Polityka pojednania

28 grudnia 2015
wpolityce.pl

Dzielenie dzieli, budowanie buduje

Koniec roku skłania do refleksji nad tym, co będzie dla nas szczególne ważne w zbliżającym się 2016 roku? Mija kilka tygodni funkcjonowania nowego rządu i parlamentu. Mamy wobec niego ogromne oczekiwania.

Jednocześnie dostrzegamy pogłębienie różnic pomiędzy środowiskami politycznymi i ludźmi, którzy się z nimi identyfikują. Ich skala jest tak duża, że np. prof. Andrzej Nowak, znany ze zdecydowanych ocen naszej rzeczywistości prosi w jednym ze swoich ostatnich tekstów „żebyśmy pokój czynili, szukali dobrej woli, w innych i w sobie. Dziś odpowiedź na tę prośbę jest nam szczególnie potrzebna. Żebyśmy wychylili się z dwóch gett, na które podzieliła się Polska, nie z zaciśniętą pięścią, nie ze złą wolą, – ale z dobrą właśnie. Dzielenie dzieli, budowanie buduje. Czy możemy coś zbudować razem?” Proponuje nawet, jako jedno z działań, wspólne usypanie w Krakowie kopca polskiej zgody, pamięci i nadziei.

W takim duchu podczas pasterek wypowiadało się wielu biskupów. W Poznaniu abp. Stanisław Gądecki zachęcał do modlitwy w intencji pokoju w naszej ojczyźnie. Podkreślił, że  ważne jest by w kraju przestała obowiązywać logika władzy i pragmatyzmu a na to miejsce weszła logika wartości. Byśmy odeszli od prymatu taktyki nad wartościami. Od socjotechniki, jako podstawowej metody działania. Od hegemonii swoich i skrzętnego maskowania przywilejów „równiejszych”.

W podobnym duchu wypowiedział się w ostatniej dyskusji w Senacie senator Aleksander Bobko. Zachęcał wszystkich do zastanowienia, co wynika z tego, że  procedujemy ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. „Dla mnie z tego, co tutaj ma miejsce, płynie morał czy oczywista teza, że Rzeczpospolita i prawo w Polsce potrzebują naprawy”. Zachęcał by wzajemnie nie imputować sobie złych intencji, bo „naprawa, która jest konieczna może się dokonać tylko w pewnej wspólnocie, a nie w walce”. Do odbudowania wspólnoty wzywał Prezydent Andrzej Duda, także podczas inauguracyjnego posiedzenia Senatu. Tego nie można zapomnieć. Jestem przekonany, że takie jest oczekiwanie zdecydowanej większości Polaków.

To zatem będzie także szczególne zadanie dla mnie w nowym roku – działanie na rzecz budowania życzliwej wszystkim wspólnoty, tej narodowej, ale i lokalnej, a także najmniejszej wspólnoty jaką jest rodzina.

 

21 grudnia 2016
wpolityce.pl

Odrobina dziecięcej wiary pod choinkę

Szczęśliwych, zdrowych… przede wszystkim jednak spokojnych.

Czy kolorowe światełka na choince potrzebne są tylko dzieciom? Kto z nas nie lubi zasiąść w fotelu, w przyciemnionym pokoju, gdy już wszyscy poszli spać, popatrzeć na błyskotki, myślami wrócić do czasów dzieciństwa. Przeżyć na nowo chwile ekscytacji, kiedy rozpakowywaliśmy prezenty, smakować momenty, w których uświadamialiśmy sobie, że nazajutrz nie musimy iść do szkoły, kiedy trochę później można było iść do łóżka, a z kuchni dochodziły tak niesamowite zapachy. Co czuliśmy w tych niezwykłych chwilach? Tak to był spokój. Świąteczny i prawdziwie święty.

Dorosłemu człowiekowi nie jest łatwo poczuć spokój. Pamięć o kłopotach, zmartwienie tym, co przyniesie przyszłość, troski osobiste, zawodowe. Czy kolejna wigilia również będzie spokojna? Czy przeżyjemy ją w tym samym składzie? Niepokój czai się w tyle głowy, po drugiej stronie telefonu, za szkłem telewizora, na ekranie komputera. Mimo to wysiłkiem woli skupiamy się na tym, co tu i teraz. Pomagają nam w tym owe świecidełka i błyskotki. Udaje nam się choćby na chwilę oderwać od strumienia myśli gnających przez głowę. Gdy tą chwilę udaje się wydłużyć, przychodzą inne myśli, myśli bardziej fundamentalne. Takie, które pozwalają nam przypomnieć sobie, kim i po co jesteśmy…

Ale światełka świąteczne nie świecą się przez cały rok. Utrzymanie spokoju, na co dzień wymaga pracy. Dlatego warto uświadomić sobie, co nam ten spokój zabiera. U każdego z nas jest to indywidualne, jednak w jakiś sposób uzależnieni jesteśmy od siebie nawzajem. Czy tego chcemy, czy nie nasze sprawy osobiste uwikłane są w życie społeczne. Przede wszystkim dotyczy to życia w ojczyźnie. Odczuwamy niepokój, gdy ktoś nam wszczepia myśl o podziale, o tym, że tak wiele nas od siebie różni, gdy ktoś bardzo chce kosztem naszej wzajemnej życzliwości osiągnąć swoje cele. To rzeczywiście niepokoi.

W czasie ostatnich zajść, związanych z głosowaniem budżetowym, prezydent Duda powiedział, że zbliżają się święta i on również, jako zwykły obywatel czuje się sytuacją zaniepokojony. W tej wypowiedzi dostrzegłem coś więcej niż język dyplomacji. Dostrzegłem zwyczajnego człowieka, człowieka, przeciwko któremu podczas kampanii wyborczej nie wahano się użyć zmyślonych faktów dotyczących córki. Człowieka, który nie chciałby, aby Polska była krajem ludzi miotanych chęcią rewanżu, mnożących sztuczne podziały, robiących karierę kosztem naszego poczucia bezpieczeństwa. Też tego bym nie chciał.

Chcąc czy nie, uzależnieni jesteśmy od tego, co dzieje się na świecie. Dlatego nie jest nam obojętne, że  kilkunastu uczestników jarmarku świątecznego w Berlinie nie zasiądzie już nigdy przy wigilijnym stole. Ich rodziny na zawsze skojarzą blask choinkowych światełek z śmiercią, żalem i rozpaczą. Od takiego rodzącego się w nas niepokoju, smutku i przede wszystkim współczucia, nie wolno nam się odcinać. Szukanie spokoju w oddzieleniu od nieszczęścia drugiego człowieka jest egoistyczne. A Święta Bożego Narodzenia to przecież święta piękna człowieczeństwa. To czas świętowania tryumfu ludzkich odruchów i umiłowania pokoju nad nienawiścią, fanatyzmem czy bezwzględnym zabieganiem o własne korzyści. Dlatego modląc się za ofiary agresji, życzę Wszystkim, żeby tegoroczne święta, a wraz z nimi nadchodzący 2017 rok, były czasem budowania i dbania o to, co nas łączy, – zarówno w naszych domach rodzinnych, jak i w naszych wspólnotach lokalnych i wspólnocie  narodowej.

 

26 grudnia 2016
wpolityce.pl

Nie ma zgody na przekraczanie pewnych granic

Wielokrotnie apelowałem o obniżenie temperatury sporu politycznego, co byłoby wyrazem dialogu, życzliwości i spokoju, który szczególnie w okresie świątecznym jest tak ważny w naszych domach. Mówiłem też o tym podczas wystąpień w Senacie.

Oczywiście spór jest jednym z elementów naszego codziennego życia, bowiem jesteśmy różni i mamy różne poglądy – to nasze bogactwo! Gdy jednak zamykamy się na argumenty drugiej strony, a rzeczowa dyskusja przeradza się w atak, poniżanie i etykietowanie rozmówcy, jest to niszczące dla obu stron konfliktu. Wpływa też destruktywnie na atmosferę w skali społecznej, począwszy od naszych wspólnot rodzinnych, towarzyskich, lokalnych, a w końcu osłabia wspólnotę narodową.

Podział, jaki ma obecnie miejsce w polskim społeczeństwie pogłębia się i należy zrobić wszystko by to zmienić. Przede wszystkim należy dbać o język naszej komunikacji, by był bardziej życzliwy i pozbawiony agresji. Trzeba też otwartości na przyznanie się do własnego błędu czy niesłusznej opinii. Jest to w interesie nas wszystkich: życie w skłóconym społeczeństwie nie jest łatwe, a brak wzajemnego zaufania to także szkody dla naszego rozwoju gospodarczego, społecznego czy naruszenie poczucia bezpieczeństwa rodzin.

Dotychczas unikałem przytaczania przykładów agresji płynącej z różnych stron sporu. Wiem z audycji radiowych w których uczestniczyłem, że podanie takiego przykładu powoduje w odpowiedzi podanie przez innego rozmówcę przykładu przeciwnego. Ciekawie zapowiadająca się rozmowa zamyka się wokół takich przypadków i zmierza jedynie do tego, by wykazać winę drugiej strony. Dzisiaj jednak muszę przytoczyć kilka przypadków agresji przeciwników rządu, które absolutnie nie powinny mieć miejsca i stanowią przekroczenie granicy tego co dopuszczalne.

Przewrócenie posła Suskiego, szarpanie i obrażanie poseł Pawłowicz oraz wulgarne słowa pod adresem posłów PiS czy uniemożliwianie im opuszczenia budynków Sejmu – to niestety miało miejsce. Grożenie posłowi PiS zgwałceniem jego córki czy niedopuszczenie posłów do udania się na modlitwę do krypty na Wawelu także. To trudne i w najwyższym stopniu niepokojące, a jednak nie spotkało się z krytyką wielu mediów i środowisk a były Prezydent Bronisław Komorowski wręcz z satysfakcją mówił o agresywnych działaniach wobec posłanki czy posłów, którym uniemożliwiono dotarcie do krypty na Wawelu…

To groźne przekroczenie granicy! Do niedawna spalenie kukły Żyda czy poturbowanie obcokrajowca powodowało krytykę takich zachowań ze wszystkich stron, jako absolutnie niedopuszczalne. Dzisiaj strona dopuszczająca się agresji fizycznej i psychicznej nie spotyka się z takim powszechnym potępieniem swoich zachowań. Jeśli się nie zreflektujemy i nie uznamy ich za absolutne przekroczenie granicy, to będziemy musieli pogodzić się z rosnąca agresją w naszym życiu społecznym.

 

1 czerwca 2017
wpolityce.pl

Obniżenie temperatury sporu w kraju szansą dla rodziny

Z rozmów z moimi wyborcami na Kociewiu wyłania się niepokój związany z  funkcjonowaniem elementarnej wspólnoty jaką jest rodzina. Pojawia się poczucie zagrożenia przez wciągnięcie w wir dyskursu politycznego, który wprowadza niedobre emocje wśród najbliższych.

Naładowane animozjami dyskusje przetaczają się z niegasnącą od lat siłą przez środowiska zawodowe, sąsiedzkie, ale także rodzinne. Nakłada się to na rozchwianie powszechnie akceptowanych wzorców kochającej się rodziny. Dochodzi do tego, że w trosce o spokój przy rodzinnym stole, wiele ważnych tematów społecznych nie jest poruszanych w ogóle, stając się częścią rodzinnego tabu. Tymczasem ludzie rozpaczliwie potrzebują jedności! Skrajne oceny związane z decyzjami politycznymi odbierają poczucie stabilności i niszczą wzajemne zaufanie.

Panuje zgodne przeświadczenie, że obrzucanie się inwektywami, stosowanie języka plemiennej nienawiści niszczy tkankę polskich wspólnot. Dlatego trzeba nam jakiegoś przełomu, który bez wątpienia zależy od elit politycznych i liderów środowisk opiniotwórczych. Oczywiście walka polityczna ma swoją logikę. Wiadomo, że jeśli serio potraktujemy, że opozycja chce być totalna, to nie ma na to rady. Możliwe jest jednak poszukanie jakiejś szczeliny w bojach politycznych, która pozwoli zawiesić je w pewnych obszarach. Szczególnie sprawy polityki rodzinnej, mogłyby być wyłączone z tej gwałtowności sporów z myślą o dobrostanie rodzin.

Marzę o tym, aby sprawy polskich rodzin były wyłączone z politycznej wojny. Akcentując własny pogląd nie traćmy z oczu tego co nas łączy. W szczególności polską tradycją i specyfiką jest silna rodzina. Politykom pewnie też zależy na tym, aby w ich rodzinach można było budować atmosferę miłości, a dzieci uczyły się pozytywnych przymiotów jak: odpowiedzialność, wrażliwość, pracowitość, wzajemny szacunek i poświęcenie.

Włączając szeroko rozumianą rodzinę w wojny polityczne działamy przeciwko własnym rodzinom. Obniżenie temperatury sporu politycznego, będzie naszym konkretnym wyrazem życzliwości i wsparcia dla rodziny, którą to nieraz tak chętnie publicznie deklarujemy.

Czy takie marzenia mają jakieś szanse spełnienia?

 

5 czerwca 2017
wpolityce.pl

Muzyka i polityka

Bojkot festiwalu w Opolu przez część artystów, wywołany na podłożu politycznym, to koszmar jakiego chyba się nie spodziewaliśmy. Nieprzyjemny ferment spowodowany zaciekłością politycznego sporu sięgnął środowiska artystów. Czy są jeszcze sfery w których nie musimy opowiadać się po żadnej ze stron?

Cyprian Kamil Norwid: „Bo piękno na to jest by zachwycało do pracy. Praca, by się zmartwychwstało”. Słowa naszego wieszcza dzwonią mi w uszach, odkąd zaczęły dochodzić do mnie smutne wiadomości na temat bojkotu tegorocznego festiwalu w Opolu przez część artystów.

Jak większość z nas obserwuję stopniowe zaostrzanie się walki politycznej w Polsce. Samo w sobie nie jest to zjawisko groźne, wręcz przeciwnie: im uważniej politycy patrzą sobie na ręce, im dokładniej rozliczają wzajemnie błędy i niegodziwości, tym dla wyborców lepiej. Problem zaczyna się wtedy gdy walka toczy się w złym stylu a promieniowanie gniewu i goryczy rozprzestrzenia się szeroko na różne dziedziny życia społecznego. W efekcie spory dzielą nasze rodziny, relacje przyjacielskie i korytarze szkolne. Teraz kolej przyszła na sztukę.

W moim pokoleniu żywe było powiedzenie: „muzyka łagodzi obyczaje”. Dziś okazuje się, że wręcz przeciwnie: słuchając danego artysty wkrótce meloman będzie się zastanawiać jaką tenże opcję polityczną preferuje i być może według tego ustawi swoje doznania estetyczne (wrogość lub zachwyt). A przecież byłoby to dla odbiorców sztuki okrutne ograniczanie własnej indywidualności. Człowiek jest kimś więcej niż tylko numerem na koszulce danej „reprezentacji politycznej”. Nie powinien sobie pozwolić, by odbierano mu indywidualną przestrzeń estetyczną. Nie ma sztuki „PiS-owskiej” czy „platformerskiej”. Dana produkcja artystyczna jest wysokich lub niskich lotów, zgodna z moim gustem lub nie, zbliża do piękna albo oddala…

Czy zaangażowanie polityczne artystów wychodzi im na dobre? Cóż bywają przypadki, gdy stanowisko zająć trzeba. Tak było choćby w stanie wojennym, kiedy artyści nieschlebiający władzy szukali azylu występując w kościołach. Jednak choćby historia muzyki rozrywkowej w Stanach Zjednoczonych uzmysławia, że pokazywanie się na scenie w kampanii wyborczej jakiegoś kandydata raczej nie przysparza fanów a wręcz przeciwnie – zniechęca tych, którzy o poglądach danego muzyka nic nie wiedzieli. Jednocześnie trzeba pamiętać, że każdy, również artysta, żyjąc w wolnym kraju ma prawo do swobodnego manifestowania własnych przekonań politycznych. Jako człowiek pewnego środowiska zawodowego ma również prawo do uczestnictwa w bojkocie czy swego rodzaju „strajku”.

Nie wypowiadam swojego głosu przeciw konkretnym wykonawcom ani organizatorom. Stało się natomiast bez wątpienia coś niezręcznego i niedobrego. Szkoda, że impreza, która mimo zróżnicowanego poziomu artystycznego, przez lata była symbolem polskiej kultury rozrywkowej, stała się dziś terytorium rozgrywek i waśni.

Po uchwale radnych Opola wzywającej do rozmów na temat organizacji Festiwalu otwiera się możliwość, by wszystkie strony ochłonęły i zaczęły po ludzku rozmawiać. Bo jak inaczej uczynić zadość zacytowanym na początku słowom poety? Jak służyć pięknu, które zamiast „zachwycać do pracy” przyczynia się do rozdrapywania ran i pogłębiania podziałów?

28 czerwca 2017
niedziela.pl

W sprawie bójek w Radomiu

Podczas jakże ważnej rocznicy wydarzeń czerwca 1976 w Radomiu w dniu 27 czerwca br. miały miejsce manifestacje dwóch ugrupowań, które reprezentują odmienny punkt widzenia na polską rzeczywistość społeczną. W pewnym momencie doszło do zetknięcia się obu zgromadzeń i wywiązała się bójka. Miały miejsca zdarzenia o charakterze chuligańskim.

Nie jest moim zadaniem wskazywanie winnych kto zainicjował zajście, nie chcę też analizować działań policji i służb miejskich – to sprawa toczącego się śledztwa, a przeprowadzane dymisje wskazują, że toczy się ono energicznie. To jednak nie wystarczy. Konieczna jest refleksja klasy politycznej ale również spolaryzowanych mediów nad własną rolą w tego typu wydarzeniach. Potrzebna jest refleksja czy obecny u nas od lat język konfrontacji i nieposzanowania przeciwnika politycznego, nie przyczynia się do tego rodzaju przykrych zajść?

Polska jest wolnym krajem. W przestrzeni publicznej istnieje swoboda manifestowania różnorodnych przekonań i koncepcji politycznych. Jednak dbanie o styl w jakim się to dokonuje, jest równie ważne jak samo prawo do głośnego wyrażania opinii.

To, co wydarzyło się w Radomiu czy na Wawelu podczas odwiedzin grobu brata przez Jarosława Kaczyńskiego, to z pewnością nie jest klimat jakiego byśmy sobie życzyli we współczesnej demokratycznej Polsce. Jeśli z naszego środowiska nie popłynie zdecydowany WSPÓLNY sprzeciw wobec agresji fizycznej, takie zachowania mogą się upowszechniać – a to poważne zagrożenie polskiej demokracji. Oby nie doszło do jeszcze większego nieszczęścia w wyniku takich chuligańskich zachowań. Obyśmy po raz kolejny nie próbowali być mądrzy po szkodzie.

Bez względu na to, po której stronie sceny politycznej jest każdy z nas – proszę: wytonujmy nasz język, wyciszmy emocje, wykrzeszmy dla siebie więcej szacunku. Zróbmy to też dla naszych dzieci i wnuków, które patrzą i z naszego przykładu uczą się życia w pluralistycznym świecie.

31 lipca 2017
niedziela.pl

Odpocznijmy i dajmy odpocząć Polakom

Senat 27 lipca zakończył ostatnie posiedzenie przed wakacjami – czasem wypoczynku, integracji, regeneracji sił fizycznych i odzyskiwania energii psychicznej. Zwykle przed urlopem życzymy sobie dobrej pogody. Jednak samopoczucie nasze i polskich rodzin zależy nie tylko od aury, ale też od klimatu społecznego.

Podziały wywołane przez ostry spór polityczny sięgnęły głęboko. Dzielą się już nie tylko środowiska polityczne ale rodziny, biura, zakłady pracy, uczelnie, gremia związane z sztuką i rozrywką.

Szkodliwe napięcie powoduje, że o sprawach społecznie ważnych bardzo trudno nam Polakom rozmawiać merytorycznie. Dlatego często czynimy z nich tabu i na wszelki wypadek szybko zmieniamy temat podczas towarzyskich spotkań. Niektóre nazwiska czy hasła wywołują w wielu z nas odruchowy gniew, wściekłość czy szyderstwo. Nie dlatego, że na to w danym momencie zasługują, lecz ponieważ nawykowo źle o nich myślimy. Etykietujemy osoby publiczne – polityków, dziennikarzy, komentatorów, lekarzy, prawników, naukowców, artystów, lokując ich po jednej lub drugiej stronie barykady. Bo tak łatwiej, bo to wyręcza w samodzielnym myśleniu i pozwala łatwo zaszufladkować: „swój” lub „obcy”.

To atawistyczne, plemienne myślenie osłabia naszą wrażliwość, przytępia inteligencję, ogranicza kreatywność. Rezygnujemy z samodzielnej refleksji na rzecz powtarzania zasłyszanych sloganów. Oceniamy nie CO jest proponowane ale KTO proponuje i od tego uzależniamy poparcie. Przegapiamy cenne dla kraju pomysły, nie dając im szansy na zaistnienie tylko dlatego, że pochodzą z nieodpowiedniego naszym zdaniem źródła. Marnotrawimy bezcenne zasoby intelektualne, energię społeczną i entuzjazmu obywateli.

Jaki jest skutek przebywania w zaklętym kręgu wzajemnego blamażu i degradacji? Płacimy za to wszyscy – zarówno ci z władzy jak i ci z opozycji. Nasz autorytet w społeczeństwie słabnie. Następstwem mogą być anarchizujące zachowania obywateli, nacechowane lekceważeniem nie tyle konkretnych osób publicznych, co władzy w ogóle. Nie chciejmy dopuścić do tego, by poprzez nasze zacietrzewienie słabło zaufanie do instytucji państwa i szacunek dla jego prawnych organów.

Środowiska polityczne, liderzy opinii czy media powinny starać się zmniejszyć poziom szumu, czy gwaru medialnego powstającego wokół niekończących się bezużytecznych kłótni i nikomu niepotrzebnych incydentów. Niech okres wakacji sprzyja nabraniu dystansu, przeanalizowaniu priorytetów i poszukania nowego stylu dyskusji w przestrzeni publicznej. Chciałbym wierzyć, że wystarczy nam wyobraźni i inteligencji, by tego dokonać – dla naszego wspólnego dobra.

9 października 2017
wpolityce.pl

Potrzeba dialogu

Od sierpnia 1980, który był początkiem polskich i europejskich przemian politycznych, nasze państwo odzyskało zdolność do samostanowienia, upadł monopol władzy i reżym gospodarki centralistycznej, działa samorządność lokalna, obywatel ma o wiele większy wpływ na swoje życie i funkcjonowanie w społeczności w której żyje, coraz lepiej wspieramy rodziny, jesteśmy zamożniejsi i z większą nadzieją możemy myśleć o przyszłości.

Jednak sytuacja w polskim życiu społeczno-politycznym nie jest satysfakcjonująca. Obserwuje się postępujące zaostrzanie walki politycznej. Potrzebujemy dialogu ponieważ życie w kraju w którym panuje pokój społeczny bardziej sprzyja rozwojowi. Ponieważ pójście dalej tą samą drogą spowoduje, że budowanie przyszłości nad Wisłą będzie dla wielu młodych Polaków trudniejsze. Ponieważ potrzebują tego polskie rodziny . Woła o to cała polska tkanka społeczna.

Co trzeba zmienić?

Przede wszystkim jako politycy zastanówmy się nad naszą odpowiedzialnością za zaistniała sytuację i za dialog społeczny w Polce. Rozważmy jakie miejsce zajmuje w naszych wypowiedziach troska o dobro wspólne i rzeczywiste rozwiązywanie problemów, a jakie polityczny partykularyzm? Bez względu na to po której stronie sceny politycznej jest każdy z nas, musimy wytonować nasz język, wyciszyć emocje, wykrzesać dla siebie nawzajem więcej szacunku.

To nasza wspólna odpowiedzialność!

Kto powinien inicjować dialog? Bez wątpienia Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, liderzy partyjni a także poszczególni politycy w ramach swoich ugrupowań. Szczególnie cenne będą szczere gesty pojednawcze, zmiana języka debaty, przekazanie społeczeństwu wyraźnego sygnału, że nie wszystko jest sporem! W budowaniu klimatu dialogu powinny wziąć udział media, ludzie kultury i nauki. Do nich szczególnie należy dbanie o uczciwość argumentacji w debatach, promowanie wzajemnego słuchania i uważności.

Postawa dialogu powinna mieć wiele źródeł i szerokie bogactwo przejawów. Każdy obywatel może przyczynić się do jej realizacji, szanując sąsiadów, troszcząc się o kulturę dyskusji w mediach społecznościowych, żyjąc odpowiedzialnie własnym życiem. Postawa dialogu, która ma swoje źródła w szacunku do drugiego człowieka, jest także ważna dla naszych dzieci i wnuków, które patrzą i czerpią z naszego przykładu.

9 grudnia 2017
ekai.pl

Nie akceptuję symboliki nienawiści

Od dłuższego czasu w polskim życiu politycznym funkcjonuje termin: „mowa nienawiści”. Nie zapominajmy, że „mówić” mogą nie tylko słowa, ale i gesty. Publiczne zaprezentowanie symbolu nienawiści, utrwalenie go na zdjęciach czy filmach, rozpowszechnianie w mediach i Internecie pozostawia przykry, przygnębiający ślad. Bez względu na intencje.

W połowie listopada bieżącego roku Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której skrajnie krytycznie wypowiedziano się o stanie praworządności w Polsce. Skłania to wielu do stwierdzenia, że był to dokument „przeciwko Polsce”. Za przyjęciem rezolucji głosowała część europosłów Platformy Obywatelskiej, łamiąc ustalenia własnej partii, które wskazywały wstrzymanie się od głosu.

25 listopada w Katowicach grupa osób zorganizowała protest, podczas którego na symbolicznych szubienicach powieszono zdjęcia owych eurodeputowanych. Powyższy gest, z którego relacje obiegły świat, spotyka się z różnymi ocenami. Najczęściej są to wyrazy potępienia, wpłynęło w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Zdarzają się jednak głosy oburzenia, które nie do końca wydają się szczere. Wynika z nich, że gest narodowców, aczkolwiek brutalny i przykry, to jednak poniekąd jest usprawiedliwiony podobnymi zachowaniami, prowokowanymi z innej strony sceny politycznej. W domyśle: „sami zasialiście nienawiść, to teraz zbieracie jej owoce”.

Otóż chciałem w związku z tym oświadczyć, że stanowczo nie zgadzam się na tego rodzaju agresję w życiu publicznym niezależnie od tego, przez które środowiska polityczne jest inicjowana. Oczywiście jestem krytyczny wobec decyzji wzmiankowanych parlamentarzystów. Jednak nie zgadzam się na ten konkretny rodzaj protestu. Tak samo jak nie zgadzałem się na profanowanie wizerunku Ojca Świętego na scenie teatru czy poniżaniu godności innych osób.

Potrzebą naszego czasu jest obniżenie napięcia społecznego, a nie jego wzmacnianie. Słuszna krytyka nie może być wyrażana w sposób, który przynosi szkody społeczne. To jest reakcja łańcuchowa, której musimy powiedzieć STOP! Słowa i symboliczne gesty kształtują wrażliwość i wyobraźnię przyszłych pokoleń. Nie przyczyniajmy się do wychowywania charakterów, zdolnych do przeżywania ubogiej gamy uczuć, posiadających stępioną wrażliwość moralną i estetyczną.

Szukajmy inteligentnych i niejątrzących form protestu. Mamy prawo się różnić i możemy to czynić bez przekraczania granic.

14 grudnia 2017
wpolityce.pl

Sklejmy naszą Polskę

Premier Mateusz Morawiecki jako kolejny po prezydencie Dudzie przedstawiciel najwyższych władz państwowych, wezwał do pojednania narodowego. Dla wszystkich starczy miejsca – przekonywał.

Nowo zaprzysiężony premier wygłosił dwunastego grudnia 2017 roku expose, zawierające śmiały, wizjonerski projekt kontynuacji odbudowy Rzeczypospolitej w duchu „Solidarności” zgodnie z trendami nowoczesnego świata. Posługując się dewizą marszałka Piłsudskiego zadeklarował romantyzm celów i pozytywizm środków. Usłyszeliśmy o wielkich planach inwestycyjnych, o głębokiej modernizacji państwa, podniesieniu jakości zdrowia, bezpieczeństwa i codziennego życia poszczególnych grup obywateli. Wszystko to ma być osiągnięte przy użyciu metodologii łączenia pozornych przeciwieństw oraz unikania skrajności i ideologicznych dogmatyzmów. Przemówienie tchnęło optymizmem i zawierało olbrzymi ładunek patriotyzmu. Jednak realizacja ambitnych celów nakreślonych przez premiera Morawieckiego zawiesza się według niego na jednym zasadniczym warunku: musimy na nowo odnaleźć to co nas łączy i obniżyć temperaturę sporu politycznego.

Wątek pojednania narodowego był najczęstszym motywem do którego nawiązywał premier. Już na początku expose zadeklarował: Dla wszystkich starczy miejsca. Polska jest jedna. Rzeczpospolita jest dobrem, wspólnym. Dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Inne zwroty warte przytoczenia to: musimy się przekonywać, a nie pokonywać czy też: spór tak, wojna nie a także zawołanie, które przyjąłem jako tytuł artykułu: sklejmy, zjednoczmy naszą Polskę. Odbudujmy i sklejmy ją razem.

Czym uzasadnia premier konieczność pojednania? Przede wszystkim uważa, że wspólnotowość wpisana jest w naszą narodową tradycję: Czy zapomnieliśmy już słowa naszego własnego hymnu? „Gdy jąwszy pałasza, hasłem naszym zgoda będzie i ojczyzna nasza”. Nie byliśmy wszak nigdy krajem w którym wrzały wojny religijne, panowały nierówności czy prześladowania na tle rasowym lub narodowościowym. Po drugie: pojednanie i umiejętność zgodnej kooperacji obywateli premier postrzega jako jedno z najważniejszych obecnie wyzwań cywilizacyjnych. Na dłuższą metę szanse na zwycięstwo i na wkład do skarbca ludzkości mają te wspólnoty których członkowie lepiej potrafią spleść swoje cele prywatne z dobrem wspólnym – twierdzi.

Trzecim uzasadnieniem mobilizacji w kierunku jedności narodowej ma być perspektywa roku obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości w 1918 roku. Niepodległość stała się wówczas naszym udziałem dzięki porozumieniu i współdziałaniu. Byliśmy w stanie scalić kraj z trzech różnych systemów państw zaborczych. Jako anegdotyczny przykład przytoczył premier fakt, że poruszając się wówczas między Krakowem i Warszawą, trzeba było w drodze zmieniać pas ruchu z lewego na prawy i odwrotnie. W wyniku kompromisu osiągnięto wówczas porozumienie. Czy stać nas dzisiaj na takie porozumienie? – pytał premier – Ufam, że tak. Ufam, że stać nas również na porozumienie i na kompromis tak jak naszych dziadów stać było na to przed stu laty.

W końcowej części expose, zachęcając do pojednania Mateusz Morawiecki użył dwóch najmocniejszych metafor, odwołujących się do tradycji i historii narodowej. Pierwszą była perspektywa zbliżających się świąt Bożego Narodzenia: Niech ten wigilijny stół nie będzie jak barykada. Niech będzie miejscem, które łączy a nie dzieli. Polska jest naszym wspólnym dobrem niezależnie od różnic politycznych czy światopoglądowych. Druga metafora zawierała oryginalne połączenie fragmentu dziewiętnastowiecznej historii Polski ze sportem. Były kiedyś w Polsce podziały na białych i czerwonych, ale my Polacy nie jesteśmy tylko biali albo tylko czerwoni. Nigdy nie byliśmy, albo tylko biali, albo tylko czerwoni. Czas wreszcie odrzucić te zabójcze podziały. My jesteśmy biało-czerwoni, wszyscy Polacy jesteśmy biało-czerwoną drużyną.

Analizując tak liczne odniesienia premiera do tematu narodowego pojednania w tak ważnym dlań przemówieniu, nie sposób nie dostrzec, że zaostrzanie się sporu politycznego postrzega on jako jeden z głównych problemów stojących na drodze do pomyślnej przyszłości Polski. W tej diagnozie nie jest odosobniony. Jak wspomniałem w podobnym duchu wypowiadał się niedawno prezydent i czyni to wiele autorytetów w tym polscy biskupi. Pozostaje mi się podpisać pod apelem premiera Morawieckiego i życzyć, by Polska stała się w jubileuszowym roku jedną białoczerwoną drużyną. Nie na jeden rok lecz na dalsze życie.

19 grudnia 2017
niedziela.pl

Życzenia świąteczne i noworoczne

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, które w polskiej tradycji obchodzone są ze szczególnym pietyzmem. Bez względu na wyznawany światopogląd uznajemy, że jest to czas szczególny, czas w którym zawieszamy spory, zdejmujemy maski, rozluźniamy krawaty i spotykamy się w przyjaźni by poczuć swoje człowieczeństwo.

Wszak taka jest wymowa Bożego Narodzenia: Bóg stał się człowiekiem, Odwieczny wkroczył w czas, Stwórca uniżył swój majestat by uczynić się stworzeniem – jednym z nas, by się z nami spotkać i rozbudzić marzenia o wieczności: moc truchleje, ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice Nieskończony.

I tak sobie w ten przedświąteczny czas myślę, że skoro na takie uniżenie stać było Syna Bożego, to dlaczego często nie stać na nie nas. Dlaczego tak trudno nam zejść z piedestału nieomylności i domniemanej wszechwiedzy, dlaczego tak trudno poświęcić blask fleszów reporterów i oklaski zwolenników dla uczciwej rozmowy z drugim człowiekiem – tym inaczej myślącym, tym „po przeciwnej stronie barykady”, jak mniemamy niedoinformowanym czy niedouczonym? Dlaczego tak trudno zaryzykować dialog? Dlaczego tak trudno przyzwolić komuś na słabość, na pomyłkę, na błądzenie, czy tak bardzo nam ubędzie, jeśli dopuścimy go do głosu?

Gdybyśmy mogli odwiedzić wigilijne stoły w każdej polskiej rodzinie, zobaczylibyśmy, że jest tam bardzo różnie. Rodziny, które na co dzień żyją w zgodzie, rozmawiają ze sobą, okazują wzajemną pomoc i troskę, nie mają problemów, by szczerze podzielić się opłatkiem i życzyć sobie z serca tego co najlepsze. Wspólnoty, których członkowie na co dzień żyją „pojedynczo” we wzajemnym zobojętnieniu lub nienawiści, przy wigilijnym stole milczą, nie mają sobie zbyt wiele do powiedzenia. Dopiero gdy poleje się alkohol rozpoczynają się wzajemne żale i frustracje. Jaki stół wigilijny tworzymy dziś jako Polacy?

A jaki stół wigilijny tworzą dziś politycy? Czy potrawy, którymi karmimy Polaków są dla nich strawne? Premier Morawiecki w swoim znamienitym expose powiedział: Niech ten wigilijny stół nie będzie jak barykada. Niech będzie miejscem, które łączy a nie dzieli. Polska jest naszym wspólnym dobrem niezależnie od różnic politycznych czy światopoglądowych.

Wierzę, że nie były to tylko kurtuazyjne życzenia. To szczera wola obniżenia temperatury sporu politycznego, z którą mocno się utożsamiam i o nią zabiegam. Aby mogło się to dokonać potrzebna jest dobra wola wszystkich interesariuszy. Pamiętajmy, że rozmawiamy ze sobą wieloma językami. Jest to język debat parlamentarnych ale również język ulicznych wieców, wypowiedzi medialnych czy język decyzji podejmowanych w głosowaniach. Nie możemy mówić jedno a czynić drugie. Wola zbliżenia musi znaleźć odzwierciedlenie w słowach i czynach. Czy stać nas na taką konsekwencję? Czy stać nas na pokorę, dystans wobec własnych ambicji i wiarę w nadrzędność Polski?

Polska – wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu – wciąż budzi w nas nowe siły i zdolności, dumę i odwagę, wielkie idee i żywe uczucia. Wzrasta razem z nami. Jest silna naszą siłą i naszymi sukcesami. Opiekę nad tym skarbem przekażemy kiedyś naszym dzieciom i wnukom. To słowa Prezydenta Andrzeja Dudy, który zainspirował nas do szczególnej mobilizacji w nadchodzącym roku 2018. Będzie to rok jubileuszowy 100-lecia odzyskania niepodległości. Czy może być lepsza okazja do uczynienia kroku w kierunku narodowego pojednania? Tego z serca sobie i nam wszystkim życzę.

Niech nadchodzące Święta będą czasem rozmów Polaków z Polakami. Odetchnijmy głęboko i odpocznijmy w świadomości, że nie ma tematów, których musimy się bać przy wigilijnym stole. Wszak jesteśmy sobie bliscy i możemy a nawet musimy sobie zaufać. Bo kto zamiast nas pojednanych i współpracujących ze sobą zbuduje pomyślną Polskę?

29 stycznia 2019
wpolityce.pl

Nienawiść i przyczyny agresji

Po brutalnym zabójstwie Prezydenta Gdańska,  ze zdwojoną siłą wróciło na łamy dyskursu publicznego pojęcie mowy nienawiści. Atmosferą kreowaną przez mowę nienawiści duża część komentatorów tłumaczy to, co się wydarzyło w Gdańsku. Czym rzeczywiście jest mowa nienawiści i jakie są jej korzenie?

Na początek przywołam Wikipedię nie dlatego, że uznaję ją za niepodważalny autorytet w zakresie opisywania rzeczywistości, lecz dlatego, iż korzystają z tego źródła masowo osoby młode i ma ono bardzo opiniotwórczy charakter.

Mowa nienawiści (ang. hate speech) to według Wikipedii negatywne emocjonalnie wypowiedzi, powstałe ze względu na domniemaną lub faktyczną przynależność do grupy, tworzone na podstawie uprzedzeń. Narzędzie rozpowszechniania antyspołecznych uprzedzeń, stereotypów i dyskryminacji ze względu na rozmaite cechy, takie jak: rasa (rasizm), pochodzenie etniczne (ksenofobia), narodowość (szowinizm), płeć (seksizm), tożsamość płciowa (transfobia), orientacja psychoseksualna (homofobia, heterofobia), wiek (ageizm, adultyzm), światopogląd religijny (antysemityzm, chrystianofobia, islamofobia).

W dalszych próbach definiowania mowy nienawiści Wikipedia odwołuje się do określenia Rady Europy, według której są nią wszystkie formy ekspresji, które rozpowszechniają, podżegają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu, dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości, imigrantów i osób obcego pochodzenia.

Zastanawia mnie dlaczego mową nienawiści nazywane są tu tylko wybrane przejawy nietolerancji i nienawiści? Przykładowo skąd pomysł, by podkreślać nienawiść płynącą z nacjonalizmu czy etnocentryzmu a pomijać nienawiść wynikającą z internacjonalizmu lub komunizmu? Czyżby ostatnie z wymienionych ideologii emanowały wyłącznie pokojem i bezinteresowną miłością? Na podstawie przytoczonych sformułowań z Wikipedii oraz innych podobnych wypowiedzi medialnych wnoszę, że mamy obecnie do czynienia z ideologiczną i mocno politycznie zabarwioną definicją mowy nienawiści. W myśl takiej definicji nienawidzić jednych zjawisk zdecydowanie nie należy a co do innych (np. przywołany komunizm) nie ma już takiej jasności.

Proponuję bardziej obiektywną definicję omawianego pojęcia. Odwołajmy się do sprawdzonych źródeł wiedzy o języku. Otóż nienawiść według Słownika Języka Polskiego PWN to uczucie silnej niechęci lub wrogości do kogoś lub do czegoś. Natomiast mowa to w interesującym nas znaczeniu po prostu wypowiadanie czegoś, mówienie, zdolność mówienia. Połączmy oba określenia i mamy gotową definicję mowy nienawiści. Jest to wypowiadanie czegoś, mówienie podyktowane silnym uczuciem niechęci lub wrogości do kogoś lub czegoś. Tylko tyle i aż tyle. Mieszczą się tu wszelkie przejawy niszczącego i utrwalonego uczucia nienawiści, wyrażonego publicznie przy pomocy języka. Nie trzeba i nawet nie sposób wymieniać grup które mogą sobie nawzajem serwować tak rozumianą mowę nienawiści jest ich bowiem zanadto wiele.

Skąd bierze się mowa nienawiści? Oczywiście z samego utrwalonego uczucia nienawiści – z ludzkiej agresji. Lista przyczyn brutalizacji współczesnego życia społecznego jest długa. Często powodem jest nieszczęśliwe dzieciństwo przeżywane w wyniku osłabienia rodziny poprzez rozpad związku (małżeńskiego czy konkubenckiego). Efektem rozwodów jest zjawisko coraz liczniejszych dzieci wychowywanych tylko przez jednego rodzica. Badania potwierdzają, że brak opieki wychowawczej ze strony ojca, podobnie zresztą jak ojciec uwikłany w patologię, nader często przekładają się na liczne problemy, które rodzą nierzadko zachowania agresywne.

Kolejne zjawiska wiążą się z żywiołowym i nieokiełznanym rozwojem Internetu. Około 40% treści w przestrzeni Internetu jest związanych z różnoraką przemocą. Do przejawów przemocy w nowych mediach wolny dostęp mają nawet małe dzieci! Słownictwo jakim posługują się w ramach powszechnie przyjętego „hejtowania” wprowadza w osłupienie wielu dorosłych.

Tą samą drogą  – za pomocą Internetu – zwiększa się dramatycznie dostępność do pornografii z którą styczność mają również małoletni. Potwierdzają to badania sieci, które wskazują, że pornografia (ang. porn) jest jednym z najczęstszych słów wpisywanych do wyszukiwarek przez nastolatków i ich młodszych kolegów. Nie trzeba nikomu udowadniać, że pornografia uprzedmiatawiając człowieka prowadzi do zaniku wyższych uczuć i tym samym wydatnie przyczynia się do rozwoju agresji.

Dochodzi do tego brutalizacja języka w codziennym użyciu, uwidaczniająca się w osłabieniu wrażliwości na wulgaryzmy. Równie widoczne i niepokojące są przejawy wulgarności w sztuce (min. pamiętna otoczona niesławą Klątwa). Także niektórzy politycy dolewają oliwy do ognia podkręcając nadmiernie i ryzykownie temperaturę sporu. Nie przebierają w słowach, lżą się wzajemnie i pomawiają. Formułują również populistyczne obietnice, których nie są w stanie zrealizować czym pogłębiają frustrację i agresję wyborców.

To tylko niektóre społeczne katalizatory obserwowalnej eskalacji nienawiści. Trzeba jednak pamiętać o jeszcze głębszym źródle zjawiska. Jest nim pogłębiający się kryzys wartości i autorytetów. Natura ludzka jest zraniona skłonnością do zła i nawet w najbardziej idealnym kontekście społecznym będziemy obserwować oszałamiające i przerastające wyobrażenie przejawy brutalizmu i okrucieństwa (przypomnijmy choćby masakrę na norweskiej wyspie Utoya z 2011 roku). Leczyć zjawisko trzeba u źródła, którym jest zranione grzechem serce ludzkie. Do tego zaś potrzebny jest klimat współpracy ze środowiskami, organizacjami, czy kościołami, zajmującymi się szeroko rozumianą formacją człowieka. Trzeba dbać o szacunek dla autorytetów zamiast je na różne sposoby podkopywać.

Reasumując proponuję, by uczciwie i rzetelnie porozmawiać o mowie nienawiści, skupiając się na społecznych a nawet duchowych jej przyczynach. Tylko za pomocą przemyślanych, długofalowych działań wyrastających ponad bieżące spory i powierzchowne zacietrzewienia, możemy zbudować społeczeństwo sprzyjające mowie wzajemnego szacunku.