Trwajcie w miłości

28 marca 2007
niedziela.pl

Rozwody – smutny rekord

Liczba rozwodów i separacji orzeczonych w Polsce w ostatnich latach dramatycznie rośnie, a dynamika tego wzrostu jest wyższa niż w wielu krajach Europy Zachodniej. Jeśli w 2000 r. sądy udzieliły ok. 53 tys. rozwodów i separacji, to w 2004 r. już 73 tys., a rok później ponad 91, 5 tys. (dane Ministerstwa Sprawiedliwości). Wiele wskazuje na to, że rok 2006 może być pod tym względem rekordowy…

Trzeba stwierdzić ze smutkiem, że obecnie rozwody stały się utrwalonym zjawiskiem życia społecznego. Co gorsza, polskie społeczeństwo z rosnącą aprobatą odnosi się do takiej właśnie formy rozwiązywania kryzysów małżeńskich. Rozwód traktuje się jako wydarzenie, które w pewnych okolicznościach może przytrafić się niemal w każdej rodzinie.

Procesy dezintegracji rodziny obejmują wszystkie generacje małżeństw. Wśród małżonków wnoszących do sądu pozew o rozwód albo separację spotykamy zarówno młodych stażem, jak też pary o dłuższym okresie wspólnego pożycia. Jako przyczyny rozkładu pożycia małżeńskiego od lat niezmiennie wymienia się niezgodność charakterów, niedochowanie wierności małżeńskiej, nadużywanie alkoholu, naganny stosunek do członków rodziny.

Rozwód jest silnym przeżyciem emocjonalnym, często o charakterze wręcz traumatycznym. Stres rozwodowy wynika z trzech głównych przyczyn: społecznych (rozbicie więzi rodzinnych, przyjacielskich, osamotnienie), psychologicznych (uczucie lęku, brak nadziei, poczucie winy, żal) i załamania się dotychczasowego stylu życia czy pogorszenia warunków ekonomicznych. Z badań prowadzonych nad stresem związanym z procesem rozpadu małżeństwa i rodziny wynika, że wiąże się on z wieloma problemami natury zdrowotnej. Osoby rozwiedzione – w porównaniu z osobami pozostającymi w związkach małżeńskich – częściej zapadają na choroby somatyczne, są częściej hospitalizowane, częściej nadużywają alkoholu oraz częściej wykazują zaburzenia psychiczne. Rozwody i towarzyszące im okoliczności mają również znaczenie demograficzne. Wpływają one hamująco na prokreację i przyczyniają się do zmniejszenia przyrostu naturalnego.

Obecnie częstsze niż w przeszłości są przypadki małżonków rozwiedzionych, mających dzieci. Ze społecznego punku widzenia, najpoważniejsze konsekwencje rozwodu ponoszą dzieci. W 2005 r. na jedno rozwodzące się małżeństwo przypadało statystycznie 1,6 dziecka. Oznacza to, że w osłabionych przez rozpad rodzinach tylko w tym jednym roku będzie się wychowywało ok. 150 tys. dzieci! Aby pełniej dostrzec skalę problemu, należałoby do tej liczby dodać dzieci z rozpadających się związków nieformalnych, których liczba w ostatnich latach szybko rośnie.

Rozbicie wspólnoty małżeńskiej utrudnia, a najczęściej uniemożliwia realizowanie podstawowych funkcji rodziny. Poważną, negatywną konsekwencją rozwodu małżonków jest narażenie dobra i interesów małoletnich dzieci. Sytuacje w rodzinach przed rozwodem, w czasie rozwodu i po nim należą do negatywnych zjawisk wychowawczych, socjalizacyjnych i emocjonalnych, które dostarczają dzieciom wielu traumatycznych przeżyć. Dla rodziców rozwód jest zakończeniem pewnego etapu życia, dla dzieci – to prawdziwe trzęsienie ziemi, czas pełen obaw, lęków, pytań o niepewną przyszłość. Rozpad rodziny z jednej strony wyzwala postawę bierności, apatii, izolacji od rówieśników i dorosłych, z drugiej zaś – tworzy postawę buntu i niechęci do rodziców. Dziecko często przestaje liczyć się z opinią rodziców, z ich nakazami i zakazami. Buntownicza i wroga w stosunku do nich postawa jest formą dziecięcego odwetu za zniszczone dzieciństwo, za utracone zaufanie, bezpieczeństwo i spokój, za cierpienie.

Rodziny „porozwodowe” znajdują się w dość specyficznej sytuacji, którą dobrze określa termin „rodzina rozbita”. Nie jest to bowiem sytuacja, w której ojca albo matki w ogóle brakuje (jak w wypadku wdowieństwa). Jest ojciec, jest i matka, ale żyją osobno: jedno „na stałe”, drugie najczęściej „na przychodne”. Fakt ten stwarza dość skomplikowany układ: matka – dziecko – ojciec. Niektóre matki próbują z tego układu w ogóle wyeliminować ojca. Niekiedy jest to konieczne, aby uwolnić się od dotychczasowego prześladowcy. Ale nie tylko w takich skrajnych przypadkach matki utrudniają ojcu kontakt z dzieckiem. Bywa, że rodzice prowadzą swoistą wojnę o dziecko, by odegrać się na sobie za doznane krzywdy, upokorzenia, rozczarowanie. Urazy tym spowodowane zostają u dziecka na całe lata.

Dynamika rozpadu rodzin w Polsce jest bardzo wysoka, dlatego konieczne jest podjęcie intensywnych działań zapobiegających temu zjawisku. Zaliczyłbym do nich m.in. edukację i propagowanie wzoru trwałej rodziny. Wśród praw dziecka szczególnie eksponowane powinno być prawo do wychowania w pełnej rodzinie, przez matkę i ojca.

Konieczne jest przywrócenie w sprawach o rozwód i separację obowiązkowych mediacji, zastępujących postępowania pojednawcze (z których zrezygnowano w grudniu 2005 r.). Rezygnacja z posiedzeń pojednawczych spowodowała przyspieszenie spraw o rozwód i separację oraz wyraźnie zmniejszyła liczbę osób rezygnujących z rozwodu. Konieczne jest też urealnienie opłat sądowych za rozwody i separacje. Pobierane obecnie opłaty są bardzo niskie, skutkiem czego dopłacają do nich wszyscy podatnicy.

Ważne znaczenie ma upowszechnienie profesjonalnego i dostępnego dla wszystkich poradnictwa małżeńskiego i rodzinnego, pomagającego skonfliktowanym małżonkom w rozwiązywaniu ich problemów.

Ponadto należy wyeliminować uzależnienie wsparcia rodzin od kryterium samotnego wychowywania dziecka, co ma obecnie miejsce w ustawie o zaliczce alimentacyjnej oraz o świadczeniach rodzinnych. Z zaliczki alimentacyjnej mogą skorzystać rodzice, którzy nie są w stanie wyegzekwować alimentów orzeczonych na ich dzieci. Rozwiązanie to zastrzeżono wyłącznie dla osób samotnie wychowujących dzieci. Dzieci w rodzinach pełnych, będące w analogicznej sytuacji materialnej i prawnej jak dzieci w rodzinach niepełnych, takiej możliwości zostały pozbawione. Takie rozwiązania prawne promują – szczególnie wśród ludzi biednych, uprawnionych do świadczeń – model samotnego wychowywania dzieci.

Jeśli obecna dynamika rozwodów i separacji w Polsce się utrzyma, to w ciągu najbliższych 10 lat kolejnych ponad 1,6 mln dzieci będzie wychowywanych bez udziału jednego z rodziców. Oznacza to nie tylko ogromne indywidualne problemy tych dzieci i ich rodzin, ale także poważne problemy społeczne, wynikające z zaburzonego funkcjonowania wspólnot podstawowych, jakimi są rodziny pełne. Strukturalne szkody wyrządzone rodzinie stanowią bezpośrednie wyzwanie dla odpowiedzialnej polityki prorodzinnej.

 

20 czerwca 2011
wpolityce.pl

Obniżanie statusu małżeństwa zamiast dyskusji o polityce prorodzinnej

Akceptując promowane przez mniejszości seksualne hasło „związków partnerskich”, premier Tusk zniszczył polski konsensus w sprawie ochrony małżeństwa. Zamiast dyskusji o polityce rodzinnej, mamy z okazji projektu ustawy o związkach partnerskich, propozycję dyskusji o tym, jak obniżyć status małżeństwa i podważyć znaczenie rodziny.

Rozwija się dyskusja wokół projektu ustawy o tzw. związkach partnerskich, choć nie ma szans na jego wprowadzenie pod obrady w obecnej kadencji parlamentu. Jej celem jest przygotowanie gruntu by można to było zrobić w następnej. Chodzi też o wysłanie sygnału przez SLD do tej części elektoratu, która ma problem z takimi tradycyjnymi wartościami jak małżeństwo i rodzina. Wyjątkowo niepokojąca jest opinia premiera w tej sprawie, który dał do zrozumienia, że zbliża się czas, gdy społeczeństwo będzie rzekomo gotowe do przyjęcia takich rozwiązań.

Nie wiem czy zdajemy sobie w pełni sprawę z wagi problemu. Projekt zmierza bowiem do zakwestionowania wyjątkowej roli małżeństwa, a więc także rodziny dla której jest ono podstawą. Kwestionuje zatem ład społeczny w którym rodzina odgrywa szczególną rolę, zapewniając jej członkom, szczególnie dzieciom, optymalne warunki życia i wszechstronnego rozwoju.

Jeśli takie same obowiązki i prawa jak małżeństwa będą mogły uzyskać wszystkie dowolne pary osób pełnoletnich: hetero czy homoseksualnych (np. dwóch studentów przez okres ich studiów) to znaczenie małżeństwa zostanie rozmyte i zmarginalizowane. Opłakanym skutkiem będzie dalsze osłabienie polskich rodzin, które już obecnie mają poważne problemy.

Problemy te to m. in. kryzys demograficzny o dramatycznych skutkach indywidualnych i społecznych, zagrażający rozwojowi społecznemu i gospodarczemu naszego kraju, wysoki wskaźnik rozwodów, rosnąca liczba dzieci w opiece zastępczej (aktualnie przebywa w niej niemal 100 tyś. dzieci), osłabienie funkcji socjalizacyjnej rodziny.

Podstawowy argument jaki wysuwają promotorzy projektu, jest ten o równym traktowaniu, który wzmacniają mówiąc o niedyskryminacji. Tymczasem projekt ustawy nie ma z tym nic wspólnego – jesteśmy równi ale różni. Status małżeństwa z natury nastawionego na wychowanie dzieci właśnie dlatego musi być szczególny.

Na zasadzie równych praw nie może np. mężczyzna domagać się takiej samej ochrony jak kobieta w ciąży, gdyż w niej nie może być. Podobnie nie powinny mieć statusu  małżeństwa związki osób, które z natury rzeczy nie stworzą rodziny i nie mogą mieć wspólnych dzieci.

Oto zamiast tak potrzebnej dyskusji o kryzysie demograficznym, skrajnym ubóstwie w jakim żyje np. 21 % rodzin z czworgiem i więcej dziećmi, braku adekwatnej polityki rodzinnej, mamy  dyskusję nad projektem ustawy o tym, jak obniżyć status małżeństwa.

 

21 lipca 2011
wpolityce.pl

Fundacja Mamy i Taty rozpoczęła kampanię mająca uwrażliwić na problem rozpadów małżeństw

Fundacja Mamy i Taty rozpoczęła właśnie kampanię mająca uwrażliwić na problem rozpadów związków małżeńskich, których negatywne skutki dla dzieci i ich rozwodzących się rodziców są dzisiaj niedoceniane. Fundacja przygotowała specjalne spoty telewizyjne na ten temat i stronę internetową (www.rozwodprzemyslto.pl).

Rosnąca liczba rozpadów małżeństw w Polsce (w 2000r.- orzeczono 42770 rozwodów, a w 2007r. 71513), powoduje wybitnie negatywne skutki, w szczególności dla małoletnich dzieci rozchodzących się małżeństw. Powinno to skłaniać do rozważenia działań społecznych i prawnych, które mogą sprzyjać zmniejszeniu skali tego zjawiska. Na ten kierunek wskazują ostatnio takie kraje jak Norwegia czy Wielka Brytania, które wprowadzają specjalne programy dla małżonków starających się o rozwód, sprzyjające lepszemu zrozumieniu jego skutków, w tym szczególnie dla ich dzieci.

Oto kilka propozycji działań możliwych do podjęcia, mogących wpłynąć na zmniejszenie liczby rozpadów związków małżeńskich.

  1. Wychowanie przez oboje rodziców podstawowym prawem dziecka. Dziecko wychowywane przez samotnego rodzica w wyniku rozwodu, to dziecko ograniczone w kontaktach z drugim z nich. A przecież nikt nie zastąpi mamy lub taty – oboje są niezbędni. Czy to prawo eksponuje Rzecznik Praw Dziecka, czy jest obecne w mediach, programach edukacyjnych, w tym w przygotowaniu do życia w rodzinie prowadzonym w szkołach?
  2. Porzucić nierówne traktowanie małżonków wspólnie wychowujących dzieci z samotnie wychowującymi dzieci. Państwo powinno przyjmować rozwiązania sprzyjające trwałości małżeństw, a nie ich rozpadom. Wysokie zasiłki udzielane jeszcze kilka lat temu rodzinom ubogim, pod warunkiem samotnego wychowywania dzieci, spowodowały falę rozwodów i separacji by nabyć to uprawnienie.

Nadal mamy sporo rozwiązań zachęcających do rozwodów i dyskryminujących małżonków wspólnie wychowujących dzieci. Należą do nich np. możliwość wspólnego rozliczania podatków z dziećmi, ale tylko przez samotnie wychowujących dzieci. W wielu gminach stosuje się pierwszeństwo dla samotnych w przyjmowaniu ich dzieci do przedszkoli, co nierzadko zachęca do życia w konkubinatach, by korzystać z tej preferencji.

  1. Rozwinąć profesjonalne i dostępne formy poradnictwa rodzinnego i małżeńskiego, które powinny być zdecydowanie bardziej dostępne niż obecnie. Powinny one prowadzić profilaktykę, terapię oraz poradnictwo rodzinne i małżeńskie.
  2. Zlikwidować możliwość rozwodu zaraz po zawarciu małżeństwa. Obecnie pozew o rozwód można składać kilka tygodni po zawarciu małżeństwa. Warto rozważyć wprowadzenie ograniczenia tej możliwości (np. pozew byłby możliwy dopiero po 1 roku trwania małżeństwa).
  3. Wprowadzić obligatoryjną mediację w sprawach o rozwód małżonków mających małoletnie dzieci, jako warunku złożenia pozwu o rozwód. W 2005 roku nierozważnie wykreślono z procedury rozwodowej posiedzenia pojednawczego. Sprzyjały one ponownemu przemyśleniu decyzji o rozwodzie. W ich wyniku wiele małżeństw wycofywało pozwy o rozwód. Miały je zastąpić mediacje, które jednak wykorzystywane są bardzo rzadko. Jeśli już poszliśmy w kierunku mediacji, to powinny one być powszechniejsze i obowiązkowe, gdy małżonkowie mają małoletnie dzieci. Być może jej odbycie powinno być warunkiem złożenia pozwu o rozwód.

W Polsce mamy nie tylko coraz mniej dzieci, ale coraz więcej wychowywanych jest tylko przez jednego rodzica. Spróbujmy powstrzymać ten fatalny trend.

 

12 sierpnia 2011
wpolityce.pl

Ochrona małżeństwa to polska racja stanu

Sejm skierował do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny projekt ustawy o związkach partnerskich. Opinię w sprawie tego projektu w dniu 9 sierpnia 2011 przesłały do Komisji osoby reprezentujące Episkopat Polski w Zespołu do Spraw Rodziny Komisji Wspólnej.

Stwierdzają w niej m.in.:

Projekt ten może powodować niekorzystny efekt społeczny poprzez zmarginalizowanie małżeństwa i opierającej się na nim rodzinie. Stanowi to szczególne zagrożenie dla dzieci, którym rodzina zapewnia optymalne warunki życia i wszechstronnego rozwoju. Jest on sprzeczny z konstytucyjnymi gwarancjami ochrony małżeństwa, rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa (Art.18).

Przez wieki małżeństwo stanowiło fundament rodziny i ładu społecznego. Tam gdzie zostało zdeprecjonowane, pojawiały się na masową skalę takie zjawiska jak samotne wychowywanie dzieci, zwiększenie ich liczby w różnych formach opieki zastępczej, ubóstwo czy przestępczość.

Jeśli, jak przewiduje projekt, podobne prawa i obowiązki jak małżeństwa, uzyskają wszystkie dowolne pary osób pełnoletnich: hetero czy homoseksualnych, to znaczenie małżeństwa zostanie rozmyte i zmarginalizowane. Jednym ze skutków będzie wzmocnienie tendencji do niezawierania i rozpadów związków małżeńskich oraz samotnego wychowania dzieci, które staje się coraz bardziej powszechnym zjawiskiem, przynoszącym dramatycznie negatywne konsekwencje  szczególnie dla dzieci.

Projekt jest upowszechniany jako ten, który ma zapewnić równość i niedyskryminację par, które nie chcą zawrzeć związku małżeńskiego. Tymczasem nikt nie zmusza nikogo do zawierania związku małżeńskiego ani nie sprzeciwia się wyborowi drogi życia w samotności, a prawa tych osób są w Polsce szanowane. Uważamy, że nie wszystkim parom przysługuje taki sam status: tym, które zawierają małżeństwo i rodzinę nastawioną na wychowanie dzieci, właśnie z tego powodu należy się status szczególny. Status ten wynika nie tylko z uprawnień, ale także z obowiązku odpowiedzialności za siebie wzajemnie i za wychowywane dzieci.

Jesteśmy przekonani, że polską racją stanu jest ochrona rodziny i jej fundamentu, jakim jest małżeństwo oraz sprzyjająca temu racjonalna polityka społeczna, która powinna służyć rozwojowi tych podstawowych wspólnot.

 

21 września 2011
wpolityce.pl

Kolejna ustawa dyskryminuje małżeństwa

31 sierpnia weszły w życie przepisy dotyczące warunków uzyskiwania kredytu z programu „Rodzina na swoim”. Kredyt ten jest o tyle dogodny, że przez 8 lat do jego oprocentowania dopłaca budżet państwa. Problem polega na tym, że w znowelizowanej ustawie wprowadzono warunek defaworyzujący małżeństwa i dający szczególne preferencje dla samotnie wychowujących dzieci.

Zgodnie z tym warunkiem, kredytu nie dostaną małżonkowie mający powyżej 35 lat. Warunek ten nie dotyczy jednak samotnie wychowujących dzieci, oni mogą otrzymać taki kredyt także, jeśli mają powyżej 35 lat. Mamy zatem wyraźne nierówne traktowanie małżeństw i osób samotnie wychowujących dzieci. Rozwiązanie to będzie zachęcało do rozwodów by uzyskać prawo do kredytu po 35 roku życia. Kryterium samotnego wychowania dzieci jest zresztą kompletnie fałszywe, jeśli ustawodawca zamierzał chronić najuboższych. Samotnie wychowujący dzieci nie są bowiem w najtrudniejszej sytuacji dochodowej, w gorszej są rodziny wielodzietne.

To kolejne rozwiązanie defaworyzujące małżeństwa. Przypomnę, że tylko samotnie wychowujący dzieci mają prawo rozliczać podatki ze swoimi dziećmi.

W ten sposób napędzamy trend do rozwodów i samotnego wychowania dzieci, co jest dla nich wyjątkową krzywdą. Tak, przy deklaracjach wszystkich, że rodzina jest ważna, a polityka rodzinna powinnością państwa, praktycznie osłabia się polskie rodziny.

 

24 stycznia 2013
wpolityce.pl

Apel do sejmu: związki partnerskie niszczą małżeństwo!

Stanowisko Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia dot. projektów o związkach partnerskich. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia zrzesza 130 organizacji prorodzinnych. W 2012 roku Federacja za swoją działalność została nagrodzona Europejską Nagrodą Obywatelską.

Warszawa, dn. 22 stycznia 2013 r.

Związki partnerskie niosą negatywne skutki, w tym pogłębią kryzys demograficzny. W związku ze zbliżającą się debatą Sejmu nad projektami o związkach partnerskich, pragniemy wyrazić swoją opinię w tej sprawie.

Przez wieki małżeństwo stanowiło fundament rodziny i ładu społecznego. W społecznościach gdzie było ono niszczone lub zmarginalizowane (np. komunistycznej Rosji), mieliśmy do czynienia z rosnącą przestępczością, brakiem opieki nad dziećmi, ubóstwem i zastojem gospodarczym.

Projekty zmierzające do nadania podobnego statusu każdej parze osób dorosłych, w tym parom jednopłciowym, niszczą szczególną wspólnotę, jaką jest małżeństwo. W najgorszej sytuacji postawi to dzieci, które będą musiały żyć w coraz bardziej niestabilnych związkach swoich rodziców.

Projekty te są głęboko sprzeczne z konstytucyjnymi gwarancjami ochrony małżeństwa, rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa (Art.18).

Projekty te nie rozwiązują żadnych poważnych problemów społecznych, a przeciwnie – przez osłabienie rodziny wpłyną negatywnie np.: na procesy demograficzne, które są najpoważniejszym zagrożeniem przyszłości naszego kraju.

Zwracamy się do Posłów RP o odrzucenie tych projektów i odważne działanie na rzecz wzmocnienia polskich rodzin, w tym poprzez przygotowanie Narodowego Programu Polityki Rodzinnej, którego ciągle kraj nasz nie posiada.

Zwracamy się również do wszystkich organizacji i osób związanych z naszą Federacją, o podejmowanie rozmów z parlamentarzystami na ten tak podstawowy temat.

W imieniu Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia

(-)Antoni Zięba – wiceprezes

(-)Anna Dyndul – sekretarz

(-)Dariusz Kłeczek – członek Zarządu

 

 

16 kwietnia 2013
wpolityce.pl

Protest Kaszubów przeciw związkom partnerskim

Przeciw wprowadzeniu instytucji związków partnerskich protestują różne środowiska. Najwięcej osób podpisało się jak dotąd pod protestem organizowanym przez Stowarzyszenie im. Ks. Skargi z Krakowa, które zebrało ich prawie 80 tysięcy.

Pod podobnym apelem gdańskich organizacji prorodzinnych podpisało się 230 różnych organizacji pozarządowych i ponad 10 tys. osób. Warto zwrócić uwagę na protest, jaki przygotowywany jest w sprawie związków partnerskich przez Kaszubów. W apelu do Premiera, pod którym zbierane są podpisy, treść jest bardzo dobitna. Autorzy piszą:

Dla nas, Kaszubów, wartości chrześcijańskie, w tym poszanowanie małżeństwa i rodziny, od zarania dziejów państwowości polskiej jak i naszej „kaszëbsczi tatczëznë” stanowiły esencję naszego życia i rozwoju. Niska jakość polityki rodzinnej w naszym kraju przyczyniła się w istotny sposób do dramatu demograficznego. Przekroczeniem granicy jest zamiar wprowadzenia tzw. związków partnerskich, w tym dla osób tej samej płci. Oznacza to walkę z małżeństwem przez pozbawienie go szczególnej roli, jaką pełni. Jest to atak na ład społeczny i wartości, jakie wyznajemy.

Od naszych przedstawicieli w Sejmie i Rządzie oczekujemy uszanowania wartości, które są dla nas ŚWIĘTE.

Apel ten jest działaniem obywatelskim, spowodowanym  zdaniem  jego autorów wyjątkowym atakiem przeciwko małżeństwu i rodzinie, poprzez zamiar legalizacji tzw. związków partnerskich. Uważają oni, że obecna sytuacja wymaga jednoznacznego, publicznego opowiedzenia się w obronie małżeństwa i rodziny jako podstawowych wartości. Nie powinno dziwić to, że społeczność, która przetrwanie i rozwój w ogromnej mierze zawdzięcza tradycyjnej rodzinie, walczy o to by nie tworzyć form do niej konkurencyjnych, marginalizujących jej znaczenie.

 

18 listopada 2014
wpolityce.pl

Kultura tymczasowości pustoszy małżeństwo

Podczas trzydniowego kolokwium międzyreligijnego, które rozpoczęło się 17 listopada, na temat „Komplementarność mężczyzny i kobiety” Ojciec Święty Franciszek wziął w obronę małżeństwo i rodzinę.

Żyjemy w kulturze „tymczasowości”, w której coraz więcej ludzi rezygnuje z małżeństwa, jako publicznego zaangażowania — mówił Papież.

Ta rewolucja obyczajów i moralności często powoływała się na „wolność”, oczywiście w cudzysłowie, ale w rzeczywistości przyniosła spustoszenie duchowe i materialne bardzo licznym ludziom, zwłaszcza najsłabszym. Coraz lepiej widać, że upadek kultury małżeństwa wiąże się z narastaniem ubóstwa i całą serią licznych innych problemów społecznych, dotykających w nieproporcjonalnej mierze kobiet, dzieci i starców. To zawsze oni najbardziej cierpią w tym kryzysie. Kryzys rodziny zapoczątkował kryzys ekologii ludzkiej, bo środowiska społeczne, podobnie jak środowisko naturalne, potrzebują ochrony. Chociaż ludzkość zrozumiała teraz konieczność zajęcia się tym, co zagraża środowisku naturalnemu, to w naszej kulturze – także katolickiej – jesteśmy bardzo powolni, gdy chodzi o uznanie, że nasze środowiska społeczne są zagrożone.

Franciszek podkreślił, że dzieci mają prawo do rodziny, do ojca i matki. Ponadto wskazał, że w małżeństwie ważne jest definitywne zaangażowanie w wierności i płodnej miłości.

Zdecydowane wystąpienie Papieża, zachęcające do szukania miłości trwałej, broniące podstawowego prawa dzieci do wychowania w rodzinie pełnej, przez ojca i matkę, jest szczególnie w obecnym czasie ważnym wskazaniem. To dzisiaj prawo rodziców do rozwodu jest ważniejsze niż prawo dziecka do wychowania przez ojca i matkę, wierność jest podważana w kulturze masowej, a angażując się w ochronę środowiska, jesteśmy bierni, gdy podstawowe naturalne środowisko człowieka, jakim jest rodzina, jest przez różne ideologie podważane.

 

5 sierpnia 2015
wpolityce.pl

Odrzucenie projektu nie kończy problemu

Sejm w tym tygodniu odrzucił projekt ustawy o związkach partnerskich. Miał on przyznać status podobny do małżeństwa związkom osób, w tym tej samej płci.

Odrzucenie projektu tej ustawy, również dzięki kilkudziesięciu głosom posłów Platformy Obywatelskiej, było zapewne motywowane tym, by nie wprowadzać kolejnej kontrowersyjnej i źle przyjmowanej przez społeczeństwo zmiany przed wyborami do parlamentu. Skrajne rozwiązania dotyczące wprowadzenia pigułki poronnej „Ella one” nawet dla nastoletnich dziewcząt i bez wiedzy ich rodziców, ratyfikacja konwencji przemocowej CAHVIO, czy uchwalenie najbardziej liberalnej w Europie ustawy o In vitro wcale nie przyczyniło się do poprawienia jej sytuacji w sondażach.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z tego, że to tylko odłożenie problemu w czasie. Wynika to między innymi z konsekwencji ratyfikowania konwencji przemocowej CAHVIO, która wymusza promowanie związków partnerskich. W jej art. 12.1 stwierdza się:

Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorach zachowań kobiet i mężczyzn, w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.

Natomiast w art. 14.1. przyjmuje się, że:

strony podejmują, w stosownych przypadkach, konieczne działania w celu uwzględnienia materiałów dydaktycznych na temat taki jak równość miedzy kobietami i mężczyznami, niestereotypowe role płci

Konwencja walczy więc ze stereotypowymi rolami, a takie realizowane są w małżeństwie kobiety i mężczyzny. Związki partnerskie są niestereotypowe i jako takie, są popierane przez konwencję.

Oczywiście nic już w tej mierze przed wyborami się nie zdarzy, ale konwencja obowiązuje i po wyborach nadejdzie czas jej realizacji. Jeśli nie zostanie wypowiedziana, jednym z jej efektów będzie wprowadzenie związków partnerskich jako relacji niestereotypowych chronionych przez konwencję, której celem jest demontaż rodziny.

 

 

 

4 grudnia 2016
wpolityce.pl

Cywilizacja singli

Statystyki europejskie pokazują, że coraz więcej gospodarstw domowych prowadzonych jest przez pojedyncze osoby. Niegdyś mówiliśmy o nich: „osoby samotne”, „starzy kawalerowie” czy „stare panny”. Dziś używamy terminu „singiel” i „singielka”. Brzmi bardziej przyjaźnie ale czy czasem nie zagłaskaliśmy jakiegoś problemu?

Do napisania tych kilku słów refleksji skłoniła mnie informacja medialna na temat inicjatywy „tygodnia modlitw o nowe małżeństwa”. To odpowiedź na cywilizację singli i duchowa walka z osamotnieniem. Jej autorzy – członkowie duszpasterstw osób samotnych, twierdzą, że jest to dobry sposób na przeciwstawienie się trendom europejskim, które wydają się wskazywać, że małżeństwo wychodzi z mody. Taki tydzień modlitw proponowany jest na początku adwentu, ale inicjatorzy sugerują, że powinno się o nowe rodziny modlić cały czas.

Nasunęło mi się pytanie: dlaczego, szczególnie w wysoko zurbanizowanych regionach Europy, coraz więcej osób nie decyduje się na małżeństwo? Czy chodzi o to, że mamy coraz więcej ludzi nieśmiałych, którzy nie potrafią zawierać i rozwijać znajomości? Chyba raczej nie. Hipoteza narastającej nieśmiałości wydaje nawet dosyć absurdalna, zwłaszcza w dobie Internetu. Podobnie nieprawdopodobne jest przypuszczenie, że głównym powodem trudności w znalezieniu życiowego partnera są zawyżone wymagania. Odnoszę wrażenie, że w rzeczywistości chodzi o coś zupełnie innego. Przypuszczam, że głównym powodem rezerwy wobec instytucji małżeństwa, rozumianego jako związek mężczyzny i kobiety „na dobre i na złe” jest… LĘK. Jaki lęk? Sprecyzujmy i napiszmy to wyraźnie: LĘK PRZED MIŁOŚCIĄ! Lęk, który dodatkowo jest silnie racjonalizowany to znaczy obudowywany różnorakimi argumentami praktycznego rozumu. Czego ów lęk dotyczy?

Kiedyś człowiek bał się samotności, dziś boi się nie-samotności, boi się relacji. Relacja wymaga ryzyka, stanowczej, konsekwentnej decyzji, samoograniczenia się. Przyjęcia na siebie współodpowiedzialności za los drugiego człowieka (a gdy pojawiają się dzieci to również za nie). Relacja oznacza głębokie dzielenie się własną intymnością psychiczną, fizyczną, dzielenie się codziennością. W pewnym sensie zatem jest czego się bać. Lęk współczesnego singla podszyty jest niewiarą w siebie – czy podołam? Związany jest również z przyzwyczajeniem do wygody.

Bywało, że ludzie wchodzili w związki aby uniknąć samotności. Dziś samotność została niejako „oswojona”. Relacje wirtualne realizowane za pośrednictwem portali społecznościowych, relacje przygodnego seksu bez zobowiązań określane z angielska friends with benefits, relacje zawodowe, media, używki – wszystko to mniej lub bardziej skutecznie znieczula na samotność. Pytanie brzmi: czy uodparniając się na samotność nie znieczulamy naszego człowieczeństwa. Przypominają się słowa z Księgi Rodzaju: „Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»” (Rdz2,18). Samotność w sposób naturalny woła o dopełnienie.

Oczywiście nie mam nic przeciwko wyborowi „pojedynczego” życia. Są niejednokrotnie powołania, misje czy zawody w których bycie singlem bardzo pomaga. Chodzi mi tylko o zwrócenie uwagi na swego rodzaju trend, przesuwający systematycznie pojęcie „normy” w stosunkach społecznych. Niegdyś normą było małżeństwo dziś bynajmniej w niektórych regionach Europy jest jakby odwrotnie. Mam nadzieję, że nie dojdziemy do czasów w których zawarcie związku byłoby uważane za bohaterstwo. Dlatego inicjatywa modlitwy o nowe rodziny jest jak najbardziej godna poparcia

 

7 lutego 2017, początek Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa
wpolityce.pl

Tydzień małżeństwa niezwykle cenną inicjatywą

W Polsce dzięki zaangażowaniu Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich przed nami już III edycja tego święta. Na jego program składa się z kilkadziesiąt wydarzeń o charakterze edukacyjnym, kulturalnym, rekreacyjnym i rozrywkowym.

Wydarzenia związane z Tygodniem Małżeństwa będą miały miejsce w Trójmieście, Warszawie, Zielonej Górze, Elblągu, Wejherowie, Chałupach, Jastarni, Kuźnicy, Chodzieży i Rumii. Dla fanów małżeństwa, organizatorzy przygotowali bardzo różnorodną porcję zabawy, świętowania i rozwoju w różnych obszarach. Gala Otwarcia Tygodnia Małżeństwa odbędzie się w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. W programie wieczoru przygotowano m.in. pełną humoru i drobiazgowych spostrzeżeń sztukę pt. „Sceny z życia małżeńskiego”.

Niezwykle ciekawie zapowiada się debata moderowana pt. Czy małżeństwo ma przyszłość? Ma ona dać odpowiedź na pytania: Jakie wzorce relacji, więzi międzyludzkich i budowania bliskości przetrwają? Czym jest w istocie małżeństwo i na czym polega kulturowa trwałość tej formy bycia we dwoje? Co możemy o tym powiedzieć w świetle osiągnięć psychologii i innych dyscyplin wiedzy o człowieku? Dyskutować będą: Magdalena Błażek, Aleksandra Bachórz, Marek Rymsza i Zbigniew Nosowski.

Organizatorzy Tygodnia Małżeństwa w różnych miejscach przewidzieli szereg atrakcyjnych wydarzeń. Są to m.in. warsztaty gdzie małżonkowie będą szukać odpowiedzi na pytania: Jak współgrać w obszarze mody, trendów żywieniowych i aktywności sportowej w związku małżeńskim. Jak stworzyć satysfakcjonujący związek małżeński i nauczyć się pokonywać bariery stojące na drodze do wzajemnej bliskości. Jak zorganizować randkę marzeń nawet po kilkunastu latach małżeństwa oraz jak mówić żeby usłyszał(a)? Jak mówić żeby zrozumiał(a)?

Tydzień Małżeństwa to nie tylko wykłady i warsztaty to również szeroka oferta spotkań w kawiarniach i restauracjach, a nawet noclegów z rabatem w hotelach i gościńcach. W Gdańsku zaplanowano np. poszukiwanie wspólnych smaków i odkrywanie radości wykonywania prostych czynności w kuchni we dwoje. Spotkanie odbędzie się pod okiem doświadczonego restauratora pod intrygującym tytułem „Seks zaczyna się w kuchni”. Dla tych, którzy od jedzenia bardziej ceną ruch zaproponowano pasjonującą przygodę w rytmach tanga. Wykład połączony z zajęciami praktycznymi poprowadzą tancerze ze szkoły Tango KI. Dzięki tym zajęciom będzie można dowiedzieć się: jak być mężczyzną, kobietą, parą w tangu; jak kształtują się nasze role w tańcu i w życiu; jak istotne jest znaczenie świadomości ciała, kontaktu, wzajemnego wsłuchiwania się w siebie; jak współpracować, a nie walczyć w związku.

Aby celebrować bliskość i wspólne chwile podczas święta małżeństwa przygotowano również propozycje w teatrach, galeriach, kinach, muzeach, bibliotekach a nawet basenach. Są propozycje dla tych co lubią grać w gry planszowe lub spędzać czas z kijkami Nordic Walking. Wystarczy zajrzeć na stronę www.tydzienmalzenstwa.pl, a przejrzyście poukładany program wydarzeń pozwoli na wybór wydarzeń pozwalających na ciekawe spędzenie czasu nawet dla bardzo doświadczonych par małżeńskich.

 

 

 

15 lutego 2017
niedziela.pl

Wsparcie socjalne nie wystarczy

W małżeństwach zagrożonych rozpadem rodzi się mniej dzieci, co wynika z oczywistej konstatacji, że niemały trud wychowania dziecka wymaga pracy obojga rodziców.

W 2016 r. polski rząd wprowadził rozwiązania socjalne i pomocowe na skalę bezprecedensową od 1989 r., czyli od odzyskania przez nas wolności. To nie tylko programy „Rodzina 500+” i „Mieszkanie+”, ale również podwyższenie płacy minimalnej i najniższych rent czy emerytur, a także możliwość korzystania z zasiłku pielęgnacyjnego przez oboje rodziców, gdy mają więcej niż jedno dziecko niepełnosprawne, oraz wiele innych rozwiązań.

Dzięki tym działaniom w krótkim czasie awansowaliśmy z ogona Europy na czwarte miejsce w zakresie wydatków na politykę rodzinną (w porównaniu z poziomem wsparcia rodzin z przeciętnym wynagrodzeniem w poszczególnych krajach). Jednym z deklarowanych celów tych programów jest stworzenie dogodnych warunków, aby przełamać niekorzystny trend demograficzny, który obecnie nie gwarantuje zastępowalności pokoleń.

Z pewnością jest jeszcze zbyt wcześnie, aby dokonać podsumowania i oceny, czy ten cel zostanie osiągnięty. Trzeba jednak pamiętać, że oprócz przyjmowania wsparcia socjalnego konieczne jest także spełnienie kilku kolejnych warunków, które znacząco wpływają na decyzję o powiększeniu rodziny. Zaliczam do nich m.in.: silne i trwałe małżeństwo oraz potrzebę bezpiecznej, pozbawionej większych konfliktów atmosfery społecznej, a także przekonanie, że przyjęte rozwiązania będą stabilne. Spełnienie tych warunków jest obecnie odległe od sytuacji optymalnej.

W rodzinach rozwiedzionych czy zagrożonych rozpadem rodzi się mniej dzieci, co wynika z oczywistej konstatacji, że niemały trud wychowania dziecka wymaga pracy obojga rodziców.

Osłabienie polskich małżeństw i rodzin

Najnowsze badania GUS jednoznacznie wskazują na dramatyczne osłabienie polskich rodzin, co najlepiej widać w przedziale czasowym 1980 – 2015. Jest to spadek liczby zawieranych małżeństw przy rosnącej liczbie orzekanych rozwodów i separacji oraz zwiększającej się liczbie dzieci rodzących się w związkach pozamałżeńskich. W 1980 r. zarejestrowano ponad 307 tys. małżeństw. Ich liczba z roku na rok systematycznie spada. W 2015 r. wyniosła 189 tys. Od 1980 r. systematycznie wzrasta liczba rozwodów – od 39 tys. do 67 tys. w 2015 r. Od 1980 r. wzrasta liczba dzieci pozamałżeńskich. 36 lat temu stanowiły one 4,8 proc. ogółu urodzonych dzieci, natomiast w 2015 r. urodziło się ich 24,6 proc. (wzrost o 500 proc.!).

Powyższe dane często są traktowane jako bezalternatywny trend naszej cywilizacji, na który mamy niewielki wpływ. W efekcie nie ma też wystarczającej dyskusji, jak tym zjawiskom przeciwdziałać. Rzadko np. mówi się o skutkach rozwodów zarówno dla dorosłych, jak i dla ich dzieci, kładzie się natomiast nacisk na to, aby rozwody przebiegały szybko, bez większych napięć i w miarę możliwości z uzgodnieniem stron. Zapomina się, że podstawowym prawem dziecka jest wychowanie przez oboje rodziców w stabilnej rodzinie. Tymczasem możliwe jest szersze upowszechnianie wiedzy o skutkach rozwodów w programach profilaktycznych takich instytucji, jak choćby pomoc społeczna, czy w programach szkolnych. W liberalnej Norwegii wprowadzono obowiązek zapoznawania rozwodzących się rodziców z tym, jakie będą skutki rozstania dla ich dzieci. Po wprowadzeniu tego rozwiązania liczba rozwodów spadła.

U dzieci rozwód ich rodziców powoduje regres w rozwoju fizycznym, intelektualnym i emocjonalnym. Poczucie beznadziejności, lęk i niepokój, brak poczucia sensu życia i wiary w przyszłość, poczucie winy, agresja i rozpacz pojawiają się u nich znacznie częściej niż u dzieci żyjących w stabilnych rodzinach. Rozwód często bardzo niekorzystnie wpływa także na sytuację ekonomiczną, na stan zdrowia; wywołuje poczucie osamotnienia i przegranej zarówno u rodziców, jak i u ich dzieci.

Kilkanaście lat temu pochopnie zlikwidowano w procedurze rozwodowej postępowania pojednawcze, które dawały szansę na ponowne przemyślenie decyzji przez skonfliktowanych małżonków. Obecnie warto rozważyć wprowadzenie obowiązkowej mediacji, jeżeli małżonkowie wnoszący o rozwód mają małoletnie dzieci. Obowiązek uczestniczenia w mediacji powinien poprzedzać złożenie wniosku o rozwód. Należy także wyeliminować możliwość orzeczenia rozwodu kilka miesięcy po zawarciu związku małżeńskiego, rozwijać poradnictwo rodzinne i propagować wzór trwałej rodziny.

Nie chodzi o sztuczne ograniczenie możliwości rozstania się skonfliktowanych małżonków, ale o wszelką pomoc w trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Przemawiają za tym także badania Gallupa, z których wynika, że większość rozwiedzionych po latach stwierdza, iż zrobili zbyt mało dla ratowania swojego pierwszego małżeństwa.

W polityce społecznej nie powinno się dyskryminować rodzin pełnych. Kilkanaście lat temu wprowadzono wysokie zasiłki tylko dla osób samotnie wychowujących dzieci. Efektem była fala rozwodów i separacji, dokonywanych w celu uzyskania tego uprawnienia. Obecnie tylko samotnie wychowujący dzieci mają możliwość wspólnego rozliczania podatków razem z dziećmi czy pierwszeństwo w przyjmowaniu do przedszkoli, co nierzadko zachęca do życia w konkubinacie, aby korzystać z tych preferencji.

Pozytywnym decyzjom prokreacyjnym nie sprzyjają też silne konfrontacje i podziały społeczeństwa, które burzą poczucie bezpieczeństwa. Bardzo istotna jest trwałość przyjętych rozwiązań promałżeńskich i prorodzinnych, co jest zaburzane przez niechęć do nich części opozycji. Rodzicom potrzebna jest pozytywna i wiarygodna perspektywa, że państwo będzie ich wspierać przez dłuższy okres, jaki jest potrzebny na doprowadzenie dziecka do dojrzałości.

Potrzebny program odbudowy trwałych małżeństw i rodzin

Obecnie bardzo potrzebne jest wypracowanie i wprowadzenie w życie rozwiązań wspierających trwałość rodzin opartych na małżeństwie. Podobnie jak niedawno w programie „Za życiem” przyjęto bardzo istotne rozwiązania wspierające kobiety w ciąży kryzysowej i ich rodziny. Zadania w tym zakresie to obowiązek nie tylko państwa i samorządów. Znaczącą rolę mogą i powinny tu odegrać Kościoły, media i organizacje pozarządowe.

Malejąca liczba zawieranych małżeństw i wysoka liczba udzielanych rozwodów silnie wpływają na trendy demograficzne. Jeśli tego nie zmienimy, zapewne trudno będzie uzyskać silny wzrost liczby rodzących się dzieci, co ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości polskiego społeczeństwa.

 

8 stycznia 2018
ekai.pl

Trzeba propagować trwałość małżeństwa

Co zrobić, by wzrost liczby zawieranych małżeństw i spadek liczby rozwodów oraz separacji uczynić trwałym trendem? Trzeba przede wszystkim wyraźnie propagować trwałość małżeństwa jako wartość w przekazie medialnym, działaniach samorządów i polityce społecznej państwa – uważa senator Antoni Szymański. Zastępca przewodniczącego senackiej Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej skomentował dla KAI dane GUS na temat wzrostu liczby zawieranych małżeństw, a spadku liczby rejestrowanych rozwodów w 2016 r.

Z informacji GUS-u za rok 2016 wynika, że w porównaniu z rokiem 2015, wzrosła w Polsce liczba zawieranych małżeństw, a spadła liczba rejestrowanych rozwodów. W 2015 r. ogółem Polacy zawarli 188 tys. 832 małżeństwa, a w roku 2016 było ich 193 tys. 455 (więcej o 4623). W 2015 r. miało miejsce 67 tys. 296 rozwodów, a rok później w 2016 było ich mniej niż w 2015 o 3400.

To dobre wiadomości z punktu widzenia najbardziej podstawowej wspólnoty, jaką jest związek kobiety i mężczyzny oparty na małżeństwie. Jednak ani wzrost liczby zawieranych małżeństw, ani spadek liczby rozwodów nie jest tak duży, by można było na podstawie tych danych wyciągać daleko idące wnioski. Tym bardziej, że przez wiele lat miał miejsce wyraźny trend: zmniejszenia liczby zawieranych małżeństw i wzrost liczby rozwodów. Dzisiaj pytanie brzmi: co zrobić, by wzrost liczby zawieranych małżeństw i spadek liczby rozwodów oraz separacji uczynić trwałym trendem? Byłoby to bardzo ważne dla samych małżeństw, ale także dla całego społeczeństwa, które jest silne siłą swoich rodzin.

Jest tu wiele do zrobienia. Po pierwsze trzeba wyraźnie propagować trwałość małżeństwa jako wartość w przekazie medialnym, działaniach samorządów i polityce społecznej państwa. Nie powinno być żadnych zachęt do samotnego wychowywania dzieci, tkwiących w rozwiązaniach socjalnych czy podatkowych (te zawierają np. możliwość rozliczania podatków z dzieckiem, ale tylko w przypadku rozwodu jego rodziców).

Od dawna różne środowiska słusznie postulują, by wstępem do postępowania rozwodowego w związkach, w których są małoletnie dzieci, obowiązkowe było uczestnictwo w mediacji. Warto też nawiązać do norweskich wzorów ukazania chcącym się rozwieść rodzicom, podczas specjalnych spotkań, skutków rozwodu dla ich dzieci. Doświadczenie wskazuje, że wielu z nich po uświadomieniu im, czym będzie ich rozstanie dla dzieci, rezygnuje z rozwodu.

Nie rozumiem, dlaczego budżet państwa, na który wszyscy się składamy dzisiaj dopłaca do rozwodów, bo stawkę za nie ustalono na niskim poziomie 300 zł od rozwodu na zgodny wniosek stron! Konieczne jest też rozwijanie poradnictwa małżeńskiego i rodzinnego tak, by skonfliktowani małżonkowie mogli otrzymać potrzebną pomoc. Są to rozwiązania niekosztowne i możliwe szybko do zastosowania – szkoda, że dotąd nie są zrealizowane.

Koniecznym jest zrobienie wszystkiego co możliwe, by spowodować trend na umocnienie małżeństwa. W roku ubiegłym urodziło się więcej dzieci niż w latach poprzednich – to cieszy. Ale jest mało prawdopodobne, by zwiększyła się liczba rodzących się dzieci, np. do poziomu zapewniającego zastępowalność pokoleń, tylko dzięki silnemu wsparciu socjalnemu. Dane pokazują, że w rodzinach samotne wychowujących dzieci jest ich przeciętnie tylko jedno. Trudno bowiem samotnemu rodzicowi wychować więcej dzieci. Zatem poprawienie trwałości małżeństw daje szanse na wzrost demograficzny. Jest ono też fundamentalnie ważne dla dzieci, które dla dobrego rozwoju i wychowania potrzebują oboje rodziców.

 

6 lutego 2018
niedziela.pl

Jestem żonaty, mam walentynki codziennie

Czy instytucja małżeństwa przeżywa kryzys? Sądząc po ilości rozwodów w Polsce, nie wygląda to najlepiej. Czy możemy coś zrobić, by przywrócić atrakcyjność małżeństwu?

„Jestem żonaty, mam walentynki codziennie”, „Jestem mężatką, mam walentynki codziennie” – tak głoszą napisy na koszulkach promowanych podczas Tygodnia Małżeństwa (www.tydzienmalzenstwa.pl). Doroczna inicjatywa Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich rozpoczyna się 7, a kończy 14 lutego. To znakomity sposób by przygotować się do walentynek. Statystyki podają, że ponad 70 proc. Polaków aprobuje święto zakochanych a ok. 60 proc. wręcza w tym czasie swoim bliskim prezenty. Polacy w tym dniu obdarowują najczęściej współmałżonków lub narzeczonych. To dobra okazja, by pozytywnie mówić o więzi małżeńskiej. Co można zaoferować małżeństwu oprócz koszulek?

Według organizatorów celem Tygodnia Małżeństwa jest propagowanie idei trwałej, bliskiej i satysfakcjonującej relacji małżeńskiej, która prowadzi do osobistego rozwoju i bardziej szczęśliwego, zdrowszego życia. Podkreślają, że w procesie budowania silnych więzi, bezcenne jest celebrowanie, docenianie i radosne spędzanie wspólnego czasu. Dlatego budują cykliczną tradycję swoistego „festiwalu małżeństwa”. Liczą, że w ten sposób uda im się zmotywować społeczeństwo, specjalistów, media i osoby publiczne do promowania znaczenia zdrowych i trwałych relacji małżeńskich.

Potrzeba takich działań jest ewidentna. Od lat osiemdziesiątych ub. wieku trwa stały trend zmniejszenia ilości zawieranych małżeństw i wzrostu liczby rozwodów. Występuje on z różnym nasileniem praktycznie we wszystkich krajach europejskiego kręgu kulturowego. W Polsce stosunek liczby zawieranych małżeństw do rozwodów wynosi 3:1. Oznacza to, że w danym roku na 3 zawierane małżeństwa przypada jeden rozwód. Co prawda ostatnie dane brzmią bardziej optymistycznie, bo w 2016 r. zawarto o 4623 więcej małżeństw i przeprowadzono o 3400 mniej rozwodów niż w roku 2015, jednak za wcześnie na prognozowanie zmiany trendu.

Skutki rozwodów są powszechnie znane, jednak zbyt łatwo o nich zapominamy. Najbardziej cierpią dzieci. W wyniku rozpadów małżeństw w ostatnich latach dziesiątki tysięcy dzieci rocznie pozostaje w niepełnych rodzinach, na ogół bez ojca. Narażone są na regres w rozwoju fizycznym, intelektualnym i emocjonalnym, gorzej się socjalizują. U dzieci rozwiedzionych rodziców, częściej niż u dzieci ze stabilnych rodzin, pojawia odczucie beznadziejności, lęku i niepokoju, występuje brak sensu życia i wiary w przyszłość. Nasila się poczucie winy, agresja i rozpacz. Dzieci częściej przejawiają postawę bierności, apatii, izolacji wobec rówieśników i dorosłych. Wśród trwałych skutków mogą wystąpić zaburzenia snu, moczenie nocne, nerwice dziecięce, nadpobudliwość psychoruchowa, brak łaknienia, jąkanie się, tiki. W sytuacjach konfliktowych dzieci z rodzin rozwiedzionych częściej bywają agresywne, buntownicze, nieufne, zamknięte w sobie, nieposłuszne, apatyczne.

Mimo ewidentnych szkód jakie wywołuje rozwód, coraz częściej i łatwiej się na niego decydujemy, dlaczego? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w przemianach, dokonujących się na wielu płaszczyznach. Badania pokazują, że rozstaniom małżonków sprzyjają takie czynniki jak urbanizacja (więcej rozwodów w dużych miastach), lęk przed dzietnością (dzieci jak wiadomo spajają związek), przemiany w stylu życia (obniżenie standardów moralnych, kult pracy, mało atrakcyjny obraz małżeństwa w mediach, łatwość nawiązywania pozamałżeńskich kontaktów przez Internet).

Istotną rolę w utrzymaniu trwałości małżeństwa odgrywa stosunek do religii. Badania pokazują, że w regionach w których obserwuje się większy szacunek do rodzinnych wartości i zachowuje tradycje religijne, rzadziej dochodzi do rozwodów. Niebagatelne znaczenie mają również aspekty prawne. W Polsce nadal zbyt łatwo i zbyt tanio można się rozwieźć. Ponadto istnieją ułatwienia i przywileje dla rodziców samotnie wychowujących dzieci, które niejednokrotnie dyskryminują rodziny pełne, szczególnie wielodzietne.

Biorąc pod uwagę fakt, że nie wszystkim czynnikom sprzyjającym rozpadowi rodzin da się od razu zaradzić, organizatorzy Tygodnia Małżeństwa skupiają się na aspektach społeczno-kulturowych i psychologicznych. Zachęcają do udziału w konferencjach, seminariach, debatach i warsztatach oraz różnorakich formach wspólnego, twórczego spędzenia czasu takich jak działania artystyczne, sportowe i psychoedukacyjne. Wydarzenia odbywają się w Warszawie, w Trójmieście, we Wrocławiu, Wejherowie, Jastarni, Rumii, Olsztynie, Elblągu, Chodzieży i Kuźnicy. Program dla małżeństw zapowiada się niezwykle bogato.

Szczególnie zachęcająco brzmią formy takie jak, warsztaty komunikacji, seminaria z duchowości, spotkania z autorami książek o małżeństwie, warsztaty na temat seksualności i płodności, małżeńskie spacery i nordic walking, warsztaty taneczne i kulinarne, projekcje filmowe, ćwiczenia komunikacyjne, panele i prezentacje na temat instytucji małżeństwa w różnych religiach, indywidualne konsultacje dla par u psychologów i seksuologów, „wieczory randkowe”, gry planszowe i terenowe oraz inne atrakcje.

Na jedną zasadniczą myśl, przyświecającą organizatorom tej inicjatywy chciałbym zwrócić uwagę. Wierzą oni, że pomimo przytoczonych przeze mnie statystyk i tragicznych trendów, małżeństwo jest nadal ATRAKCYJNYM i USZCZĘŚLIWIAJĄCYM związkiem. Obalają stereotypy i kreatywnie inspirują, podsuwając pomysły na pielęgnowanie więzi. Zamiast narzekać i biadolić nad kryzysem, wolą wypracowywać i upowszechniać ciekawe rozwiązania. Z całego serca kibicuję tym przedsięwzięciom i zachęcam, by na nowo zakochać się w swoim małżeństwie.

Modlitwa
Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają,
Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś
ewangeliczne przesłanie pokoju,
Ty, który – dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości –
zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci,
wysłuchaj naszej modlitwy:
W obliczu rozdarć i podziałów na świecie
daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu,
abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga.
Niech ożywiają nas miłość i zaufanie,
które pozwolą przezwyciężać życiowe przeszkody.
Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga,
który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna
i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.