraju jest bezwzględna uległość wobec instytucji międzynarodowych lub przeciwnie – izolacjonizm i niezdolność do kompromisu. O powodzeniu i pozycji międzynarodowej decyduje realizm w ocenie własnych zasobów i umiejętne wykorzystanie mocnych stron. Czy my jako Polacy jesteśmy świadomi naszych atutów?

Według ubiegłorocznych sondaży CBOS, prawie trzy czwarte ankietowanych (74%) jest dumnych z polskiej przynależności narodowej. Tylko jedna czwarta uczestników badań przyznała, że utożsamianie się z naszym narodem wprawia ją w dumę bardzo rzadko (21%) lub praktycznie się to nie zdarza (tylko 3%!). Wydawałoby się zatem, że nie jest tak źle. Swoją przynależność narodową najchętniej wyrażamy ucząc dzieci miłości do ojczyzny, pielęgnując polskie tradycje, okazując szacunek dla symboli narodowych, poznając historię czy kibicując sportowcom. Gorzej wygląda zaangażowanie w nieodpłatne prace na rzecz społeczności lokalnej, uczestnictwo w demokratycznych wyborach, działalność w organizacjach pozarządowych, czy płacenie podatków.

Wygląda na to, że nasz patriotyzm bardziej lokujemy w sferze symboli i emocji niż w konkretnych czynach. Tak jakby duma narodowa związana była raczej z przeszłością niż teraźniejszością kraju. Taka tendencja dominuje w polskim patriotyzmie od lat. Przydałoby nam się więcej wiary w dzisiejszą Polskę. Zapewne nie balibyśmy się wówczas tak bardzo o naszą pozycję w Europie i trochę bardziej szanowali wysiłki tych, którzy pracują dla jej mocnej pozycji i prestiżu.

A powodów do realistycznego i czynnego patriotyzmu jest sporo. Należą do nich osiągnięcia polskich naukowców, inżynierów, twórców, a ostatnio – szczególnie krzepiące – sportowców. Mamy swoją niepowtarzalną kulturę i historię pełną pięknych epizodów. Posiadamy duży potencjał w relacjach społecznych, rodzinności, gościnności, szacunku dla tradycji i dobrych obyczajów. Mamy prawo skutecznie chroniące życie i ustawodawstwo coraz lepiej promujące rodzinę i dzietność. Mimo silnych i nieraz zbyt brutalnych tarć politycznych nie leje się u nas krew. Respektujemy demokrację i potrafimy podporządkować się jej wyrokom.

Żyjemy w pięknym kraju i jeśli chcemy, potrafimy odczuwać satysfakcję z życia. Oto jakie wrażenie zrobiliśmy ponad 1000 lat temu na Ottonie III – spadkobiercy cesarstwa rzymskiego: Na koronę mego cesarstwa, to co widzę większe jest niż wieść głosiła! Myślę, że również dziś Europa może mieć wiele powodów do szacunku dla Polski. Pamiętajmy jednak, że najwięcej poszanowania ma się dla tych, którzy postępują roztropnie i szanują samych siebie.

1 kwietnia 2017
wpolityce.pl

Wspólna pamięć, wspólna przyszłość

Wczoraj, dziś i jutro naszej narodowej suwerenności zależało i będzie zależeć od naszej – Polaków – zdolności do współpracy. Czy przygotowania do obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości w 2018r., staną się świadectwem zgodnego współdziałania dla wspólnego dobra?

9 marca bieżącego roku niemalże jednomyślnie (434 głosów za, 4 przeciw, 2 wstrzymało się od głosu), polski Sejm uchwalił Ustawę o Narodowych Obchodach Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. 29 marca poparł ją Senat prowadzając kilka poprawek. Treść dokumentu warta jest szczególnej uwagi z dwóch powodów: ze względu na przyjęty cel, a także sposób jego osiągnięcia. Celem jest godne uczczenie okrągłej rocznicy odzyskania niepodległości z 1918 roku, zaś drogą doń – powołanie ciała organizacyjnego, które zajmie się kompleksowymi przygotowaniami obchodów.

Trudno wskazać wartość, która bardziej niż niepodległość, jednoczyłaby narody. Czym jest owo niezwykłe „magiczne” słowo? Słownik języka polskiego pod red. prof. Szymczaka określa niepodległość jako niezależność jednego państwa (narodu) od innych państw w sprawach wewnętrznych i stosunkach zewnętrznych; niezawisłość, suwerenność, wolność. Z kolei Wielki Słownik Języka Polskiego pod red. prof. Piotra Żmigrodzkiego, wskazuje, że jest to cecha państwa lub narodu, które nie zależą pod względem politycznym od innego państwa lub narodu.

Istotą niepodległości państwa jest zatem fakt, że jego obywatele niezależnie i w sposób wolny chcą za pomocą wybranej przez siebie władzy, decydować o własnych losach. Fakt, że niepodległość jest dla nas ważna, oznacza, że przyznajemy się do siebie jako naród, że WIERZYMY W POLSKOŚĆ. Jan Paweł II wypowiada się na ten temat: To jest nasza Ojczyzna — to jest nasze „być” i nasze „mieć”. I nic nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego „być” i „mieć” zależała od nas. (Westerplatte 12.06.1987)

Aby kultywować wartość niepodległości, potrzebna jest przede wszystkim dobra wspólna pamięć. Utrwalaniu tej pamięci służą obchody rocznic narodowych, w szczególności jubileuszowe. Dlatego ustawa dąży do wzmocnienia znaczenia niepodległości w naszej świadomości, powołując Komitet Narodowych Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. Wyjątkowość tej inicjatywy wyraża się w fakcie, że w skład tego ciała mają wejść praktycznie wszystkie kluczowe podmioty nadające kształt polskiemu życiu politycznemu. Znajdą się tam przedstawiciele władzy politycznej (Prezydent, marszałkowie Sejmu i Senatu, premier, wybrani ministrowie), przedstawiciele niektórych państwowych instytucji, a także przewodniczący lub przedstawiciele partii politycznych, komitetów wyborczych, koalicji wyborczych, przedstawiciele kościołów i innych związków wyznaniowych, środowisk kultury i nauki, związków zawodowych, organizacji kombatanckich i innych organizacji lub osób szczególnie zasłużonych dla Państwa Polskiego.

Reprezentatywność Komitetu wskazuje na ambitny zamysł wypracowania wspólnej dla Polaków wizji upamiętniania własnej suwerenności. To wyraźny kierunek na to, by pamięć historyczna łączyła, zamiast wykorzystywana jej jako instrumentu walki politycznej i antagonizowania. Dlatego inicjatywa i zaangażowanie Prezydenta RP jest tak ważne i jest najlepszym gwarantem sukcesu. Ważnym moim zdaniem krokiem do osiągnięcia celu, jest podkreślenie w ustawie zasług dla niepodległości nie jednej lecz kilku polskich tradycji politycznych: Ojcami Niepodległości uznajemy: Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Wincentego Witosa, Ignacego Jana Paderewskiego, Wojciecha Korfantego. Wymienienie nazwisk legendarnych polskich przywódców stanowi gest w kierunku dowartościowania wielu nurtów myśli politycznej, które dziś kształtują polską demokrację i suwerenność.

Czy powoływany Komitet spełni swoje zadanie? Czy polskie elity polityczne zdecydują się odłożyć na bok własne ambicje i zgodnie pracować dla wspólnego dobra? – wkrótce się przekonamy. Osobiście uważam, że samo podjęcie wysiłku już w pewnym stopniu stanowi sukces polskiej demokracji. Dlatego wspieram tą ustawę i całym sercem będę wspierał jej realizację. Do czego i Państwa zachęcam.

10 maja 2017
niedziela.pl

Senat uhonorował Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”

Senat Rzeczypospolitej Polskiej podjął 20 kwietnia 2017 r. uchwałę z okazji 150. rocznicy powstania Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Rola tej organizacji dla kształtowanie świadomości obywatelskiej, podtrzymywania tożsamości narodowej, rozwijania i pielęgnowania wartości patriotycznych jest niezaprzeczalna.

Początków działalności „Sokoła” należałoby szukać w 1867 r. we Lwowie. Tam 7 lutego 1867 r. ustanowiono Związek Towarzystw Gimnastycznych „Sokół”. Organizacja powstała zaledwie trzy lata po upadku Powstania Styczniowego. Wpisując się w nurt pozytywistyczny epoki i ducha galicyjskiej autonomii, miała podtrzymać w młodym pokoleniu ducha patriotycznego, kształtować dyscyplinę i charakter, o krzepie fizycznej nie zapominając. Pierwszym prezesem „Sokoła” we Lwowie był lekarz, Józef Milleret, a jego zastępcą pisarz Aleksander Fredro. Pierwsi, „Sokołowie” uprawiali gimnastykę, szermierkę, a także organizowali wycieczki i lekcje gimnastyki w szkołach. Organizacja rozrastała się w rekordowym tempie. Jej koła tworzono na wszystkich ziemiach polskich, objętych zaborami.

„Sokół”, którego dewizą było hasło „w zdrowym ciele zdrowy duch” skonsolidował Polaków i przyczynił się do patriotycznego wychowania kilku pokoleń. Członkowie „Sokoła”, niezależnie od pochodzenia i pozycji społecznej, byli druhami (czyli braćmi). Ćwiczeniom towarzyszyły spotkania poświęcone historii i tradycji narodowej, czytano poezję patriotyczną, śpiewano pieśni. Z okazji rocznic narodowych w miejscach ważnych dla historii Polski organizowano zloty – wielkie masowe pokazy gimnastyczne, na których prezentowano sprawność i dyscyplinę poszczególnych gniazd sokolich. Jednocześnie odbywała się rywalizacja sportowa.

Strój członków Towarzystwa został zaprojektowany przez artystę malarza Artura Grottgera. Przypominał mundur i składał się z rogatywki z piórem, czamary kroju wojskowego z rabatami, noszonej często na lewym ramieniu, spodni spiętych szerokim pasem z klamrą ozdobioną inicjałem, wpuszczonych w wysokie buty oraz karmazynowej koszuli ze stojącym kołnierzykiem spiętym okrągłą zapinką z wizerunkiem sokoła. Autorem optymistycznych słów do „Marszu sokołów”, zapowiadających „nowe życia koleje”, jest Jan Lam, powieściopisarz, satyryk i dziennikarz. Muzykę do tego utworu skomponował Wilhelm Czerwieński, lwowski kompozytor, pianista i dyrygent. Słowa do piosenek „sokołów” pisali również: Adam Asnyk. Henryk Sienkiewicz, Jan Kasprowicz i Włodzimierz Tetmajer.

„Rotę” do słów Marii Konopnickiej, z muzyką Feliksa Nowowiejskiego, zaczynającą się od słów „Nie rzucim ziemi skąd nasz ród” po raz pierwszy odśpiewano w 1910 r. na zlocie w Krakowie. Działo się to w 500-lecie bitwy pod Grunwaldem, na placu Jana Matejki, pod nowo odsłoniętym pomnikiem króla Władysława Jagiełły. Fundatorem pomnika był wybitny mąż stanu, kompozytor i pianista, Ignacy Jan Paderewski, honorowy druh „Sokoła”. W zlocie uczestniczyło prawie 8 tys. „sokołów” z polskich ziem pod zaborami, a także z USA, Francji, Belgii i ze Wschodu, w tym z Kowna, Wilna, Moskwy, Mińska i Petersburga.

Gdańskie gniazdo „Sokołów”, które w momencie założenia liczyło zaledwie 38 osób, napotykało na olbrzymie trudności ze strony miejscowej policji. Zachowane akta wskazują na inwigilację towarzystwa oraz liczne szykany, których przejawem był m.in. zakaz używania w oficjalnych pismach języka polskiego czy stosowania polskiego nazewnictwa. Mimo to „Sokoły” działały bardzo aktywnie. W poniedziałki i czwartki spotykano się na ćwiczeniach, raz w miesiącu odbywały się odczyty, organizowano wycieczki i wyjazdy na zloty. Warto w tym miejscu przypomnieć nazwiska kilku pionierów gdańskiego sokolnictwa i członków pierwszego zarządu towarzystwa: prezesa Ludwika Szuberta, jego zastępcy Czesława Kusztelana czy inicjatora powołania towarzystwa, założyciela i wydawcy „Gazety Gdańskiej”, Bernarda Milskiego.

Ważnymi zasługami Sokołów było przystąpienie części członków Towarzystwa do Legionów Polskich (głównie II Brygady pod dowództwem gen. Józefa Hallera).

Po powstaniu w 1918 r. niepodległego państwa polskiego – II Rzeczypospolitej, siedziba Związku została przeniesiona do Warszawy. Organizacja została scalona i zreorganizowana. Rok później „Sokół” bierze pod swe skrzydła harcerzy, którzy usamodzielniają się w 1919 r., tworząc Związek Harcerstwa Polskiego. W okresie międzywojennym Związek Towarzystw Gimnastycznych „Sokół” w Polsce był członkiem Międzynarodowej Federacji Gimnastycznej.

Istotnym faktem jest też to iż Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” mimo wielu przeszkód i delegalizacji działa do dziś. W całym kraju „Sokół” zrzesza obecnie ok. 8 tys. członków zorganizowanych w ok. 80 gniazdach. Dobrze zatem, że tak ważnej dla naszej Ojczyzny organizacji oddano cześć wspomnianą uchwałą Senatu Rzeczpospolitej Polski w rocznicę 150-lecia powstania Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.

19 lipca 2017
niedziela.pl

Marsz, marsz Dąbrowski!

Miedzy 16 a 19 lipca 1797 r. (dokładna data nie jest znana) czyli 220 lat temu nastąpiło pierwsze publiczne wykonanie Mazurka Dąbrowskiego – utworu patriotycznego opartego na motywach ludowych, który od 26 lutego 1927 r. jest oficjalnym hymnem Rzeczypospolitej Polskiej. Okrągłe rocznice skłaniają do refleksji.

W Gdańsku w niedzielę 16 lipca 2017 r. przed Domem Artusa odbyło się publiczne wykonanie polskiego hymnu narodowego. Kilkaset osób razem z Chórem Mieszczan Gdańskich, Chórem Music Everywhere i Kartuskim Chórem Męskim, upamiętniło rocznicę powstania pieśni. Pomorze ma szczególne powody, by upamiętniać historię „Mazurka Dąbrowskiego” gdyż twórca słów hymnu urodził się w Będominie koło Kościerzyny, kształcił się zaś w Kolegium Jezuickim w Gdańsku. Obecnie w dworku, w którym przyszedł na świat Józef Wybicki, mieści się Muzeum Hymnu Narodowego.

Mazurek Dąbrowskiego powstał w północnych Włoszech, w trudnym momencie dziejów Polski. Naszego państwa nie było wówczas na mapie świata. Istniała jednak nadzieja na restaurację niepodległości dzięki Napoleonowi Bonaparte, który usiłował potęgą militarną porewolucyjnej Francji zaprowadzić nowy porządek w Europie. W jego kampanię włączyły się polskie siły militarne – Legiony, którymi dowodził generał Jan Henryk Dąbrowski. Słowa napisane zostały pod wpływem wzruszenia, jakie ogarnęło Wybickiego, gdy po raz pierwszy zobaczył polskie mundury, sztandary i insygnia narodowe legionistów. Energia patriotyzmu zawarta w tekście i melodii spowodowała, że utwór jeszcze długo zanim stał się hymnem narodowym, cieszył się popularnością w całej Europie jako swego rodzaju wyznanie wiary w wolność.

Jeśli hymn polski jest wyznaniem wiary, to w takim razie w jaką Polskę wierzymy? Zgodnie z rękopisem Wybickiego pierwsze słowa pieśni brzmią:

Jeszcze Polska nie umarła,
kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
szablą odbijemy
.

Dla mnie osobiście poruszające jest tu utożsamienie kraju z żywą osobą. Ojczyzna jak człowiek – może umrzeć, jednak żyje, dopóki żyją jej obywatele i są zdeterminowani, by bronić własnej tożsamości za cenę krwi. Dopóki żyją Polacy dopóty istnieje Polska. Wydaje mi się, że obecnie gdy naszej niepodległości nie zagraża zewnętrzna agresja, czasem zapominamy, że nie terytorium ani dobrobyt ekonomiczny są najważniejszym atrybutem polskości, lecz duch jej obywateli.

Kolejne dwie zwrotki przywołują momenty chwały oręża polskiego w czasie zaboru szwedzkiego, a także wiarę w powodzenie kampanii napoleońskiej. Potem następują części, które obecnie nie są już śpiewane (a szkoda):

Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.

Tekst ten wskazuje na priorytetową wartość, od której zależy polska niepodległość. W obecnej chwili trudno być zadowolonym z poziomu dialogu w polskim społeczeństwie. Zgoda nie jest aktualnie naszą mocną stroną. Przywołując tą zapomnianą zwrotkę, warto na nowo pochylić się nad naszą historią i zobaczyć jak wiele straciliśmy poprzez nasze wewnętrzne kłótnie i jak wiele możemy zyskać budując porozumienie narodowe.

Ostatnia zwrotka hymnu ma wydźwięk najbardziej ludowy i przez to tak bardzo porywa autentyzmem:

Już tam ojciec do swej Basi
mówi zapłakany:
„słuchaj jeno, pono nasi
biją w tarabany”.

Nadzieja jest polską cechą. Mimo największych prób dziejowych nigdy nie straciliśmy wiary w przyszłość. Jednak w wolnej Polsce nie oczekujemy już pomocy „z ziemi włoskiej” czy innych kierunków geograficznych. Owe „tarabany” (bębny) należą do nas samych i to my mamy w nie uderzyć. Uderzyć w dobrą pracę, szacunek do człowieka, wspierać rodzinę, strzec wiary, przekazywać młodemu pokoleniu wartości na których zbudują swoją przyszłość. Czas na świadome życie w pięknej Polsce. Ona nie umrze kiedy my ŻYJEMY!

25 sierpnia 2017
niedziela.pl

Nasz sierpień

Czy odczuwacie czasem zmęczenie demokracją? Może to nie demokracja nas męczy lecz jej mozolna nauka? Zaczęło się niedawno bo zaledwie 37 lat temu…

Choć tradycyjnie łączymy porozumienia sierpniowe z tym co dokonało się 31 sierpnia 1980 r. w gdańskiej stoczni, warto pamiętać, że dzień wcześnie sygnowano porozumienie w Szczecinie a potem były jeszcze dwa porozumienia: w Jastrzębiu-Zdroju 3 września 1980 i w Hucie Katowice – 11 września 1980. Wybrzeże i Śląsk wyznaczały symbolicznie granice walki o polską wolność, walki w której udział brał cały kraj. Wracam do tamtych zmagań, ciesząc się z przywileju, że przyszło mi mieć w nich swój skromny udział.

Kto uważa, że panowała wtedy jednomyślność, myli się bardzo. Spory były od samego początku. Pierwszy zjazd „Solidarności” był tego najlepszym przykładem. Jednak trzymały nas razem wówczas dwa ważne powody: po pierwsze mieliśmy wspólny cel, a po drugie umieliśmy i chcieliśmy ze sobą rozmawiać. Zadanie było jasne: poszerzyć na ile się da polską wolność i wprowadzać krok po kroku demokrację. Hamulcowym był ówczesny komunistyczny establishment, wsparty potęgą militarną „wielkiego brata”. Różnice poglądów i agentura wewnątrz ruchu osłabiała tempo zmian, lecz nie była w stanie powstrzymać tego do czego byliśmy ogromnie zmotywowani: walki o pełnię wolności.

Szliśmy do przodu – szybko i dla władzy zbyt szybko. Nasza jedność w różnorodności okazała się dla systemu tak niebezpieczna, że dopuścił się siłowego rozwiązania. Wolnościowa fiesta trwała tylko niespełna półtora roku. Co było dalej od 13 grudnia 1981 – pamiętamy doskonale. Osłabienie ducha aktywności społecznej, kontynuacja rujnowania gospodarki, próby tworzenia demokracji fasadowej.

Ponowne odrodzenie nastąpiło w 1989 roku i nadal, choć mniej liczni, szliśmy do przodu razem. Coraz mniej pięknie się jednak różniliśmy. Dziś trudno już mówić o jakiejkolwiek estetyce różnorodności. Różnice uległy drastycznemu wyostrzeniu. Przekłada się to na poziom debat publicznych, jakość protestów ulicznych, a także na sposób świętowania rocznic takich jak choćby sierpień 1980. Skłócone obecnie środowiska, czerpiące rodowód z tamtych lat, interpretują sierpień na swój sposób i celebrują własnych bohaterów.

Psuje to jakże potrzebne społeczeństwu poczucie sukcesu – radość z faktu, że udało nam się jednak wiele w Polsce zmienić. Nie ma już monopolu władzy ani gospodarki centralistycznej, istnieje samorządność lokalna, tak zwany „zwykły” obywatel ma o wiele większy wpływ na swoje życie i funkcjonowanie społeczności w której żyje, jesteśmy zamożniejsi i z większą nadzieją możemy myśleć o przyszłości. To jest autentyczne dziedzictwo sierpnia.

Dlatego zapewniam Cię Drogi Czytelniku tych słów, że rocznica sierpnia 1980 to również Twoje święto. Może w tym dniu warto spotkać się z rodziną przy stole i wspominając dawne lata, przekazać młodemu pokoleniu to co Twoim zdaniem warte jest zapamiętania? Warto budować w swoim środowisku narrację wdzięczności Opatrzności za odzyskaną wolność, za to co piękne, mając nadzieję, że znów kiedyś będziemy się pięknie różnić. To będzie Twój niebagatelny wkład w jakże potrzebną Polsce politykę pojednania.

9 listopada 2017
niedziela.pl

Aby miłość do ojczyzny była dla nas odświętna i powszednia zarazem

Wywieszając rok temu flagę narodową z okazji Święta Niepodległości, zadałem sobie pytanie: Co chcę przez to wyrazić? W tym momencie mój wzrok padł na sąsiada, który robił dokładnie to samo co ja. Pozdrowiliśmy się uśmiechem i… już wiedziałem jak sobie odpowiedzieć na pytanie.

Ten biało-czerwony materiał powiewający za moim oknem oznacza, że ja, mój sąsiad oraz miliony rodaków nad Wisłą i na całym świecie przynależymy do tego samego „rodu”. Łączy nas przyznawanie się do tej samej historii, języka, kultury, tradycji, rytuałów, symboli i wartości. Ta przynależność i przyznawanie się ma charakter dobrowolny. Jestem Polakiem nie tylko dlatego, że nim się urodziłem i zostałem tak wychowany. Jako dorosły i świadomy obywatel potwierdzam ten fakt własnym wyborem.

Mówi się, że patriotyzm to postawa szacunku i umiłowania swojej Ojczyzny. Jednak z drugiej strony – jako forma miłości – jest on również źródłem satysfakcji i spełnienia. Dzieje się tak, gdyż przeżywanie zakorzenienia we wspólnocie narodowej daje poczucie bliskości. Sprawia, że wyraźniej dostrzegamy sens naszej codziennej pracy i wyrzeczeń. Mamy świadomość, że jako osoby, rodziny, społeczności lokalne, tworzymy elementy większej całości, która pozostanie nawet, gdy nas już tu nie będzie. Sprawia to radość i daje poczucie samorealizacji. Bo człowiek został tak skonstruowany, że bez wspólnoty żyć nie może.

Jeśli miedzy osobą, a wspólnotą coś jest „nie tak”, pojawia się poczucie zranienia i izolacji. Gorączkowo szuka się wówczas winnych (władza?, politycy?, niskie zarobki?). Ludzie przechodzą na pozycję malkontenctwa czy nawet wrogości. Podświadomie źle życzą rodakom, którym się w Ojczyźnie udaje, uwypuklają wszystko co „w tym kraju” nie wychodzi. To frustrująca sytuacja dla jednostki ale też dla wspólnoty. Dlatego jestem za pogodnym patriotyzmem, otwartym na innych.

Podobnie jak polscy biskupi proponuje się tu patriotyzm relacji, przejawiający się w trosce o potrzeby ludzi, których Pan Bóg postawił na naszej drodze. Kluczową rolę odgrywają więzi rodzinne, w szkole, zakładzie pracy czy miejscu zamieszkania. Patriotyzm taki uwzględnia różnorodność narodowości i wyznania, unika pogardy i wywyższania się jednych nad drugich. Jego istotną cechą jest obywatelskość manifestująca się w pracy, aktywności społecznej, trosce o ekologię, opłacaniu podatków, itd. Uzupełnieniem tego są tradycyjne przejawy patriotyzmu takie jak szacunek dla symboli narodowych, historii i tradycji.

Tak rozumiany patriotyzm domaga się edukacji dzieci i przykładu ze strony dorosłych. Wspominam to w momencie, gdy niespełna miesiąc temu minęła okrągła 170. rocznica urodzin mistrza polskiego pióra i edukacji patriotycznej Władysława Bełzy. Wierszem, który potrafi dokończyć każdy Polak, powstałym kilkanaście lat przed odzyskaniem niepodległości (wyd. w 1900r.), pozwolę sobie zakończyć moje wywody. Życzę z okazji 11 listopada 2017 r., by miłość do Ojczyzny była dla nas odświętna i powszednia zarazem, a także prosta jak wiara dziecka.

Kto ty jesteś?
– Polak mały.

Jaki znak twój?
– Orzeł biały.

Gdzie ty mieszkasz?
– Między swemi.

W jakim kraju?
– W polskiej ziemi.

Czem ta ziemia?
– Mą Ojczyzną.

Czem zdobyta?
– Krwią i blizną.

Czy ją kochasz?
– Kocham szczerze.

I w co wierzysz?
– W Polskę wierzę.

Coś ty dla niej?
– Wdzięczne dziecię.

Coś jej winien?
– Oddać życie.

14 grudnia 2017
ekai.pl

Oczy na Polskę

W szczególnie doniosłych lub dramatycznych momentach historii powiadamy: „oczy świata skierowane są na Polskę”. Jednak Polsce nie tyle zależy, aby być w centrum uwagi świata, lecz by przyciągać wzrok własnych obywateli.

Podczas uroczystego Zgromadzenia Narodowego zwołanego z okazji 150–lecia urodzin Józefa Piłsudskiego, które odbyło się 5 grudnia 2017 roku, Andrzej Duda wygłosił jedno z najbardziej inspirujących przemówień w historii swojej prezydentury. Celem uroczystości było zapoczątkowanie obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, których kulminacja nastąpi 11 listopada 2018 roku. W tym kierunku właśnie zmierzała tematyka wystąpienia głowy państwa.

Nawiązując do historii, nakreślił wizję nadchodzącego roku, poświęconego wspólnemu świętowaniu niepodległości, zaznaczając, że może stać się on przełomowy dla dziejów Polaków pod wieloma względami. Szczególny nacisk położył na tematykę pojednania narodowego i stwierdził: Nadeszła pora, aby istotą naszego życia publicznego przestało być nieustanne, wyniszczające starcie wrogich plemion. Czas na rzeczową debatę w gronie rodaków. Na rozmowę pomiędzy depozytariuszami bezcennego dobra, którym jest nasze wspólne, niepodległe państwo.

Czy ktoś ze słuchaczy miał wątpliwości, o jakie „wrogie plemiona” chodziło? Nie sądzę. Jednak gdybyśmy mieli wówczas dostęp do umysłów zgromadzonych parlamentarzystów u niejednego z nich dostrzeglibyśmy myśl: „On chyba nie mówi o mnie! Nie przesadzajmy, przecież taka jest polityka… Moje ugrupowanie to nie jest żadne plemię!” Na szczęście jestem pewien, że nie dotyczyłoby to wszystkich zgromadzonych, gdyż część z nas zdaje sobie sprawę, że początkiem pojednania jest uderzenie się we własne, a nie cudze piersi.

Prezydent kontynuował: Polska nie jest niczyją własnością. Polska nie jest nawet naszą własnością, naszego pokolenia. My tylko jesteśmy jej wybrańcami, jej sługami i opiekunami. Wskazał tym samym na etos sługi i pokorę jako cnotę niezbędną dla niejednokrotnie zapatrzonych w siebie polityków. To prawda, potrzeba nam pokory, gdyż zanadto jesteśmy zapatrzeni we własne osiągnięcia i często wierząc we własną nieomylność boimy się umniejszenia swoich racji. Skąpimy innym zaufania, a odmienność bywa dla nas zagrożeniem.

Czy coś jest w stanie odwrócić naszą uwagę od zachwytu nad samym sobą? Polska – wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu – wciąż budzi w nas nowe siły i zdolności, dumę i odwagę, wielkie idee i żywe uczucia. Wzrasta razem z nami. Jest silna naszą siłą i naszymi sukcesami. Opiekę nad tym skarbem przekażemy kiedyś naszym dzieciom i wnukom – mówił Prezydent. Porównanie Polski do kobiety (w duchu poetów romantycznych), która pociąga i skłania do zaopiekowania się nią ze szlachetnego odruchu serca, jest moim zdaniem mistrzowskie.

Istotnie! Lekarstwem na pychę i narcyzm jest zmiana obiektu zachwytu. Chodzi o to, aby swoją uwagę przenieść z samych siebie na fascynujące dziedzictwo duchowe, kulturalne i materialne, jakim jest Polska – wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu. Odwróćmy oczy od samych siebie i trzymajmy je utkwione w Polsce – tak można by spuentować przesłanie Pana Prezydenta i wytyczenie drogi do narodowego pojednania.

Odwołując się do historii, mówca przywołał 6 postaci, które uważane są za ojców założycieli polskiej niepodległości w 1918 roku: Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, Ignacego Daszyńskiego, Wincentego Witosa oraz Wojciecha Korfantego. Zauważmy, że ludzi tych różniło bardzo wiele i z pewnością mogliby zapiekłym konfliktem zaprzepaścić podjęte dzieło. Co im w tym przeszkodziło? Dlaczego nie stali się dla siebie „wrogimi plemionami” i potrafili doprowadzić dzieło niepodległości do szczęśliwego finału? Czyż nie to, że zmierzali ku porozumieniu, mając oczy utkwione w „wiecznie młodej i zniewalająco pięknej”?

Każdy z nich wraz z szeregiem anonimowych rodaków, torował drogę do niepodległości. Do tego grona dołączyć może każdy z nas. Tak jak wówczas celem była niepodległość, tak dziś jest nim pojednanie i dialog w perspektywie jubileuszu. Takie jest zresztą generalnie przesłanie wszelkich „okrągłych rocznic”. Nie chodzi o magię liczb, lecz o symboliczną mobilizację charakterów i działań na rzecz pokoju społecznego.

Czy wygłoszone przesłanie prezydenckie przyniesie pożądany efekt? Z pewnością nie stanie się tak od razu. Mam jednak przekonanie, że mądre słowa nie pozostaną bez odpowiedzi. Liczę na szereg działań, które w nadchodzącym czasie podejmiemy na różnych poziomach i w różnych zakresach, aby w duchu dialogu i porozumienia uświetnić własną niepodległość i wzmocnić dumę z bycia Polakami. Mamy bowiem swoje lepsze i gorsze dni, lata czy epoki, wyznajemy różne poglądy polityczne, okazujemy wiele słabości i nieraz uciążliwe przyzwyczajenia, ale przecież mamy wiele do zaoferowania i sobie wzajemnie, i ukochanej Ojczyźnie.

15 maja 2018
wpolityce.pl

Patriotyzm bez granic

Jeśli ktoś sądzi, że dzielące Polaków bolesne spory dotyczą tylko obywateli zamieszkałych na stałe w naszym kraju, ten głęboko się myli. Dlatego dobrze, że są dni w których celebrujemy polską jedność i patriotyzm bez granic.

Od 2002 roku dzień 2 maja obchodzony jest przez Polaków na całym świecie jako Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Tekst ustawy, która 16 lat temu uchwalona została z inicjatywy Senatu RP wskazuje na wielowiekowy dorobek i wkład Polonii i Polaków za granicą w odzyskanie przez Polskę niepodległości, wierność i przywiązanie do polskości oraz pomoc Krajowi w najtrudniejszych momentach. Celem Dnia Polonii i Polaków za granicą jest potwierdzenie więzi z Macierzą i jedności wszystkich Polaków, tak mieszkających w Kraju, jak i żyjących poza nim. (por. Dz.U. z 2002 r. Nr 37, poz. 331) Dobrze się składa, że to ważne święto łączy się w kalendarzu z Dniem Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Dzięki temu jeszcze wyraźniej wybrzmiewa idea patriotyzmu rozumianego jako budowanie jedności w różnorodności.

Związane z Dniem Polonii uroczystości i imprezy, w różnych miejscach świata rozciągają się nieraz na dni wolne od pracy najbliższe drugiemu maja. W tym roku miałem zaszczyt wziąć udział w brukselskich obchodach święta polonii w niedzielę 6 maja. Punktem szczytowym była Msza święta, odprawiona w przepięknym kościele Notre Dame de la Chapelle. Teksty liturgiczne, traktujące o wzajemnej miłości chrześcijan stanowiły w tym dniu wyjątkowo sprzyjającą kanwę do refleksji na temat tego co łączy wszystkich Polaków a także wyzwań jakie stoją przed nami na drodze do jedności.

Dużą pomocą w tych refleksjach były słowa homilii księdza profesora Waldemara Chrostowskiego z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie – znanego biblisty, konsultora Rady Episkopatu Polski, człowieka od lat zaangażowanego w dialog polsko-żydowski. Ten wybitny kaznodzieja potrafił poruszyć bliskie memu sercu struny, nazywając po imieniu kluczowe problemy, stojące na drodze do jedności Polaków nie tylko w kraju ale również poza jego granicami. Pozwolę sobie przytoczyć niektóre cenne myśli tej homilii.

Czy jest coś, co rzuca cień na polskie życie społeczne i polityczne, nierzadko nawet na życie towarzyskie i rodzinne? – pytał retorycznie kaznodzieja – Tak, niestety tak! To podziały istniejące w Ojczyźnie i na emigracji, czasami tak głębokie jak mroczne i groźne bywają przepaści. O ile różnice opinii, poglądów, stanowisk i zapatrywań są uzasadnione, a nawet potrzebne, bo mogą być ożywcze i stymulujące, o tyle takie społeczne podziały, które wyrastają z szerzenia wrogości i nakręcania złych emocji, są wielce niszczycielskie i gorszące.

 Zdecydowanie podzielam tą opinię i ogromnie boleję nad faktem, że nadal tak trudno nam postrzegać różnorodność jako bogactwo i potencjał. Zbyt łatwo kwalifikujemy jako przeciwnika kogoś, kto nie podziela naszej wizji, ma inne zdanie na dany temat, realizuje konkurencyjny projekt, wyznaje inne wartości, nie posiada wystarczającej wiedzy itp. Niejako z automatu przypisujemy mu złą wolę, postrzegamy jako zagrożenie, czujemy się w obowiązku uratować świat przed jego „zgubnym” wpływem.

Czy jest na to rada? Prof. Chrostowski ratunek widzi w dobrze rozumianym patriotyzmie: Prawdziwy patriotyzm w naszych czasach polega więc także na tym, aby budować jedność w różnorodności. Polskość wyrażana od wieków dwoma barwami – białą i czerwoną – powinna oznaczać biel niewinności i dobroci, zaufania i współpracy, oraz czerwień ofiary i gotowości do poświęcenia, solidarności i miłości. Taki właśnie patriotyzm – włączający a nie wykluczający – jest rzeczywistym owocem wiary i biblijnie rozumianego „nowego narodzenia”– stwierdził kaznodzieja.

Jak wiemy jedność między Polakami sprawdza się w momentach próby. Przykładem takiej próby jest głośna w chwili obecnej sprawa planów usunięcia pomnika katyńskiego w miejscowości Jersey City w USA. W bezsensownym, podszytym brudną polityką i prawdopodobnie prywatnym interesem sporze, zaatakowany został przedstawiciel najwyższych władz polskich, wzniecono niedobre emocje i pozwolono im zataczać coraz szersze kręgi. Paradoksalnie jednak takie nieprzyjemne sytuacje mogą stanowić pomoc w uświadomieniu sobie, że nas Polaków o wiele więcej łączy niż dzieli. I rzeczywiście – polonia nie tylko Jersey City zdaje wspaniale egzamin solidarnego opowiadania się za wspólnymi dla Polaków wartościami, zachowując przy tym zimną krew i sięgając po demokratyczne środki sądowe.

Oby solidarne wysiłki podejmowane w obronie symboliki narodowej nie tylko przyniosły oczekiwany skutek, ale również stanowiły inspirujący przykład cywilizowanego rozwiązywania sporów i współpracy ponad podziałami. Polonii w Belgii, Europie, Ameryce i na całym świecie a także Polakom w kraju składam najserdeczniejsze życzenia jedności w różnorodności.

7 listopada 2018
wpolityce.pl

Pokochaj ją bez makijażu

Jako społeczeństwo od ponad ćwierćwiecza przyzwyczajające się do wolności, stopniowo nabieramy śmiałości, aby w sposób szczery i nieskrępowany odkrywać i nazywać własne obywatelskie emocje. Nie musimy już na zawołanie uczestniczyć w pokazowych pochodach i manifestacjach; nie jesteśmy skazani na to, by oglądać je w telewizji; nie jest koniecznością udawanie wzruszenia tylko dlatego, że oczekują tego od nas inni. Możemy w sposób indywidualny i kreatywny poszukiwać form doświadczania tego, czym dla nas jest Polska.

Człowiek nie jest szczęśliwy w oderwaniu od środowiska, w którym żyje. Sam przed sobą może udawać, że nie obchodzi go los własnej społeczności, ale w głębi ducha odczuwa brak radości gdy inni się smucą, brak pokoju gdy inni okazują agresję, brak optymizmu itd. Jesteśmy od siebie nawzajem zależni – czy chcemy tego, czy nie. Z Polską i Polakami stykamy się na co dzień. Nie uciekniemy od faktu, że tak wielu z nas dorabia się wykorzystując innych; że tyle afer wokół, tyle urzędniczych nonsensów, tyle nieprofesjonalnej polityki, banalnej i płytkiej rozrywki. Tyle straconych publicznych pieniędzy, tyle zmarnowanych młodych talentów. To wszystko też jest Polską – Polską realną, codzienną, chociaż czasem daleką od „epickich” wyobrażeń.

Czy potrafimy zaakceptować Polskę i przyjąć ją taką, jaką jest? Pokochać – chociaż nieraz „bez wzajemności”? Czy potrafimy dostrzec w niej piękno prawdziwe i nieudawane? Czy dostrzegamy je we wspaniałej i zarazem trudnej historii, urokach krajobrazu, w niepowtarzalnej kulturze, waleczności sportowców, uścisku najbliższych nam osób, czystych oczach dziecka, które z ufnością patrzy w przyszłość? Czy dostrzegamy piękno w Polsce „bez makijażu”? Jeśli tak, to właśnie wtedy rodzi się w nas patriotyzm. Nasz osobisty, intymny, z serca i w sercu przeżywany. Możemy go doświadczać „w środku”, ale powinniśmy okazywać go także na zewnątrz. Służą temu symbole, gesty, flagi, uroczystości i zgromadzenia.

Ale pamiętajmy o jednym: patriotyzm nigdy nie jest przeciwko komuś. Miłość ojczyzny cierpliwa jest i łaskawa. Taka miłość nie zazdrości sukcesu rodakowi, jest bezinteresowna i nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, która uniemożliwia pojednanie i kompromis; nie dopuszcza się bezwstydu (również w mediach), nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Prawdziwa miłość do Ojczyzny nigdy nie ustaje! Mam nadzieję, że św. Paweł wybaczy mi, iż sparafrazowałem zawartą w 13 rozdziale Listu do Koryntian zachwycającą wizję miłości. Wszak miłość do Ojczyzny jest odmianą miłości bliźniego, która ma korzenie w miłości Boga do człowieka.

Takiego właśnie patriotyzmu i takiej wiary w realną, a nie przypudrowaną Ojczyznę, życzę wszystkim rodakom. Nie można zmienić tego, czego najpierw się nie przyjmie. Zaakceptujmy więc naszą Niepodległą Polskę, aby czynić ją krajem naszych marzeń. Dobrego świętowania!