Potrzeba kultury obywatelskiej

14 kwietnia 2000
niedziela.pl

Pornografia niszczy!

3 marca br. Sejm podjął decyzje dotyczące zmian w kodeksie karnym w odniesieniu do pornografii. Przyjmując poprawki Senatu, opowiedział się za całkowitym zakazem jej produkcji i rozpowszechniania.

Prowadzona w ostatnich tygodniach dyskusja nad zmianami w kodeksie karnym została nasycona próbami ośmieszenia problemu przez ich przeciwników, szczególnie z kręgów SLD oraz części mediów. Z całą pewnością dyskusja ta nie skończy się wraz z ostatnimi decyzjami Sejmu i Prezydenta.

W debatach sejmowych posłowie AWS, którzy byli projektodawcami zmian, słusznie podkreślali, że przemysł pornograficzny dla ochrony swoich zysków z pomocą środowisk libertyńskich szerzy dezinformacje i mity. Warto je lepiej poznać, ponieważ ich upowszechnianie ma na celu osłabienie przeciwdziałania pornografii.

Pierwszy z tych mitów mówi, iż pornografia nie powoduje negatywnych skutków. Tymczasem badania naukowe wskazują, że pornografia zachęca do gwałtów, molestowania seksualnego, niszczy pozytywne normy moralne i obyczajowe. Pornografia sprzyja aborcji, małoletniemu rodzicielstwu, rozwodom, a także przestępczości różnego rodzaju, ponieważ hamuje rozwój samokontroli, niszczy poczucie wstydu i winy, uczy natychmiastowego zaspokajania zachcianek. Pornografia wywołuje efekty poplątania kryteriów etycznych, obniża wrażliwość na cierpienia ofiary, sprzyja lękowi i złemu kontaktowi z innymi ludźmi, wulgaryzuje język, dezintegruje, podważa szacunek do siebie i innych. Pornografia godzi w wartości małżeństwa i rodziny, niszczy takie wartości, jak wierność i odpowiedzialność za siebie i partnera.

Inny mit mówi, że wystarczy zalegalizować pornografię, a przez utratę charakteru owocu zakazanego będzie to sprzyjać jej zanikaniu. Tezy tej nie potwierdza jednak sytuacja krajów, w których mamy do czynienia z bardzo liberalnym podejściem do tego zjawiska. Również w Polsce od dwóch lat pornografia jest dozwolona, z wyjątkiem najdrastyczniejszych jej form, lecz jej emisja nie spada, a rośnie. Jedną z przyczyn tej sytuacji jest to, że pornografia odwrażliwia i stopniowo uzależnia.

Następny mit dotyczy definicji pornografii. Powiada się, że trudno ją zdefiniować, a więc nie można jej zakazywać, bo nie wiadomo, co tak naprawdę ścigać. Głoszącym takie tezy warto wskazać na definicję pornografii zawartą w komentarzu do kodeksu karnego, która jest precyzyjna i pozwala na działanie organom ścigania. Warto zapytać tych, którzy uparcie twierdzą, że nic nie można zrobić, ponieważ definicja pornografii jest niejednoznaczna, dlaczego nie występują na przykład o zaprzestanie udzielania rozwodów, ponieważ przesłanki trwałego i zupełnego rozkładu pożycia do niego uprawniające są niejednoznaczne? Dlaczego nie nalegają, by zaprzestać postępowań opiekuńczych, dotyczących porzucanych dzieci, ponieważ definicja „dobra dziecka” – zgodnie z którą podejmowane są takie decyzje, jest nieprecyzyjna?

Kolejny mit, który ma zniechęcić do przeciwdziałania rozpowszechnianiu pornografii mówi, że nic na to nie można poradzić i trzeba się z jej istnieniem pogodzić. Tymczasem w wielu krajach, w tym niektórych stanach USA, dzięki zdecydowanym działaniom społeczności lokalnych popartych przez władze, oczyszczono społeczną przestrzeń z pornografii. Niedawno prasa doniosła, że nawet w kraju tak liberalnym, jak Szwecja zabronione jest prezentowanie pornografii w programach telewizyjnych. W Polsce dzięki obywatelskim inicjatywom przeciw pornografii uwrażliwieni sprzedawcy nie wystawiają już pornografii na widok publiczny, a wiele tego typu pism jest foliowanych.

Chętnie prezentuje się też mit mówiący o tym, że zakazując pornografii, ograniczamy wolność wypowiedzi. Jestem przekonany, że wolność wypowiedzi jest jednym z fundamentów demokracji, lecz musi łączyć się z odpowiedzialnością. Zakłada ona ograniczenia dla treści, które godzą w różne dobra człowieka. Nie można godzić się w imię wolności słowa na przykład na gloryfikowanie faszyzmu czy komunizmu, pochwalanie antysemityzmu czy apartheidu, na rezygnację z tajemnicy lekarskiej lub w imię tej wolności na swobodę w oczernianiu innych. Taka propozycja totalnej, anarchicznej wolności wypowiedzi jest zagrożeniem autentycznej wolności słowa!

Obowiązkiem władz ustawodawczych i wykonawczych jest ochrona praw człowieka, zapobieganie przemocy, zagwarantowanie poszanowania jego wrażliwości oraz zapewnienie warunków do wychowania dzieci i młodzieży w warunkach wolnych od demoralizacji. Dlatego dobrze, że parlament podjął problem pornografii. Warto jednak pamiętać, że nawet najlepsze prawo może nie być respektowane. Musimy zatem zadbać, aby działania organów ścigania były w tych sprawach stanowcze. Zależy to w dużym stopniu od wiedzy wykonujących to prawo – a także całego społeczeństwa – o destruktywnej roli pornografii. Od tego bowiem zależy uznanie pornografii za społecznie szkodliwą, co jest warunkiem jej ścigania. Nie wystarczy tylko intuicja, że pornografia niesie negatywne skutki. Potrzebna jest wiedza upowszechniana za pomocą książek i broszur, programów edukacyjnych w szkołach i mediach. Jeśli jej nie dostarczymy, wielu będzie ulegać propagandzie, że pornografia to tylko kwestia gustu, a tego prawnie deklarować nie można.

30 lipca 2000
niedziela.pl

Przemoc w mediach

W ostatnich latach obserwujemy postępujące zjawisko brutalizacji życia. Nietrudno zauważyć wzrost przemocy i agresywnych postaw wśród dzieci i młodzieży. Opinia publiczna coraz częściej przeżywa wstrząsy spowodowane przypadkami okrutnych zabójstw dokonywanych przez młodych ludzi. Ważne jest dostrzeżenie, że istotny w tym udział mają masowo emitowane w różnych mediach treści zawierające przemoc.

Problem ten wielokrotnie podejmowała Sejmowa Komisja Rodziny, która na swoim posiedzeniu 8 czerwca br. uchwaliła specjalny dezyderat skierowany do Prezesa Rady Ministrów.

Komisja wysłuchała wielu ekspertów, którzy przedstawili negatywne skutki upowszechniania treści z przemocą, odbyła również spotkania z przedstawicielami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Zarówno ten materiał, jak również zapewne osobiste doświadczenia i sygnały otrzymywane przez posłów na spotkaniach z wyborcami skłoniły Komisję do postulowania działań mających na celu zmianę obecnego stanu rzeczy.

Komisja oczekuje od rządu stworzenia mechanizmów skutecznego egzekwowania od nadawców publicznych przestrzegania zapisów art. 72 konstytucji, zobowiązujących do ochrony dzieci przed demoralizacją i przemocą. Potrzeba takiego mechanizmu wynika m.in. z braku skutecznego działania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Nadto rekomenduje wprowadzenie do programów nauczania wiedzy o negatywnych skutkach treści zawierających przemoc oraz przygotowanie dzieci i młodzieży do racjonalnego i krytycznego korzystania ze środków masowego przekazu. Komisja opowiada się także za nowelizacją kodeksu karnego przez wprowadzenie zakazu rozpowszechniania treści zawierających okrucieństwo i przemoc. Proponuje także podjęcie przez Polskę inicjatywy mającej na celu zintegrowanie działań międzynarodowych w celu ochrony najmłodszych przed dostępnością treści szkodliwych w multimedialnych środkach przekazu, np. w Internecie.

4 lutego 2001
niedziela.pl

Klonowanie a polskie prawo

W związku z niektórymi komentarzami, które ukazały się w mediach po decyzji brytyjskiej Izby Lordów dopuszczającej tzw. terapeutyczne klonowanie ludzkich zarodków, sugerującymi brak jakiejkolwiek regulacji tej sfery przez polskie prawo, pragnę zauważyć co następuje:

  • Konstytucja RP gwarantuje każdemu człowiekowi prawną ochronę życia (art. 38) oraz chroni przed eksperymentami bez dobrowolnie wyrażonej zgody (art. 39);
  • kodeks karny chroni życie i zdrowie dziecka poczętego, tj. od poczęcia, także w fazie jego rozwoju embrionalnego;
  • ustawa o zawodzie lekarza zawiera zakaz eksperymentów badawczych na dziecku poczętym.

Jak z powyższego wynika, polskie prawo jednoznacznie uregulowało podstawowe problemy dotyczące ochrony życia ludzkiego, dlatego niezrozumiałe są opinie pracowników ministerstw, jakie prezentuje Życie z 23 stycznia 2001 r.: „Jak dowiedziało się nieoficjalnie Życie, zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i resort sprawiedliwości mają poważny problem ze sformułowaniem prawa chroniącego płód ludzki we wczesnym stadium jego rozwoju. Dlaczego? Z powodu sporu urzędników o definicję życia, a właściwie jego początku”.

28 listopada 2002
niedziela.pl

Przeciwko reklamie alkoholu

Oświadczenie posła Antoniego Szymańskiego i senatora Dariusza Kłeczka

Marszałek Sejmu RP Marek Borowski

Szanowny Panie Marszałku!

Głęboko zaniepokojeni informacjami o pracach komisji sejmowych zmierzających do niekorzystnych zmian w ustawie O wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, uważamy za swój obowiązek poinformować o tym Pana Marszałka oraz opinię publiczną.

W ubiegłej kadencji Sejmu we wrześniu 2001 r. doprowadzono do ograniczenia reklamy i promocji alkoholu w telewizji i na billboardach. Zmiany wynikały z udokumentowanych danych Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wskazujących na gwałtowny wzrost picia piwa przez dzieci i młodzież oraz obniżanie wieku inicjacji alkoholowej. Zjawiska te wiązano z gigantyczną akcją promocji i reklamy piwa.

Celem zmian była ochrona zdrowia, szczególnie dzieci i młodzieży, przeciwdziałanie patologiom społecznym (z piciem alkoholu często łączy się przestępczość, przemoc w rodzinie czy jej rozpad). Mając te wartości na względzie, parlament nie uległ lobby niektórych producentów alkoholu i firm reklamowych występujących przeciw tym zmianom.

Pragniemy zwrócić uwagę, że w ciągu 10 lat nastąpił znaczący wzrost spożycia piwa przez statystycznego Polaka – z 33 litrów w roku 1993 do 69 litrów w roku 2002.

Obecnie trwają prace w komisjach sejmowych, które zmierzają do tego, by:

  • zezwolić na reklamę piwa w radiu, telewizji, kinach i teatrach od godziny 20.00, a nie jak obecnie od 23.00,
  • zrezygnować z zakazu reklamy piwa bazującej na budowaniu skojarzeń ze sportem,
  • zezwolić na informowanie o sponsorowaniu przez browary i dystrybutorów piwa imprez sportowych i wszelkich innych,
  • zezwolić na reklamę piwa na billboardach, w Internecie i telefonach komórkowych.

Uważamy, że utrzymanie i egzekwowanie obecnych zapisów jest korzystne społecznie, wyraża troskę o zdrowie i wychowanie, szczególnie młodego pokolenia, jest zgodne z tendencjami panującymi w tej kwestii w Unii Europejskiej. Mamy nadzieję, że lobby na rzecz wymienionych zmian w ustawie nie będzie skuteczne.

Antoni Szymański Przewodniczący Sejmowej Komisji Rodziny Sejmu RP III Kadencji

Dariusz Kłeczek Przewodniczący Senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej Senatu RP IV kadencji

13 kwietnia 2003
niedziela.pl

Wraca reklama alkoholu na billboardach

28 marca br. parlament przyjął nowe rozwiązania w sprawie reklamy alkoholu. Przyniosą one zyski jego producentom, firmom reklamowym i mediom umieszczającym takie reklamy. Straci społeczeństwo – a szczególnie dzieci i młodzież – gdyż nie będzie chronione przed rozpasaną reklamą alkoholu.

Oto, na czym polegają zasadnicze zmiany: Skrócono dotychczasowy limit czasu, w którym zakaz reklamy napojów alkoholowych w radiu, telewizji, kinach i teatrach jest realizowany. Obecnie obowiązuje zakaz reklamy napojów alkoholowych od godz. 6.00 do 23.00. Zdecydowano o liberalizacji tego zakazu – odtąd będzie obowiązywał w godz. od 6.00 do 20.00. Jednak reklama ta może być rozpowszechniana także poza tymi godzinami wówczas, gdy towarzyszy imprezom sportowym sponsorowanym przez producentów alkoholu. W praktyce oznacza to, iż reklamy piwa będą mogły być nadawane bez żadnych ograniczeń czasowych – od rana do wieczora – jeśli sponsorem (lub jednym z wielu sponsorów) trwającego przez kilka dni turnieju, np. tenisowego, szachowego, piłkarskiego itp., będzie browar. Można się spodziewać, że takie sytuacje staną się powszechną regułą i będą dotyczyły zarówno radia, jak i telewizji.

Zgodnie z przyjętymi rozwiązaniami, nastąpi powrót reklamy napojów alkoholowych na ulice naszych miast – na słupy ogłoszeniowe oraz wielkie uliczne tablice reklamowe, tzw. billboardy. Jedynym warunkiem będzie to, że 20% powierzchni reklamy ma zajmować napis informujący o szkodliwości spożycia alkoholu lub o zakazie sprzedaży alkoholu małoletnim.

Zniesione zostają także dotychczasowe ostrzejsze zakazy informowania o sponsorowaniu imprez sportowych, koncertów muzycznych i innych imprez masowych przez producentów i dystrybutorów napojów alkoholowych.

Zrezygnowano również z zakazu reklamowania napojów alkoholowych przez budowanie skojarzeń ze sportem. Tak więc nasi najwybitniejsi sportowcy będą mogli teraz przekonywać młodzież do rzekomych walorów picia piwa, np. dla relaksu w czasie wolnym czy dla kontaktów z przyjaciółmi.

Nowelizację usprawiedliwiano tym, że podmioty świadczące usługi w zakresie reklamy alkoholu wniosą na wyodrębniony rachunek opłatę w wysokości 10% ustalonego w umowie wynagrodzenia netto za usługę polegającą na reklamowaniu napoju alkoholowego. Środki te miałyby być przeznaczane na dofinansowanie sportowych zajęć pozalekcyjnych dla dzieci i młodzieży. Wydaje się jednak, że to rozwiązanie ma na celu jedynie uspokojenie opinii publicznej zaniepokojonej niekorzystnymi zmianami, jakie niesie ta nowelizacja, ale nie będzie mogło być wprowadzone w życie. Wiele wskazuje bowiem na to, że jest ono sprzeczne z istniejącymi obecnie przepisami prawnymi.

Zmiana tej ustawy, o ile zostanie podpisana przez Prezydenta RP, okaże się istotnym uderzeniem w społeczeństwo, a szczególnie w dzieci i młodzież, które są najbardziej podatne na reklamę. Zniszczone zostanie kolejne osiągnięcie polityki rodzinnej wywalczone w parlamencie poprzedniej kadencji. Nowelizacja ta pogłębi problemy związane z alkoholem w naszym kraju, stanie się czynnikiem negatywnym, jeśli chodzi o ochronę zdrowia ludzi, będzie sprzyjać przestępczości i przemocy (także w rodzinach). Co ciekawe, okazało się, że naszym ustawodawcom prącym do liberalizacji reklamy alkoholu i integracji europejskiej nie przeszkadzało to, iż przyjęte w sprawie reklamy alkoholu rozwiązania idą w przeciwnym kierunku niż rozwiązania stosowane w Europie Zachodniej. Tam na ogół restrykcje wobec reklamy alkoholu są znacznie ostrzejsze niż te, które wprowadza nowelizacją nasz parlament. A kto skorzysta na dokonanych zmianach? Z pewnością przemysł browarniczy, który okazał się bardzo sprawny w zabieganiu o swój interes, (przemysł, którego kapitał w znaczącym stopniu jest zagraniczny), agencje i firmy reklamowe oraz media zamieszczające reklamy alkoholu.

25 lipca 2011
wpolityce.pl

„Kuratorzy porwali dziecko”… czyżby?

Kilka dni temu media w całej Polsce (szczególnie zaangażował się TOK Fm oraz Gazeta Wyborcza) epatowały odbiorców faktem zabrania, zgodnie z decyzją sądu rodzinnego, kilkuletniego dziecka od matki i przekazaniem go pod opiekę ojca, co wydarzyło się w Gdańsku.

Ton niektórych informacji wskazywał, że doszło do nieprawidłowego działania wykonujących orzeczenie sądu kuratorów sądowych (w niektórych mediach podawano ich dane osobowe), podważano ich dobrą wolę i profesjonalizm. Jednemu z komentarzy Gazety Wyborczej nadano tytuł „Porwanie Piotrusia”.

Przykładem tego stylu była wypowiedź Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka, który dla Gazety Wyborczej powiedział 8 lipca br.: Jestem oburzony sposobem odebrania chłopca spod opieki matki. Zleciłem dokładne zbadanie całej sprawy w trybie natychmiastowym…..Już na pierwszy rzut oka wydaje się, że konieczne czynności można było zaplanować i przeprowadzić o innej porze dnia. A więc najpierw „jestem oburzony”, a potem, że „zleciłem zbadanie sprawy”. Pewnie lepiej byłoby postąpić na odwrót: najpierw wnikliwie zbadać sprawę, a potem wypowiadać o niej opinię.

Tymczasem kuratorzy i wspomagający ich policjanci oraz psycholog po prostu zrealizowali swoje niełatwe obowiązki, zgodnie z artykułem 5986-12 kodeksu postępowania cywilnego. Określa on obowiązki i uprawnia kuratora sądowego realizującego orzeczenie sądu o przymusowym odebraniu osoby podlegającej władzy rodzicielskiej. Nie ma wśród nich prawa do odmowy wykonania czy oceny orzeczenia sądu. Sąd dokonał oceny sytuacji dziecka i wydał orzeczenie, a zadaniem kuratora było jego wykonanie z najmniejszym uszczerbkiem dla fizycznego czy psychicznego dobra dziecka. Ustawodawca świadomy, że wykonanie tego rodzaju zadań zawsze wiąże się z uszczerbkiem dla dobra dziecka, przewidział możliwość czasowego odstąpienia od wykonania orzeczenia sądu przez kuratora, (gdy podczas wykonywania czynności odebrania dobro dziecka mogłoby doznać poważnego uszczerbku), ale tylko do czasu ustania owego zagrożenia.

Kuratorzy specjaliści, nadzorujący wcześniej kontakty ojca z dzieckiem, wykonali orzeczenie sądu. Orzeczenie to nie zostało podważone przez sąd wyższej instancji. Dlaczego zatem podważano zaufanie do kuratorów i sądu? Czy chodziło o poszukiwanie sensacji za wszelka cenę, a jeśli tak to czy można się z tym godzić?

7 grudnia 2012
wpolityce.pl

„Pokłosie” – język nienawiści.

Skutki takiej „narracji” będą tragiczne i nie ograniczą się tylko do budowania negatywnej opinii o Polakach.

Nie wiem, jakie intencje przyświecały twórcy „Pokłosia”. Reżyser Władysław Pasikowski nie wypowiada się o tym publicznie, bowiem przemawiać ma samo dzieło. Ono zaś przynosi efekty typowe dla języka nienawiści. Rezultatem pokazania współczesnej polskiej społeczności, jako dosłownie krzyżującej osobę, która chciała upamiętnić żydowską gehennę w czasie ostatniej wojny, jest wzbudzenie niechęci do Polaków.

Film w wielu krajach będzie prezentowany publiczności, która o historii ostatniej wojny oraz o współczesnej Polsce wie niewiele lub zgoła nic. Otrzyma ona jednostronny obraz Polaków przedstawionych jako organizatorów pogromu Żydów, odrzucających pamięć o nich i mordujących  osobę, która troszczy się o ich nagrobki.

Ten obraz nie ma nic wspólnego z prawdą ani o przeszłości, ani o teraźniejszości. Wzbudza natomiast silne emocje, co widać z dyskusji prowadzonej w Polsce. Za granicą będzie upowszechniać skrajnie negatywny i niesprawiedliwy obraz Polaków. Spowoduje, zatem klasyczny efekt mowy nienawiści – uogólnioną niechęć do polskiej wspólnoty narodowej. Skutki takiej „narracji” będą tragiczne i nie ograniczą się tylko do budowania negatywnej opinii o Polakach. Odpowiedzialność za to ponosi nie tylko reżyser, ale również ci, którzy zdecydowali się na przekazanie milionów złotych polskich podatników na produkcję tego filmu.

9 września 2016
niedziela.pl

Milion uzależnionych Polaków

Sierpień, dzięki staraniom Kościoła katolickiego, stał się uświęconym miesiącem trzeźwości. W tym roku jest wiele powodów, aby w szczególny sposób potraktować tą tradycję. Przeżywamy 1050. rocznicę chrztu Polski oraz 25. rocznicę IV pielgrzymki św. Jana Pawła II do ojczyzny. Mieliśmy Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, a całość spaja Jubileuszowy Rok Miłosierdzia.

Abstynencja nie jest czymś wyjątkowym. Zachowanie całkowitej abstynencji jest niezbędne w pracy oraz podczas kierowania pojazdami. Wstrzemięźliwość od alkoholu to warunek prawidłowej opieki nad dziećmi. Trzeźwość w okresie ciąży zapobiega poważnym następstwom płodowego zespołu alkoholowego.

Sytuacja zagrożenia

W Polsce wciąż poważnym zagrożeniem jest fakt nadmiernego spożywania alkoholu. Według danych statystycznych GUS, aż 14 % dorosłych Polaków pije ryzykownie i szkodliwie. Ponad milion Polaków jest uzależnionych. Co najmniej dwa miliony dzieci żyje w rodzinach obarczonych dramatem uzależnienia. Każdy polski podatnik przeznacza co roku ok. 800 zł na pokrycie strat wynikających z nadmiernego spożycia alkoholu. Polak średnio spożywa prawie 10 litrów czystego alkoholu, a dodatkowo co najmniej 3 litry alkoholu nierejestrowanego. Rocznie ponad 10 tysięcy Polaków umiera przez legalnie sprzedawany alkohol. Obecnie alkohol można kupić niemal wszędzie i o każdej porze. Na jeden punkt sprzedaży przypada dzisiaj 270 mieszkańców, a ich liczba czterokrotnie przekracza standardy Światowej Organizacji Zdrowia. Według tej organizacji alkohol znajduje się na trzecim miejscu wśród czynników ryzyka dla zdrowia populacji ludzkiej.

Szczególna troską o młodzież

W tym roku, przy okazji Światowych Dni Młodzieży, uświadamiamy sobie, jak wiele pracy wymaga ochrona trzeźwości ludzi młodych. Badania pokazują, że młodzież, która inicjuje swój kontakt z alkoholem przed 15 rokiem życia, uzależnia się zdecydowanie częściej, niż osoby, które zaczęły używać alkoholu po 20 roku życia. Tymczasem z niepokojem obserwujemy, że wiek inicjacji alkoholowej w Polsce jest coraz niższy. Alkoholem, po który najczęściej sięgają nieletni, jest piwo. Do jego spożywania przyczynia się przede wszystkim agresywna reklama i jego wysoka dostępność. Pomimo tego, że polskie prawo zabrania sprzedawania alkoholu nieletnim, to zaledwie 15-20 % z nich spotyka się z odmową w przypadku próby jego zakupu. Życie młodych nigdy nie było tak atrakcyjne, a jednocześnie tak trudne, jak obecnie.

Rodzina i wychowawcy najlepszym wzorem

Najważniejszą rolę w kształtowaniu właściwych postaw wobec alkoholu odgrywa rodzina. Młodzi ludzie bardziej zwracają uwagę na to, co czynią dorośli, niż na to, co mówią. To rodzice są pierwszymi wzorcami pozytywnych lub szkodliwych postaw dla dzieci i nastolatków. Rodziny od samego początku swojego istnienia powinny pielęgnować styl życia bez alkoholu. Gdy więc dzieci będą widzieć, że ich matki i ojcowie potrafią żyć bez alkoholu, będą ich naśladować. Jeżeli zaś będą obserwować rodziców upijających się, topiących w alkoholu problemy, jedynie w nim szukających odpoczynku i relaksu, to również w świadomości dzieci alkohol stanie się głównym sposobem radzenia sobie z trudami życia.

Odpowiedzialność władz

Rodzice mają prawo oczekiwać, że ich dzieci nie otrzymają alkoholu na spotkaniu towarzyskim, w mieszkaniu przyjaciół czy na dyskotece. Mają też prawo wymagać od szkoły i nauczycieli jednoznacznego stosunku wobec picia alkoholu. Abstynencja dzieci i młodzieży nie jest dobrowolnym wyborem, lecz koniecznością. Aby budować trzeźwe społeczeństwo potrzeba także odwagi i odpowiedzialności wszystkich, a więc również parlamentu, rządu i samorządów. Trzeba postawić tamę zalewaniu Polski punktami sprzedaży alkoholu. Troska o trzeźwość narodu jest patriotycznym obowiązkiem wszystkich Polaków, a zwłaszcza władz państwowych i samorządowych.

Na podstawie Apelu Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości o abstynencję w sierpniu 2016 r.

30 września 2016
wpolityce.pl

Starość też radość

Ponad ćwierć wieku temu ONZ ustanowił dzień 1 października Międzynarodowym Dniem Osób Starszych. Z tej okazji w okresie jesiennym mają miejsce różne imprezy skierowane do seniorów. Daje się przy tym zauważyć, że wyraźnie wzrasta w naszym kraju liczba inicjatyw i usług przeznaczonych dla osób starszych. Mają one charakter edukacyjny, zdrowotny, społeczno-kulturalny. Jest to pozytywne zjawisko pod pewnym warunkiem…

Otóż starości i starzenia nie można traktować jak choroby, a ludzi starszych jak grupy specjalnej troski. Faktem jest, że zmiany organizmu i psychiki osób w podeszłym wieku mają charakter postępujący i nieuchronny, jednak często nie przebiegają tak szybko jak się popularnie myśli. Ponadto warto pamiętać, że przy odpowiednim stylu życia, dbałości o aktywność intelektualną i dobre relacje z otoczeniem, osoba zaawansowana w latach może nie tylko czuć się młodo i sprawnie, ale również rzeczywiście taką być. Niestety niewiedza otoczenia prowadzi często do infantylizowania kontaktu z osobami starszymi. Zwracamy się do seniorów tonem miłym i zdrobniałym, ale w rzeczywistości niezbyt poważnie traktujemy ich potencjał i potrzeby.

Tymczasem starsi potrzebują normalnych międzypokoleniowych kontaktów. Gdy brak wzajemnych relacji i dialogu międzypokoleniowego, młodsi czują się obciążeni koniecznością płacenia za emerytury i opiekę rosnącej liczby starszych. Z kolei starsi mogą uważać, że zmiany w społeczeństwie zagrażają im lub ich marginalizują. Ich samotność i izolacja społeczna zwiększają ryzyko problemów ze zdrowiem psychicznym, takich jak depresja czy skłonności samodestrukcyjne.

Integracja pokoleń potrzebna jest również młodszym. W badaniu CBOS z 2012 roku okazało się, że trzy czwarte dorosłych Polaków ma poczucie, że coś zawdzięcza swojej babci lub dziadkowi. Jak twierdzi raport, wdzięczność badanych najczęściej wypływa z uznania roli, jaką dziadkowie odegrali w wychowaniu i opiece nad nimi oraz z otaczania ich miłością. Ponad połowa zawdzięcza im znajomość dziejów rodziny, wpojenie zasad moralnych i wiarę religijną. Nieco rzadziej ale również, badani zawdzięczają swoim dziadkom takie cechy, jak obowiązkowość, pracowitość, samodyscyplina czy silna wola. Oznacza to, że osoby starsze, jeśli istnieją do tego odpowiednie warunki, mogą nie tylko czuć się potrzebne, ale rzeczywiście realizować własny potencjał i misję.

Duża rola dziadków i szacunek, jakim cieszą się w polskim społeczeństwie świadczy o tym, że najlepsza droga upodmiotowienia i skutecznego wsparcia dla polskich seniorów, wiedzie przez rodzinę. Myślę, że należy uważać, by nie tworzyć dla starszych „ciepłych i bezpiecznych gett”, serwujących usługi, które w sposób sztuczny zastępują naturalne, zdrowe relacje międzypokoleniowe, choć zapewne dla pewnej grupy są potrzebne. Zamiast tego potrzeba inicjatyw, które dają okazję do spotkań starszych i młodszych. Najlepiej jeśli przyświeca im jakiś konkretny cel – taki jak choćby praca wolontariacka (opiekuńcza, edukacyjna, medyczna, hospicyjna itp.). Czy może być wspanialsze i bardziej aktywizujące doświadczenie dla osoby starszej, niż podejmowanie wysiłku, by ulżyć nieszczęściu innych? Przy takiej pracy topnieją własne troski i bolączki, a starość przestaje jawić się jako pasmo udręk i wyłącznie przedsionek wieczności.

Takiego właśnie szczęścia, płynącego z naturalnych więzi międzypokoleniowych i altruistycznego zaangażowania w pomaganie innym, życzę polskim seniorom z okazji poświęconego im dnia. Starość to też radość? A dlaczego nie?

23 listopada 2016
niedziela.pl

Chcę żyć w kulturze, która nie zabrania „naruszać spokoju czyjegoś sumienia”

Rada Stanu – najwyższy organ sądownictwa we Francji, zdecydowała o ocenzurowaniu wideoklipu „Dziękuję ci mamo”, prezentującego dzieci z zespołem Downa. Uroczy bohaterowie filmiku w ciepły i wzruszający sposób zapewniają mamy, że nie ma się czym martwić, gdy jej dziecko urodzi się z takim schorzeniem.

Dwa lata temu z okazji Światowego Dnia Zespołu Downa powstał wideoklip, który po emisji w kilku francuskich stacjach telewizyjnych, zdjęty został z anteny i odłożony na półkę. Według Najwyższej Rady Audiowizualnej (CSA) narusza on komfort psychiczny matek, którym francuskie prawo zezwala na dokonanie aborcji, również w przypadku, gdy u ich dzieci stwierdzono wady genetyczne. Od decyzji odwołano się do najwyższego organu sądowniczego we Francji, który podtrzymał orzeczenie Najwyższej Rady Audiowizualnej.

Według informacji powszechnie dostępnej w mediach, utrzymanie cenzury jest motywowane tym, że publiczna prezentacja klipu „prawdopodobnie narusza spokój sumienia kobiet, które legalnie dokonały innych osobistych wyborów”. Poruszony tą wiadomością obejrzałem materiał filmowy. Występujące dzieci wskazują, iż ludzie z zespołem Downa tak naprawdę nie różnią się od innych. Również uczą się, bawią, okazują wspaniale emocje, zarabiają na życie i mogą w wieku dorosłym się usamodzielnić. Nie ukrywają, że towarzyszenie w rozwoju osobom z zespołem Downa nie jest łatwe, że kosztować będzie wiele poświęceń. Jednak szczęście malujące się na twarzach matek, występujących w końcowej części filmu pokazuje, że oddanie serca takiemu dziecku procentuje w sposób niewyobrażalny.

W momencie, gdy oglądałem materiał, był on już widziany przez ponad 7 milionów użytkowników youtube. Żadna z osób z którymi rozmawiałem, nie wyraziła oburzenia jego treścią, wręcz przeciwnie – wszyscy przeżywają rodzaj wzruszenia, towarzyszą im ciepłe i serdeczne emocje. Muszę przyznać, że ja osobiście dawno nie oglądałem tak poruszającego i głęboko humanistycznego materiału. Jak wielu przede mną i zapewne po mnie, łapię się za głowę i myślę: jak daleko zajść może aberracja moralna, by ten nieofensywny i przepiękny film można było uznać za naruszający wolność kobiet spodziewających się dzieci.

Analizując decyzję francuskiego wymiaru sprawiedliwości widzimy typową sytuację w której sąd, działający według przekonania o konieczności zachowania „neutralności światopoglądowej”, wydaje werdykt sprzeczny z powszechnym poczuciem przyzwoitości. Jest to kolejny dowód na to, że neutralność światopoglądowa państwa jest po prostu mitem. Częścią bowiem światopoglądu (poglądu na świat) jest pogląd na dobro i zło. Są wartości, które dadzą się ze sobą pogodzić, a inne nie. Przykładowo można pogodzić ze sobą szacunek dla niepełnosprawnych dzieci z szacunkiem dla wychowujących je rodziców. Temu między innymi służą choćby domy dziecka i adopcja. Dzięki tym „wynalazkom” nikt nie musi czuć się zmuszony do wychowywania niepełnosprawnej osoby. Jednak nie da się pogodzić szacunku do życia człowieka (bez względu na to czy jest zdrowy czy chory) z prawem do decydowania o jego śmierci. Za czymś trzeba się opowiedzieć. Za czym opowiedziało się francuskie prawo?

Wada genetyczna spowodowana obecnością w organizmie dodatkowego chromosomu 21, dawniej nazywana była mongolizmem. Między innymi ze względu na fakt, że to określenie to uznano za uwłaczające dla godności osób dotkniętych schorzeniem, zrezygnowano z takiej nazwy i zastąpiono je określeniem pochodzącym od nazwiska lekarza Johna Downa, który jako pierwszy ją opisał. Zarówno na poziomie medycznym jak społecznym, jako cywilizacja, robimy wszystko, by wspierać osoby z zespołem Downa i ich rodziny. Między innymi od 2005 roku obchodzimy Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa, obecnie pod patronatem ONZ. Ale najważniejsza rzecz, którą powinniśmy zapewnić tym ludziom, jest MOŻLIWOŚĆ URODZENIE SIĘ– tylko wtedy pomoc socjalna, specjalne szkolnictwo czy zakłady pracy chronionej mają sens. Człowiek musi się urodzić, by móc skorzystać z naszego wsparcia. Logiczne? Okazuje się, że nie dla wszystkich i nie wszędzie.

Jak we wszystkim, tak i w tym przykrym wydarzeniu, dostrzec można dobre strony. Oto bowiem nakręcony dla telewizji film zyskał międzynarodową sławę. Stał się inspiracją refleksji i dyskusji, która być może wielu osobom pomoże uświadomić sobie jak daleko zabrnęliśmy w absurdy poprawności politycznej i rzekomej neutralności. Jak dalece staliśmy się niewolnikami mentalności, która pozornie chroniąc ludzką wolność i podmiotowość, w rezultacie drastycznie ją ogranicza. Czy również Francuzi, a za nimi Europejczycy, będą musieli nauczyć się tego, – jak omijać i oszukiwać cenzurę zdemoralizowanej biurokracji? Czas pokaże. Póki co mam nadzieję, że żyję w kulturze, która nie zabrania „naruszać spokoju czyjegoś sumienia”, jeżeli jest to konieczne dla ratowania ludzkiego życia.

15 lutego 2017
niedziela.pl

Niech święto miłości trwa cały rok

Walentynki – Dzień zakochanych – To święto Miłości które trafiło do Polski wraz z wszystkimi nowościami jakie przyniosła transformacja ustrojowa. Idea Dnia Zakochanych jest dobra, oby jednak nie był to jedyny dzień w roku, kiedy używamy 5 języków miłości.

Walentynki to doskonały produkt marketingowy. Dzięki niemu można wmówić ludziom, że w ten dzień trzeba sobie kupować prezenty, prawić komplementy, przytulać się czy też po prostu pamiętać o osobie, którą kochamy. Ale przecież miłość nie trwa jeden dzień w roku. To oczywiście może być szczególna okazja, aby świętować, jednakże byłoby idealnie gdyby dzień zakochanych był podsumowaniem minionego roku mojej miłości. Szczególnie kiedy moglibyśmy zbadać nasze codzienne umiejętności okazywania miłości wszystkimi jej 5 językami. Bo miłość to nie tylko bliskość fizyczna. To również:

Słowa

Bardzo potrzebujemy od najbliższych usłyszeć codzienną porcję ciepłych słów. Każda para ma własny kod komunikacji. Często ma różne zwroty, słowa, wyrażenia zrozumiałe tylko dla tych dwojga ludzi. Wyrażanie miłości w tym języku to właśnie szukanie okazji aby powiedzieć ukochanemu, ukochanej coś co może zrozumieć tylko on lub ona. Coś co przypomni jak wspólnie mówiliśmy do siebie na początku naszej miłości.

Dobry czas

W dzisiejszym świecie często okazuje się on cenniejszy niż dobra materialne. Można spędzać ze sobą całe dnie, można być w jednym pomieszczeniu, w odległości nie większej niż dwa metry, ale nadal nie będzie to wspólnie spędzony czas. Chodzi o chwile dedykowane wyłącznie drugiej osobie. Okazuje się bowiem, iż aby czas spędzony razem był językiem miłości, musi być poświęcony ukochanemu człowiekowi. Nie można wtedy czytać gazety, oglądać telewizji lub odpisywać na maile. Aby okazać uczucie, wystarczy czasem kwadrans rozmowy lub półgodzinny spacer, jednakże nie przerywany innymi „ważnymi” sprawami.

Drobne przysługi

Ten wyraz miłości jest wręcz dedykowany mężczyznom. Oni jako myślący zadaniowo mogą umyć samochód, posprzątać mieszkanie, naprawić zepsuty kontakt itp. Tak, to właśnie jest język miłości, którym dobrze potrafimy mówić. Ale może też być źródłem frustracji, jeżeli druga połówka tego nie doceni.

Prezenty i niespodzianki

Osoby, dla których ten język miłości jest najbliższy, będą zawsze pamiętały o przyniesieniu jakiegoś drobiazgu z wizyty w sklepie. To piękny zwyczaj kiedy w domu pojawiają się kwiaty dla najbliższej osoby bez okazji. Niewielka czekoladowa słodycz lub ulubiony kawałek ciasta, to również miłe upominki i dowód, że wiemy co mogłoby ucieszyć najbliższą nam osobę. To również może być impulsem do kolejnego języka miłości…

Przytulanie, pocałunki

Dotyk jest najczęściej kojarzony z miłością i intymnością. Trzymanie się za ręce, przytulanie i to nie tylko wtedy, kiedy jest do tego specjalna okazja, o pocałunkach nie wspominając, to bez wątpienia sposób okazywania uczucia miłości.

Walentynki są więc doskonałą okazja, aby przypomnieć sobie wszystkie z 5 wymienianych języków miłości. Zainteresowani mogą sięgnąć do podręcznika napisanego przez Garyego Chapmana. Przygotował on zresztą już kilka książek wyjaśniających meandry pięciu języków miłości. A ponieważ mówienie językami miłości nie jest łatwą sztuką, trzeba ją trenować nie jeden dzień w roku, a po prostu przez całe życie, codziennie.

1 marca 2017
niedziela.pl

Co martwi mnie nie mniej niż profanacja?

Nie byłem na „Klątwie” i nie wybieram się. Żałosne i skandaliczne fakty związane z warszawskim spektaklem są publicznie znane. Czuję się zatem zwolniony z ich bolesnego przytaczania. Przychodzi mi natomiast do głowy fragment Ewangelii, który sądzę większość z nas dobrze zna:

Gdy Chrystus przemierzał drogę na miejsce męki… szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! (Łk 23,27-28) Oto nad czym, a właściwie nad kim zamierzam „zapłakać”. Najbardziej smuci mnie los młodego pokolenia. Jak to możliwe, że na polskiej ziemi, wielu młodych ludzi tak nieprawdopodobnie dało się otumanić fałszywym, bezdusznym i po prostu głupim poglądom na sztukę, aktorstwo… piękno.

Jak to możliwe, że trzydziestotrzyletni aktor, wypowiada się takimi oto słowy: To nie jest tak, że my się możemy zgodzić lub nie zgodzić z tym spektaklem.(…) (reżyser) bazował na tym, co my podczas prób wymyślaliśmy. Ale ta cała konwencja, w której my się poruszamy, to jest jego świat, jego wizja, pod którą my się podpisujemy. To jest reżysersko wizja bardzo dobra, a od strony teatralnej znakomita.

Nikt w czasie prób nie zaprotestował? Nikomu nie zrobiło się niedobrze? Czy rzeczywiście, jeśli czemuś nada się magiczne miano „sztuki”, nie ma tu już miejsca na normalne odczucie zawstydzenia i zgorszenia? Jaką terapię powinien przejść młody człowiek, aby wyrwać się z zaklętego kręgu egocentryzmu i dostrzec wrażliwość innych, którą można przecież boleśnie zranić?

Jak to możliwe, że Teatr Powszechny – jedno z szczególnych miejsc polskiej kultury, wydaje po spektaklu oświadczenie w którym czytamy: Informujemy, że spektakl „Klątwa” w reż. Olivera Frljicia jest integralną całością, a wszelkie sceny są jedynie odzwierciedleniem wizji artystycznej. (…)Należy również pamiętać, że tego, co pokazywane jest w ramach przedstawienia teatralnego, nie można traktować jako działań czy zdarzeń dziejących się rzeczywiście. Ostatnie zdanie dowodzi, że autorzy ewentualnych protestów z miejsca uważani są za intelektualnie nieprzygotowanych do odbioru sztuki. By bronić prawa do epatowania obrzydliwością, dyrekcja teatru odwołuje się też do Konstytucji RP. Cynizm wręcz nieprawdopodobny.

„Płaczę” również nad rozentuzjazmowaną publicznością, która nagrodziła spektakl owacjami na stojąco a być może niektórzy z nich nazajutrz udali się na nabożeństwo, nie widząc sprzeczności między jednym postępowaniem a drugim. Nasuwa mi się analogia do wydarzenia sprzed lat kilku, kiedy to lider polskiego zespołu rockowego na oczach podekscytowanej publiczności podarł Biblię i rzucił ją pod nogi młodych uczestników koncertu. Ci palili ją i deptali. Swoje działanie uzasadniał względami „artystycznymi” a Pismo Święte nazwał najbardziej zbrodniczą księgą w dziejach świata. Wśród fanów zespołu byli być może młodzi ludzie, którzy na co dzień uczestniczą w lekcjach religii. I oni również nie widzą sprzeczności. BEZMYŚLNOŚĆ – oto co boli mnie w tym chyba najbardziej!

Jako polityk muszę jednak zająć wyraźne stanowisko. Trzy rzeczy domagają się zbadania: pierwsza: czy polskie ustawodawstwo w wystarczającym stopniu broni prawa artysty do odmowy działania niezgodnego z jego sumieniem? Być może choćby jeden z aktorów, uczestnicząc w przygotowaniach do spektaklu odczuł niepokój. Czy rzeczywiście stworzono mu komfort by mógł zaprotestować? I druga sprawa: na ile nadawanie czemuś etykietki „artyzmu” chroni przed odpowiedzialnością za propagowanie nienawiści? Przedstawienie „Klątwa” – powiedzmy to otwarcie – jest propagowaniem nienawiści i szczuciem ludzi przeciw sobie, szerzeniem nietolerancji na tle wyznawanych poglądów religijnych. To nie tylko smutne. Nad tym nie tylko trzeba płakać, z tym sobie trzeba prawnie poradzić. Trzecia kwestia to w jaki sposób chronić autorów tekstów przed wykorzystywaniem ich dzieł kompletnie niezgodnie z ich treścią? Wykorzystanie Stanisława Wyspiańskiego w niegodnym wydarzeniu „Klątwa” wskazuje dobitnie na potrzebę takiej ochrony.

13 marca 2017
wpolityce.pl

Czy ufamy sobie nawzajem?

Poziom zaufania Polaków do siebie nawzajem nie jest wysoki. A przecież bez tego nie zbudujemy społeczeństwa obywatelskiego, osłabia to też nasz rozwój gospodarczy. Czy mamy szansę na zmianę?

Każdego miesiąca media publikują rankingi polityków, których Polacy darzą zaufaniem i tych, którym tego zaufania odmawiają. Bohaterowie sondaży sprawdzają w ten sposób własną popularność. Niemniej wynika z nich dość przykry fakt, że Polacy ogólnie słabo ufają politykom. Co więcej – mało ufają sobie nawzajem…

Co prawda jako społeczeństwo deklarujemy wysokie zaufanie do najbliższej rodziny jednak w praktyce różnie z tym bywa. Ciekawym miernikiem mogą być finanse. Z ogłoszonych w lutym tego roku wyników badań Biura Informacji Kredytowej wynika, że jeden na pięciu Polaków nie zawsze wie w jakiej kondycji finansowej żyje jego towarzysz życia. Aż jednej trzeciej naszych rodaków zdarza się ukrywać wydatki przed swoją „drugą połową” (odpowiedź na pytanie która z płci robi to częściej, pozostawiam domysłowi czytelników). 12% wzięło kredyt lub pożyczkę bez wiedzy partnera. Zatem czy tak rzeczywiście bardzo ufamy najbliższym? Na marginesie dodam, że poziom zaufania w związkach formalnych (śluby kościelne lub cywilne) jest znacznie wyższy niż w związkach nieformalnych.

Podobnie jak w związkach, różnie bywa z zaufaniem do partnerów w biznesie. Według CBOS, rok temu 35% Polaków twierdziło, że zaufanie do partnerów w interesach na ogół się opłaca. Przeciwnego zdania – zaufanie do partnerów w interesach na ogół źle się kończy – było aż 40%. Pozostali okazali się niezdecydowani. Robiąc interesy patrzymy sobie na ręce i w rezultacie nieraz sporo czasu musi upłynąć zanim się ze sobą „oswoimy”. Gdy spytamy o zaufanie do osób nieznajomych, czy pierwszy raz spotkanych, jest oczywiście jeszcze gorzej. Wskaźnik społecznego zaufania wynosi w naszym społeczeństwie -0,75 (na skali od -3 do +3).

Jak wygląda zaufanie do instytucji i grup społecznych? Według sondażu IBRiS przodują Policja, Wojsko, NATO oraz Kościół katolicki. Ufa im odpowiednio70, 69, 61 i 58 % społeczeństwa. Stawkę zamykają niestety parlamentarzyści, którym wierzy zaledwie 21% badanych. Czy jest szansa na poprawę tej sytuacji? Moim zdaniem tak. Warunek jest jeden: częściej myśleć o działalności publicznej jako misji i zaangażowaniu, a nie wyłącznie pracy zawodowej. Gdy mamy świadomość, że nie musimy utrzymywać się wyłącznie z polityki, celem przestaje być kolejna kadencja. Pojawia się chęć pozostawienia czegoś po sobie, myślenie długofalowe, pragnienie realizowania pozytywnych projektów czy satysfakcja z bycia przyzwoitym.

W 1983 roku (stan wojenny i ogromny kryzys zaufania w Polsce!) Jan Paweł II mówił do Polaków: Cały naród polski musi żyć we wzajemnym zaufaniu, a to zaufanie opiera się na prawdzie. Owszem, cały naród polski musi odzyskać to zaufanie w najszerszym kręgu swej społecznej egzystencji. Jest to sprawa zupełnie podstawowa. Trzeba centymetr po centymetrze i dzień po dniu budować zaufanie — i odbudowywać zaufanie — i pogłębiać zaufanie! Tak jest w rodzinie. Tak jest też na inną skalę w narodzie i państwie. Tak jest wreszcie w całej rodzinie ludzkości.

Ponad 30 lat upłynęło od wygłoszenia tych zdań, ale jestem przekonany, że nadal należy je traktować serio i są do zrealizowania. Wierzę, że wielu z Państwa myśli podobnie.

9 maja 2017
wpolityce.pl

Anomia społeczna przyczyną samobójstw

Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że w Polsce dramatycznie wzrasta liczba osób, które popełniają samobójstwo. Od stycznia do końca września w całym kraju na swoje życie próbowały się targnąć aż 7734 osoby, czyli o 1,4 tys. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Większość samobójstw, bo aż 80 proc. dotyczy mężczyzn.

Zjawisku temu poświęca się niewiele uwagi, choć skala i dramatyzm decyzji samobójczych nakazywałaby ich głęboką analizę i podejmowanie działań mających im zapobiegać. Najczęściej jako powody samobójstw podaje się kryzysy rodzinne, głębokie kłopoty finansowe czy osobiste.

Wybitny socjolog, Emil Durheim (1858-1917) zaproponował inne wyjaśnienie tego zjawiska. Wprowadził on do socjologii pojęcie anomii. Społeczeństwo będące w takim stanie nie potrafi wytworzyć spójnego systemu norm i wartości, które stanowiłyby wytyczną dla działań jednostki. Powoduje to jej zagubienie i niepewność. To z kolei zdaniem Durheima może przyczyniać się do zachowań samobójczych.

Ogromne zmiany społeczne, obyczajowe i kulturowe, z którymi mamy obecnie do czynienia stwarzają dobry grunt dla anomii społecznej. Rozbijanie więzi społecznych, jawna dziś walka z tzw. stereotypowymi wspólnotami: małżeńską i rodzinną, powoduje, że wspólnoty te słabną, a na ich miejsce nie pojawia się nic, co mogłoby dobrze zaspokoić ludzkie potrzeby.

Bez poszanowania i wzmocnienia podstawowych wspólnot, docenienia tradycji, pielęgnowania więzi, mądrej polityki społecznej, zjawisko niepewności i alienacji jednostek będzie się dalej pogłębiać, powodując w skrajnych sytuacjach decyzje o samobójstwie.

24 maja 2017
wpolityce.pl

Demokracja wymaga uważności

Demokracja nie jest łatwym ustrojem. Trzeba nie tylko samodzielnie myśleć, ale też być uważnym, obserwować, co się dzieje w polityce w dłuższym przeciągu czasu. Jak to czynić, kiedy nasz umysł jest w ciągłym stanie rozproszenia i gubi się w nadmiarze informacji, poglądów i opinii?

Współcześnie na Zachodzie zawrotną karierę robi pojęcie mindfulness (uważność, uważna obecność, pełnia obecności). Znakomicie sprzedają się poradniki, mnożą oferty treningów skupienia i warsztatów uczących unikania rozproszeń; organizowane są konferencje. To znak czasu. Współczesny człowiek dosłownie bombardowany jest każdej godziny i minuty lawiną informacji z różnych sfer i dziedzin życia, aplikowanych przy pomocy mediów „tradycyjnych” oraz „nowych” (urządzenia mobilne). Nasza uwaga skacze od wydarzenia do wydarzenia. I w sumie sami nie wiemy co bardziej nas denerwuje – groźby ze strony Koreańczyków czy widoczki z wakacji sąsiadów na Teneryfie, najnowsze skandale celebrytów czy przebieg konfliktu na Ukrainie. Wszystko miesza się i odciąga nas od uważnego spojrzenia na to co najważniejsze. Ponieważ przeżywamy kryzys autorytetów, w ocenie zjawisk zdani jesteśmy na intuicję i przypadkowe emocje. Dokonywanie sądów i wyrażanie poglądów przypomina „scrollowanie” czyli mechaniczne przesuwanie palcem po ekranie smartfona.

Tymczasem demokracja wymaga zdolności do utrzymywania uwagi i analizowania rzeczywistości w dłuższym przeciągu czasu. Przykładowo rozumiem, że ktoś może być bardzo krytyczny w ocenie poczynań obecnej władzy. I nie twierdzę, że obóz polityczny, z którym się utożsamiam nie popełnia błędów. Jednak czym innym jest bezlitosne obnażanie słabości rządzących oraz proponowanie alternatyw, a czym innym potępianie wszystkiego w czambuł i głoszenie upadku demokracji. A tak właśnie dzieje się podczas demonstracji organizowanych przez środowiska opozycyjne czy wypowiedzi medialnych niektórych polityków.

Tymczasem uważność podsuwa nam pamięć niedawnych lat gdy poprzednia ekipa rządząca zachowywała praktycznie monopol informacyjno-medialny, nie liczyła się z opozycją i budowała własną tożsamość na krytyce ad personam liderów obozu PiS. Czy to była demokracja? Uważna pamięć podsuwa choćby niedawne wspomnienia o próbie rozwiązania polskich problemów demograficznych za pomocą… zmniejszenia o kilka milionów liczby dzieci uprawnionych do niewielkich zasiłków rodzinnych i niskiego wsparcia socjalnego rodzin wielodzietnych. Tymczasem już pierwszy rok funkcjonowania 500+ i innych nowych rozwiązań społecznych pokazał, że nie tędy droga. Rodziny z radością przyjmują wsparcie i wreszcie stać je na to, by nie zalegać już z opłatami za mieszkanie i media, wybrać się do kina czy na wakacje. Nie musimy się wstydzić i nikogo przepraszać, że będzie nas coraz więcej i, że matki rodzące w naszym kraju czuć się będą bezpieczniej. Próba wmówienia Polakom, że obecnie jest gorzej niż jeszcze kilka lat wstecz to kolejny „rozpraszacz” i dowód na to, że demokracja potrzebuje UWAŻNOŚCI.

Jeśli będziemy bardziej uważni, będziemy skłonni się nawzajem słuchać, a nasze dyskusje będą bardziej merytoryczne. Zamiast siebie ranić – może się nawzajem od siebie czegoś nauczymy.

25 września 2017
wpolityce.pl

Albo będziemy trzeźwi albo…

W ubiegłym tygodniu (21-23 września 2017) odbył się Narodowy Kongres Trzeźwości. Profesjonaliści i eksperci w dziedzinie uzależnień, a także aktywiści trzeźwościowi, parlamentarzyści i duszpasterze obradowali na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego Warszawie pod hasłem „Ku trzeźwości Narodu. Odpowiedzialność rodziny, Kościoła, państwa i samorządu”. Specjalne orędzie do uczestników wystosował papież Franciszek.

Jednym z głównych celów kongresu było opracowanie narodowego programu trzeźwości i przedyskutowanie szeregu działań, zmierzających do ograniczenia spożycia alkoholu w Polsce. Jedno z haseł towarzyszących obradom brzmiało: Nie ma wolności bez trzeźwości. Uczestnikom przyświecało przekonanie, jakie żywił bł. ks. Bronisław Markiewicz, że polski naród albo będzie trzeźwy, albo nie będzie go wcale. Wśród omawianych na kongresie zagadnień na uwagę zasługują w szczególności:

  • rola państwa i samorządów w propagowaniu postaw trzeźwościowych;
  • problem reklamy alkoholu i funkcji mediów w kształtowaniu kultury trzeźwości;
  • zagadnienie fizycznej i ekonomicznej dostępności napojów alkoholowych (ilość punktów sprzedaży, cena);
  • wpływ alkoholu na psychikę jednostki oraz zdrowie publiczne;
  • niebezpieczeństwo związane z piciem alkoholu przez kobiety w ciąży;
  • funkcja organizacji pozarządowych, ruchów, stowarzyszeń i wspólnot w profilaktyce oraz interwencji alkoholowej;
  • analiza obowiązującego prawa dotyczącego troski o trzeźwość;
  • rola rodziny jako ostoi i szkoły trzeźwości.

Uczestnicy kongresu zakończyli obrady ciekawym i znaczącym przesłaniem. W dokumencie przyjmując trzeźwość jako jedną z istotnych wartości w życiu osobistym, rodzinnym i narodowym, wezwali stanowczo do zakazu reklamy alkoholu, którą nazwali „toksyczną ideologią”. Sformułowali również postulat ograniczenia dostępności napojów alkoholowych. W głównej części przesłania wskazali na oczekiwania w stosunku do poszczególnych grup i instytucji:

  • od księży i świeckich oczekuje się odnowionego wysiłku i wzmożonego zaangażowania w dziedzinie duszpasterstwa trzeźwości i budowania cnoty trzeźwości;
  • od katolickich małżonków i rodziców, że będą wiernie wypełniali złożoną przez siebie przysięgę czyli będą wzajemnie okazywali sobie ofiarną i wierną miłość i że z miłością przyjmą i po katolicku wychowają swoje dzieci;
  • od państwa doprecyzowania i ulepszenia prawa, by skuteczniej niż dotąd chronić dorosłych przed nadużywaniem alkoholu, a dzieci i młodzież chronić przed sięganiem po alkohol;
  • od pracowników samorządów bardziej skutecznego działania na rzecz dobra dzieci i młodzieży oraz dorosłych, a także wspierania rodziców. Szczególnie niepokojące i bolesne jest pobłażanie sprzedaży napojów alkoholowych osobom nieletnim i nietrzeźwym;
  • od wszystkich ludzi dobrej woli aby pamiętali, że jednym z najważniejszych obecnie przejawów miłości bliźniego jest troska o wychowanie w abstynencji młodego pokolenia oraz troska o skarb trzeźwości w odniesieniu do ludzi dorosłych.

Bardzo istotne jest dla mnie to, że uczestnicy kongresu nie ograniczyli się do ukazania zjawiska alkoholizmu, lecz dokonali analizy przyczyn tej choroby. Zwrócili uwagę, że sięganie po alkohol przez znaczny odsetek nastolatków oraz nadużywanie alkoholu przez wielu dorosłych to nie przypadek czy jedynie skutek złej tradycji, lecz konsekwencja tego, że za mało cieszymy się życiem tu i teraz, że za mało okazujemy miłości naszym bliskim i że za mało miłości od nich przyjmujemy, że nie kierujemy się konsekwentnie słowami i czynami Jezusa. Jest to fenomenalna, holistyczna diagnoza wskazująca na związki między osobistą filozofią życiową, duchowością, kształtem relacji społecznych, a podatnością na uzależnienia. Takie podejście wskazuje na głęboką wnikliwość i postawę sięgania do korzeni problemów, a nie leczenia tylko ich zewnętrznych objawów.

I w tym duchu gratuluję uczestnikom Kongresu, a nam wszystkim z całego serca życzę życzliwości i przyjaźni na co dzień. Jeśli traktować się będziemy po ludzku w domu, w pracy, w mediach i życiu publicznym – mniej będzie okazji do poszukiwania doznań, które nie zastąpią autentycznych więzi, nie uleczą naszej samotności, lecz znacząco ją pogłębią.

6 grudnia 2018
ekai.pl

Życzenia z okazji jubileuszu 25-lecia Katolickiej Agencji Informacyjnej

Żyjemy w świecie, w którym każdego dnia wytwarzana jest ogromna liczba informacji. Według jednego z szacunków, co 5 minut generujemy dane odpowiadające wiedzy zawartej w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych.

Informacje docierają do nas tak szerokim strumieniem, że praktycznie nie jesteśmy w stanie ich samodzielnie selekcjonować, klasyfikować ani weryfikować pod względem wiarygodności czy przydatności. Brak nam czasu, a nieraz i kompetencji, aby analizować tak dużą ilość danych, przekształcać w zorganizowaną wiedzę i czynić narzędziem mądrości.

Swoistym znakiem czasu stała się czynność scrollowania, czyli wodzenia palcem po ekranie smartfona, w czasie, której – najczęściej bezrefleksyjnie – karmimy się strumieniem danych płynących z Internetu. Czynimy to odruchowo w krótkich chwilach przerw pomiędzy zajęciami, na przystankach autobusowych, a nawet podczas spotkań towarzyskich. Zapytani o to, co przed chwilą czytaliśmy, często nie potrafimy nic sensownego odpowiedzieć, bo informacja jak szybko do nas dotarła, tak prędko „uleciała”.

Dziś jest już oczywiste, że potrzebujemy wyspecjalizowanych zespołów eksperckich oraz instytucji, które byłyby pomocne w zarządzaniu wartościową wiedzą. Katolicka Agencja Informacyjna jest jedną z nich. Od 25 lat niestrudzenie doskonalicie Państwo sztukę pozyskiwania i upowszechniania ważnych informacji, które dotyczą szeroko pojętej rzeczywistości religijnej i duchowości. Jak sami siebie określacie – jesteście mostem między Kościołem, a światem mediów. Jest to most solidnie zbudowany, oparty na filarach zaufania do Waszego profesjonalizmu i etyki zawodowej.

Ruch na tym moście odbywa się w dwóch kierunkach. Z jednej strony pomagacie wspólnocie Kościoła ukazywać światu własne życie i misję, z drugiej zaś przybliżacie problemy, którymi żyje współczesny człowiek, dostarczając materiału do refleksji wspartej na wierze. W obu tych działaniach przyświeca Wam zasada nadrzędności prawdy, dziennikarski obiektywizm i nastawienie na dialog. Korzystając z materiałów publikowanych przez Katolicką Agencję Informacyjną odczuwamy, że znajdujemy się w przestrzeni wolnej od manipulacji, uproszczeń i niesprawiedliwych ocen ideologicznych.

Pragnę życzyć Katolickiej Agencji Informacyjnej, aby przez kolejne lata działalności, towarzyszyła jej łaska Ducha Świętego, a także bezinteresowna ludzka przyjaźń i życzliwość. Szczęść Boże!