Ludzie, idee, wspomnienia

14 sierpnia 2018
wpolityce.pl

Józef Czyżewski – pomorski bohater naszej niepodległości

W tym roku Polska obchodzi jubileusz stulecia odzyskania niepodległości. Nie byłaby ona możliwa, gdy-by nie lokalni bohaterowie działający na rzecz odzyskania tejże niepodległości. Chciałbym w niniejszym oświadczeniu wspomnieć postać Józefa Czyżewskiego – Polaka, gdańszczanina, który niewątpliwie dokonał wiele na rzecz prowadzenia akcji oświatowej i patriotycznej wśród zamieszkujących w Gdańsku Polaków.

Był polskim wydawcą, drukarzem, ale przede wszystkim aktywnym działaczem narodowym w Gdańsku. Wykorzystując swoją działalność i rozwożąc własne wyroby po całym terytorium Pomorza, prowadził jednocześnie działalność narodową – nawiązywał kontakty, sprzedawał polskie gazety i książki. Był wydawcą „Kuriera Gdańskiego” (od 1884), który ukazywał się 3 razy w tygodniu. Jego następcą był ,,Tygodnik Gdań-ski” (od 1885). Dodatkiem do tych pism była ,,Gazeta Świąteczna”. W 1891 r. Czyżewski był współzałożycielem ,,Gazety Gdańskiej”. Już w końcu XIX w. gazeta zyskała sporą popularność i stała się najpoczytniejszym polskojęzycznym czasopismem w północnej części Prus Zachodnich. Poruszała przede wszystkim te-maty związane z polskim odrodzeniem narodowym na ziemiach dawnego zaboru pruskiego, znacznie mniej miejsca poświęcając problematyce społecznej. Łączność z czytelnikami zapewniała redakcji sieć agencji rozsianych po całym regionie, zajmujących się zarówno kolportażem, jak i nadsyłaniem tematów i materia-łów. Józef Czyżewski w 1908 r. przez pewien czas drukował pismo ,,Gryf” wydawane przez Aleksandra Majkowskiego, kaszubskiego pisarza i założyciela ruchu młodokaszubskiego.

Józef Czyżewski wraz z rodziną prowadził nowoczesną drukarnię, hurtownię papieru i toreb papierowych, wydawał też gazetę „Kurier Polski” wraz z dodatkiem „Pomorze”. Warto wspomnieć, że drukarnię podporządkował realizacji celów narodowych. Jego wszyscy synowie i córki pracowali w drukarni. Jego córka Maria Czyżewska-Lniska była pierwszą kobietą mistrzynią drukarstwa w Europie. Syn Mieczysław, który po Józefie przejął wydawnictwo i drukarnię, został zamordowany w Wielki Piątek 22 marca 1940 r. w lesie przy niemieckim obozie koncentracyjnym KL Stutthof.

Czyżewski był jednym z głównych animatorów polskiego życia w Gdańsku i na Pomorzu Wschodnim na przełomie XIX i XX w. W 1884 r. zainicjował on powstanie Towarzystwa Ludowego „Jedność”, mającego prowadzić działalność oświatową i patriotyczną wśród Polaków zamieszkujących w Gdańsku. W 1904 r. towarzystwo przekształciło się w Związek Polskich Towarzystw Ludowych. Dwa lata później współuczestniczył w powstaniu w Gdańsku Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, organizacji związkowej – centrali polskich związków zawodowych. Zjednoczenie Zawodowe Polskie promowało rozwój spółdzielczości, a od połowy lat 30. korporacjonizm, głównie rzemieślniczy.

W latach 1918–1920, kiedy powstawała niepodległa Polska, Józef Czyżewski włączył się w akcję agitacyjną na terenie Pomorza Gdańskiego, jeżdżąc po okolicznych wioskach i nawołując do walki w imię obrony polskich interesów narodowych. Brał też czynny udział w ochotniczej akcji werbunkowej Polaków gdańskich do armii polskiej, w wyniku której zgłosiło się ok. 500 osób z Gdańska i okolic. Przy ul. Kotwiczników 6 w Gdańsku, gdzie mieściła się drukarnia Czyżewskich, koncentrował się gdański ruch niepodległościowy i sztab gdańskiego oddziału powstańczego wchodzącego w skład Organizacji Wojskowej Pomorza. Pod drukarnią znajdowały się magazyny broni powstańczej. Józef Czyżewski przeznaczył także swoje środki finansowe, złoto na zakup tej broni. Przygotowywane powstanie zbrojne miało być połączone z przyjazdem gen. Hallera do Gdańska, a jego celem – rozbrojenie pruskiej załogi i opanowanie miasta. Plan ten nie uzyskał jednak aprobaty.

W grudniu 1918 drukarnia Czyżewskich została napadnięta i zniszczona przez bojówkę niemiecką ze Stahlheimu, która wydała tajny wyrok na rodzinę Czyżewskich. Obrabowano także dom i sklep, poturbowano personel i usiłowano zamordować całą rodzinę, która cudem ocalała. Mimo tego rodzina Czyżewskich nie załamała się. Odbudowała w ciągu 6 miesięcy drukarnię i przystąpiła na nowo do pracy, a Józef Czyżewski działał nadal aktywnie w polskim ruchu narodowym, wszedł w skład Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu oraz polskiej Rady Ludowej w Gdańsku. W kwietniu 1919 r. na zjeździe w Gdańsku zakładał Polskie Stronnictwo Ludowe – Pomorze. Po utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska należał do założycieli i czołowych działaczy Gminy Polskiej oraz Macierzy Szkolnej. W 1928 r. został honorowym prezesem Gminy Polskiej.

Od władz polskich otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Medal Niepodległości oraz order papieski „Pro Ecclesia et Pontifice” nadany mu przez biskupa gdańskiego Edwarda O’Rourke. Józef Czyżewski był osobą zasłużoną i szanowaną przez najważniejsze gremia i osoby w II RP. O sprawach Polaków na

Pomorzu, germanizacji w okresie zaborów osobiście rozmawiał m.in. z marszałkiem Józefem Piłsudskim i prezydentem RP Ignacym Mościckim w Belwederze.

Pogrzeb Józefa Czyżewskiego w październiku 1935 r. na cmentarzu św. Mikołaja we Wrzeszczu stał się największą manifestacją patriotyczną Polaków przed wybuchem II wojny światowej. Dziś jego prochy spoczywają na gdańskim Cmentarzu Centralnym „Srebrzysko”.

W roku jubileuszu odzyskania niepodległości Polski warto przypominać o postaciach, które do odzyskania wolności ojczyzny się przyczyniły, a postać Józefa Czyżewskiego do nich niewątpliwie należy.

2 czerwca 2002
niedziela.pl

Przypadek profesora Chazana

Przygotowania do frontalnego ataku w celu wprowadzenia w Polsce swobody zabijania poczętych dzieci są zakrojone na szeroką skalę. Upowszechniane są nieprawdziwe informacje na temat rzekomej nieskuteczności obowiązującej ustawy, podejmowane są także inne działania.

Wiosną br. znajdujące się w bardzo trudnej sytuacji bytowej kobiety spodziewające się dziecka, pozbawiono niewielkiej pomocy materialnej, którą w ubiegłych latach otrzymywały. Zaraz po tej decyzji pojawiły się cyniczne głosy, że jeśli brakuje pieniędzy na pomoc dla kobiet w ciąży, trzeba im umożliwić zabicie swojego dziecka z tzw. względów socjalnych. Jednocześnie stopniowo, aby nie spowodować masowego protestu społecznego, wprowadza się niekorzystne zmiany w zakresie przedmiotu „Przygotowanie do życia w rodzinie” w kierunku demoralizującej edukacji seksualnej. Podejmowane są także kolejne próby, aby niszczyć autorytet tych ludzi, którzy wykazali wiele zaangażowania w trosce o zdrowie kobiet w ciąży i ich poczętych dzieci.

Niedawno byliśmy świadkami zmasowanej kampanii przeciw dwóm lekarzom z Łomży, którzy odmówili kobiecie skierowania na aborcję. Wiele wskazuje na to, że podobne są przyczyny działań przeciwko prof. dr. hab. Bogdanowi Chazanowi. Objął on stanowisko konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii 1 czerwca 1998 r. W uznaniu, iż rolę tę spełniał prawidłowo, minister zdrowia Grzegorz Opala powołał go na drugą kadencję w maju 2001 r. Decyzja ta spotkała się z zadowoleniem środowisk prorodzinnych, uznających zasługi Profesora, ale jednocześnie stała się też powodem protestów i ataków ze strony organizacji skrajnie feministycznych.

Nowy minister zdrowia – Mariusz Łapiński nie pozwolił jednak na realizowanie dzieła prof. Chazana i podpisał jego odwołanie 24 października ub. r., zaledwie dwa dni po rozpoczęciu swojego urzędowania. Była to jedna z pierwszych decyzji nowego ministra. Może czuł się zobowiązany wobec organizacji feministycznych, które od dawna domagały się odwołania prof. Chazana. Wkrótce pod wpływem wypowiedzi „oburzonych feministek” minister zajął się sprawą Krajowego Zespołu Promocji Metod Naturalnego Planowania Rodziny, którego członkiem jest prof. Chazan. Zespół ten istnieje od wielu lat, ale obecny minister zdrowia był zdania, że bardziej uzasadnione byłoby powołanie Zespołu ds. Promocji Antykoncepcji.

Nie koniec na tym, 8 kwietnia br. dyrektor Instytutu Matki i Dziecka podjął decyzję o zawieszeniu prof. Chazana w pełnieniu funkcji kierownika Kliniki Położnictwa i Ginekologii na podstawie skarg dwóch lekarzy, złożonych tego samego dnia. O swojej decyzji dyrektor natychmiast powiadomił Gazetę Wyborczą, która już niejednokrotnie publikowała „zjadliwe” wypowiedzi feministek na temat Profesora. Informacja została przekazana czytelnikom. W rezultacie jednak jakichś niedomówień, a może zamierzonej dezinformacji, „poszło” w Polskę, że prof. Chazan odmówił wykonania aborcji pacjentce, u której nienarodzonego dziecka stwierdzono poważny niedorozwój płuc, co było jednoznaczne z niemożnością utrzymania go przy życiu po urodzeniu.

Tymczasem sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Prof. Chazan uszanował wolę matki, która pragnęła donosić swoje chore dziecko i urodzić je, zapewniając mu godne przyjście na świat, jak najmniej je narażając. Dziecko zmarło kilka godzin po urodzeniu się. Pacjentka stwierdziła, że jest wdzięczna prof. Chazanowi, „że ułatwił jej walkę o życie jej synka, nawet kosztem wyrzeczeń”, za to, że dzięki wybranej metodzie porodu „jej synek przeżył po urodzeniu trzy godziny, a tata i dziadek mogli być świadkami jego krótkiego życia”. To, za co dziękowała matka, dwóch lekarzy, którzy napisali skargę na prof. Chazana, oceniło jako działanie nieprawidłowe.

Inni lekarze Kliniki Położnictwa i Ginekologii oraz Kliniki Neonatologii stanęli po stronie zawieszonego kierownika i podpisali list do dyrektora w jego obronie. Napisali w nim, że „prof. Chazan, wieloletni nauczyciel i wychowawca, cieszy się ich zaufaniem i poparciem”, że „jest dla nich wzorem i przykładem głębokiego zaangażowania w działalność kliniczną i naukową, dbałości o rozwój i stałe podnoszenie kwalifikacji lekarzy oraz głębokiej troski o dobro pacjenta”. Również większość członków Rady Naukowej Instytutu na posiedzeniu w dniu 16 kwietnia br. wyraziła dezaprobatę dla postępowania dyrektora Instytutu wobec prof. Chazana. Zaproponowano, by wycofał swoją decyzję, ale odmówił. O tych faktach nie powiadomiono już niestety mediów.

Nie koniec na tym, już następnego dnia (17 kwietnia) w Gazecie Wyborczej i Trybunie ukazały się artykuły, których autorzy, powołując się na słowa zastępcy dyrektora Instytutu, informowali, że Komisja Ekspertów, którą dyrektor powołał, wypowiedziała się negatywnie na temat funkcjonowania Kliniki, którą kierował prof. Chazan i uznała decyzję o zawieszeniu za uzasadnioną. Nie było to jednak zgodne z prawdą. Dlaczego w ten sposób informowano prasę? Czy nie chodziło o to, by podważyć zaufanie wobec Profesora?

Szkoda, że nie przekazano do prasy opinii członków Rady Naukowej i nie sprecyzowano zarzutów, na podstawie których prof. Chazan został zawieszony. Sprawa żyje swoim życiem i mało kto zastanawia się nad prawdziwością publikowanych opinii. Skoro podaje się je w Gazecie Wyborczej, a to samo publikuje Trybuna, to trudno, by czytelnik miał wątpliwości.

Po tym wszystkim, kilka tygodni temu, prof. Chazanowi oznajmiono, że Ogólnopolskim Programem Optymalizacji Opieki Okołoporodowej, którym dotąd koordynował, zajmie się ktoś inny. Czy to oznacza, że „serial” ma trwać nadal, że przygotowywane są kolejne „odcinki”? Że dla myślących samodzielnie, ale nie będących „”po linii” i „na bazie”, nie będzie miejsca w instytutach naukowo-badawczych Ministerstwa Zdrowia?

Tak oto oczyszcza się przedpole, posługując się metodami, które trudno uznać za przyzwoite. Używając donosów i pomówień, zmierza się do ostatecznego celu, którym jest liberalizacja prawa w dziedzinie określanej przez jego zwolenników jako „zdrowie reprodukcyjne i seksualne” . Niewygodnych ludzi, którzy publicznie wypowiadają swoje zdanie na temat praw poczętego dziecka, aborcji, metod planowania rodziny, konsekwentnie się niszczy. Niszczy się też zespoły lekarskie. Klinika prof. Chazana i on sam są wielokrotnymi laureatami różnych nagród i wyróżnień. Klinika została zaliczona do najlepszych oddziałów w Polsce. Kontynuowano tutaj dorobek i styl pracy klinicznej i naukowej prof. Michała Troszyńskiego.

Niszcząc szefa, niszczy się też zespół, wypracowane przez lata zasady podejścia do kobiety ciężarnej i rodzącej. Wszystko to rykoszetem niekorzystnie odbija się na pacjentkach, na zdrowiu matek i dzieci. Pozostaje na koniec pytanie, czy zło jeszcze raz zatriumfuje, bo przyzwoici ludzie w służbie zdrowia, a także w mediach, będą tylko życzliwie i cicho przyglądać się temu zmaganiu, ale nie podejmą żadnych działań? Jak zachowają się w tej sytuacji stowarzyszenia lekarzy i ich organizacje zawodowe, czy uznają, że tak już musi być?

9 czerwca 2004
niedziela.pl

List do Nancy

Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, zrzeszająca 130 organizacji prorodzinnych, z żalem przyjęła wiadomość o śmierci byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ronalda Reagana. Obrońcy życia w Polsce bardzo ciepło wspominają jego postawę szacunku wobec życia człowieka od poczęcia. Federacja przesłała list do Pani Nancy Reagan, wdowy po Prezydencie.

Wielce Szanowna Pani Nancy Reagan za pośrednictwem Christophera Hilla Ambasadora USA w Warszawie!

Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, zrzeszająca 130 organizacji prorodzinnych z całej Polski, z ogromną wdzięcznością wspomina Pani Męża Ronalda Reagana, Wybitnego Polityka, Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nigdy nie zapomnimy Jego roli i determinacji w obronie podstawowych praw człowieka, pokoju i demokracji. Jego zdolność do wskazywania narodowi amerykańskiemu i światu dobrych celów, poparcie naszego kraju w walce o wolność i rola w wyzwoleniu z jarzma komunizmu budzą nasz głęboki szacunek.

Nie zapomnimy, że Pani Mąż zdecydowanie opowiadał się za poszanowaniem prawa do życia każdego człowieka od chwili jego poczęcia. Ta postawa wpłynęła znacząco na wielu ludzi w Polsce i przyczyniła się do głębokiej zmiany w naszym społeczeństwie, dotyczącej poszanowania życia ludzkiego od jego początku. W naszych sercach pozostaną Jego słowa:

Abraham Lincoln uważał, że nie moglibyśmy przetrwać jako wolny kraj, gdyby jedni ludzie mogli decydować, że inni nie dorastają do wolności i dlatego powinni być niewolnikami. Podobnie my nie możemy przetrwać jako wolny naród, gdy jedni ludzie mogą decydować, iż inni nie dorastają do tego, aby żyć, i dlatego powinni być zabici przed narodzeniem lub nawet tuż po urodzeniu. Moja administracja oddana jest sprawie zachowania Ameryki jako wolnego kraju, a nie ma kwestii ważniejszej w tym aspekcie niż potwierdzenie prawa do życia wszystkich istot ludzkich, prawa, bez którego wszelkie inne prawa nie mają żadnego znaczenia.

Z wyrazami głębokiego szacunku

Za Zarząd Federacji Życia:

Paweł Wosicki, Ewa Kowalewska, Antoni Szymański, Antoni Zięba, Anna Dyndul

5 maja 2016
wpolityce.pl

Wspomnienie o arcybiskupie Tadeuszu Gocłowskim

Wczoraj w wieku 84 lat zmarł Ks. Abp Tadeuszu Gocłowski. Miałem z Nim szczęście współpracować na niwie spraw społecznych. Zawsze był bardzo zaangażowany w tematykę rodzinną. Bliska mu była ochrona życia ludzkiego od poczęcia.

Nigdy nie odmówił rozmowy w tych sprawach, czasem prosił o przygotowanie materiałów na piśmie. Wiele z poruszanych kwestii przenosił na posiedzenia Konferencji Episkopatu Polski czy Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski. Wielu inicjatywom patronował, jak choćby powołaniu nagrody Pro Ecclesia et Populo, przyznawanej świeckim za zaangażowanie w życie Kościoła i społeczeństwa czy konferencjom dot. problematyki społecznej. Niejednokrotnie prowadził procesje w ochronie życia w Święto Młodzianków Męczenników. Opowiadał kiedyś, jak przekonywał Premiera Leszka Millera, najwyraźniej skutecznie, aby nie liberalizował ustawy o ochronie życia.

Dobrze wspominam ranne spotkania, na jakie zapraszał w Wielką Sobotę grono polityków i liderów związków zawodowych w okresie rządów Akcji Wyborczej Solidarność. Były one okazją do szczerej rozmowy o polskich problemach, w tym regionalnych. Rozmów prawdziwie otwartych na różne punkty widzenia, prowadzonych z troską o dobro wspólne.

Jego życzliwość, umiejętność słuchania, gotowość wsparcia i doradzenia w niełatwych często dylematach zawsze pozostaną w mojej pamięci.

3 czerwca 2017
ekai.pl

Senatorowie uczcili Profesora Fijałkowskiego

Z okazji przypadającej 4 czerwca 100. rocznicy urodzin prof. Włodzimierza Fijałkowskiego, złożyłem w Senacie w imieniu 28 senatorów RP oświadczenie upamiętniające wybitnego lekarza. Prof. Fijałkowski był społecznikiem, humanistą i wybitnym patriotą, a także obrońcą ludzkiego życia i rodziny. Zmarł w 2003 roku.

Senatorowie RP w odczytanym dokumencie zwracają uwagę, że prof. Fijałkowski był wzorem osobowym dla młodych pokoleń, nie tylko związanych profesjonalnie z medycyną. – Jako senatorowie Rzeczypospolitej Polskiej pragniemy wyrazić nasz najgłębszy szacunek za Jego wybitne dokonania – czytamy w oświadczeniu.

Prof. dr hab. med. Włodzimierz Fijałkowski urodził się 4 czerwca 1917 r., w Bobrownikach nad Wisłą, zmarł 15 lutego 2003 r. w Łodzi. Ukończył liceum klasyczne w Rypinie. Od 1935 r. studiował medycynę na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego jako elew Szkoły Podchorążych.

Brał udział w kampanii wrześniowej. Następnie pracował w szpitalu dla jeńców wojennych w Warszawie i od 1940 r. w ośrodku zdrowia w Klimontowie Sandomierskim, kontynuując studia w tajnym nauczaniu w Warszawie. W 1943 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu w Radomiu, następnie w obozie Auschwitz-Birkenau i w obozach w Wirtembergii. Od 1945 r. służył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, kończąc studia medyczne jako podporucznik na Polskim Wydziale Lekarskim Uniwersytetu w Edynburgu.

W 1946 r. wrócił do Polski. Otrzymał dyplom lekarski na Uniwersytecie Warszawskim i pracował jako lekarz w szpitalach w Gdańsku, Wrocławiu, Bystrzycy Kłodzkiej, a od 1955 r. w Łodzi. W 1949 obronił doktorat z dziedziny położnictwa. Dramatyczne doświadczenia wojenne stanowiły głęboką inspirację dla późniejszej niestrudzonej obrony życia ludzkiego przez Profesora jako lekarza – ginekologa i położnika.

W 1956 r, gdy weszła w życie „Ustawa o dopuszczalności przerywania ciąży”, pracując jako lekarz w klinice i w przychodni, pisemnie uzasadniał swoją odmowę skierowania kobiety na aborcję: „jako człowiek – odmawiam”. Za tę postawę został usunięty z pracy w przychodni i szykanowany. W 1966 r., obronił habilitację, ale wniosek o tytuł docenta na AM został odrzucony z powodu postawy sprzeciwu wobec aborcji.

W 1974 r. zwolniono go z Akademii Medycznej za odmowę wykonywania aborcji oraz „nie wychowywanie młodzieży w duchu socjalistycznym”. W czasie „Solidarności” w 1981 r. przeproszono Profesora za nieuzasadnione względami merytorycznymi zwolnienie i przywrócono go do pracy, ale w 1982 r. ponownie wstrzymano decyzję o pracy, a w 1992 r. gdy był już na emeryturze Akademia Medyczna w Łodzi nadała mu tytuł naukowy profesora medycyny.

Prof. med. W. Fijałkowski był wybitnym lekarzem ginekologiem i położnikiem, autorem ponad 20 książek oraz kilkuset artykułów naukowych i popularno-naukowych z dziedziny medycyny, ekologii prokreacji i problematyki rodzinnej. Był mistrzem pióra i słowa. Jego wykłady, prelekcje, publikacje cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Większość książek miała kilka wznowień pomimo dużego nakładu (np. 200 tys. egz.). Około 40 lat współpracował z jedynym czasopismem skierowanym do matek „Twoje Dziecko”, pisał do niego artykuły, prowadził rubrykę „Ginekolog radzi”.

Był twórcą pierwszej szkoły rodzenia w Polsce, opracował Polski Model Szkoły Rodzenia i wdrożył go na terenie całego kraju, szkoląc przez kilkadziesiąt lat bardzo liczną kadrę profesjonalistów. Jemu zawdzięczamy przeniesienie na teren Polski idei psychoprofilaktyki porodowej oraz wdrożenie jej w opiece pre- i perinatalnej, np. system „matka z dzieckiem” po porodzie (rooming in).

Dzięki inicjatywie Profesora odbyły się pierwsze porody szpitalne z udziałem ojca (1983 r.) i upowszechniła się praktyka porodów naturalnych oraz rodzinnych. Profesor opracował naukowe podstawy rodzicielstwa zgodnego z naturą, ekologii prokreacji (jest autorem 12 punktowego tzw. „Scalonego Programu Prokreacji Ekologicznej”), naturalnego planowania rodziny i naturalnego karmienia niemowląt. W swoich publikacjach oraz wykładach propagował profilaktykę prekoncepcyjną oraz nowy model rodziny oparty na tzw. zharmonizowanym dwurodzicielstwie. Podejmował zagadnienia zdrowia publicznego, m.in. znaczenia stylu życia wolnego od nałogów i uzależnień. Był prekursorem rozwoju psychologii prenatalnej z Polsce, ukazując piękno życia dziecka przed urodzeniem.

Profesor należał do wielu towarzystw naukowych w Polsce i za granicą, pełniąc w nich liczne funkcje. W uznaniu jego wkładu w promowanie humanistycznych wartości na terenie medycyny został powołany na członka Papieskiej Akademii Pro Vita, Stowarzyszenia Rycerskiego Orderu Jasnogórskiej Bogarodzicy i Rady Naukowej Instytutu Jana Pawła II w KUL.

Otrzymał wiele odznaczeń, nagród i wyróżnień, m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Komandorski św. Grzegorza Wielkiego z Gwiazdą, Odznakę Żołnierzy Armii Krajowej, Medal Pro Ecclesia et Pontifice, Medal Prymasowski „Ecclesiae populoque servitium praestanti”, odznaczenie „Za zasługi dla miasta Łodzi”, Nagrodę Towarzystwa Naukowego KUL im. Ks. Idziego Radziszewskiego. Łączył wysoki profesjonalizm zawodowy z głębokim etosem człowieka i uczonego. Obok twórczości naukowej angażował się w rozległą działalność organizacyjno-społeczną. Był troskliwym mężem i ojcem czwórki dzieci. Przez kilkadziesiąt lat był zaangażowanym członkiem Ruchu Focolare.

Papież Jan Paweł II bardzo cenił Profesora, czytał jego publikacje, na uroczystość pogrzebową wystosował list, w którym wyrażał wdzięczność Bogu za życie i dzieło Profesora. W czasie przemówień pogrzebowych prof. W. Fijałkowski został określony m.in. jako „człowiek niezłomny”, „prorok naszych czasów”, „człowiek epoki”, „człowiek, który wyprzedził epokę”, „człowiek nie z tej ziemi”, „wzór wielkiego człowieka, chrześcijanina, lekarza i Polaka”. Po śmierci Profesora zostało już zorganizowanych wiele konferencji naukowych i spotkań poświęconych jego życiu, działalności i dorobkowi. W kilku miastach Polski jego imieniem zostały nazwane ulice, szkoły rodzenia, poradnie.

Całą jego twórczość cechuje głęboki humanizm, przeniknięty wartościami chrześcijańskimi. Wartości te inspirowały działanie Profesora, kreowały jego postawy życiowe i stanowiły przedmiot szczególnej troski o to, aby je wpisać w świadomość społeczeństwa polskiego. Zasługi Profesora w tym zakresie są istotne i jednoznaczne. Był wielkim Polakiem, lekarzem, humanistą, uczonym, społecznikiem, chrześcijaninem i człowiekiem, wzorem osobowym dla młodych pokoleń, nie tylko związanych profesjonalnie z medycyną.

12 czerwca 2017
niedziela.pl

Z sercem przy Polsce

Wyliczając nazwiska Polaków, którzy po zakończeniu II Wojny Światowej wywarli największy wpływ na losy globalnej polityki, nie sposób pominąć Profesora Zbigniewa Brzezińskiego. Pogrzeb świętej pamięci Profesora miał miejsce 9 czerwca 2017 r. w Waszyngtonie.

1 czerwca 2017 r. Senat RP podjął uchwałę w sprawie uznania zasług prof. Zbigniewa Brzezińskiego dla państwa polskiego. Podczas debaty nad tą uchwałą senator Anna Maria Anders apelowała byśmy brali przykład z Profesora Brzezińskiego i starali się polepszać, a nie pogarszać wizerunek Polski na świecie, a do Polonii w USA zaapelowała by angażowała się w politykę amerykańską.

Profesor Brzeziński zmarł 28 maja 2017 r., dożywszy 89 lat życia. To piękny wiek, lecz dla bliskich zawsze będzie on zbyt krótki. Jego córka Mika Brzeziński (dziennikarka telewizyjna MSNBC) tak napisała po jego śmierci na jednym z portali społecznościowych: Mój ojciec odszedł spokojnie dzisiejszej nocy. Przyjaciele znali go jako Zbiga, wnuczki i wnukowie nazywali go Szefem, był nieprzemijającą miłością całego życia swojej żony. Znałam go jako najbardziej inspirującego, kochającego i oddanego ojca, jakiego może mieć córka. Kocham Cię Tato.

Jeden z najbardziej wpływowych politologów i strategów polityki zagranicznej USA urodził się w Warszawie 28 marca 1928 r. Syn dyplomaty – konsula RP w Kanadzie, w tymże kraju odbył swoją edukację, zaś pracę doktorską na temat totalitaryzmu sowieckiego obronił już na Harvardzie. Od 1958 r. obywatel USA, wykładowca czołowych uniwersytetów w tym kraju, od początku był zwolennikiem zdecydowanego kursu politycznego wobec ZSRR. Projekty polityczne połączyły go z Jimmym Carterem, który po uzyskaniu urzędu prezydenta USA, mianował Brzezińskiego swoim doradcą do spraw bezpieczeństwa. Jest to najwyższa do tej pory funkcja jaką Polak sprawował w rządzie Stanów Zjednoczonych. Brzeziński wykorzystał ją dla konsekwentnego forsowania walki o prawa człowieka w bloku wschodnim. W czasie zimnej wojny przyczynił się do upadku komunizmu w Europie Wschodniej.

Po zakończeniu pracy w rządzie, działał jako ekspert waszyngtońskiego Ośrodka Studiów Strategicznych i Międzynarodowych. Silnie obecny wśród amerykańskiej Polonii jako członek zarządów m.in. Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku i Fundacji Kościuszkowskiej. Przez Polaków został odznaczony Orderem Orła Białego, a Amerykanie przyznali mu Medal Wolności – oba te odznaczenia są najwyższymi w tych krajach.

Warto wspomnieć, że duch patriotyzmu i wolności przenikał „od zawsze” dom Zbigniewa Brzezińskiego. Jego żona artystka rzeźbiarka Emilia Benesz jest stryjeczną wnuczką byłego prezydenta Czechosłowacji Edwarda Benesza. Starszy syn Ian jest uznanym ekspertem militarnym, a w przeszłości był doradcą ministra obrony USA Dana Rumsfelda. Młodszy Marc to dyplomata. Wspomniana córka Mika pracuje jako dziennikarka jednej z największych sieci telewizyjnych w USA. Choćby wymienienie tych ról w zestawieniu z własnym dygnitarskim pochodzeniem Profesora, wzbudza szacunek. Daje obraz rodziny, która potrafi przekazać formację ludzką i obywatelską na najwyższym poziomie. Potwierdza tezę, że to rodzina właśnie jest najbardziej naturalnym i efektywnym środowiskiem umożliwiającym rozwój ludzkiego potencjału.

Pożegnanie Profesora w Waszyngtonie rozpoczęła Msza św. żałobna w katolickiej katedrze św. Mateusza Apostoła. Jest to miejsce wielu historycznych wydarzeń. W roku 1963 celebrowano tam Mszę św. żałobną po śmierci prezydenta J. F. Kennedy’ego, zaś w 1979 r. odprawiał w tej katedrze papież Jan Paweł II.

Po nabożeństwie nastąpiło spotkanie w pobliskiej siedzibie Ośrodka Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, poświęcone wspominaniu dorobku Zbigniewa Brzezińskiego. Obie uroczystości miały charakter osobisty. Jest w tym jakieś dostojne piękno i szacunek dla człowieka, który mimo, że poprzez swoją publiczną pracę, był niejako „własnością wszystkich”, w obliczu odejścia do lepszego świata, zachowuje intymność, szanuje się jego prywatność.

Zbigniew Brzeziński mawiał, że jest Amerykaninem, którego serce pozostało przy Polsce. Sądzę, że jeśli ktoś docenia takich patriotów, to uczyni dobrze jeśli wspomni z wdzięcznością Pana Profesora.

19 czerwca 2017
wpolityce.pl

Geniusz miłosierdzia

Kościół Katolicki w piątek 17-go czerwca obchodził wspomnienie liturgiczne Adama Chmielowskiego – brata Alberta. Obecny rok 2017 jest w naszym kraju poświęcony upamiętnieniu i popularyzacji tej niezwykłej postaci. Jest ona mi bliska z wielu powodów.

W czasie, gdy codzienność skłania wielu do kwestionowania jakichkolwiek autorytetów, poszukujemy inspiracji w postaciach historycznych. Niewątpliwie brat Albert jest jedną z najbardziej świetlanych sylwetek w historii sztuki, w dziejach polskiego patriotyzmu oraz aktywności społecznej i duchowości. Jego życie jest zaprzeczeniem rutyny i przeciętności. Stanowi jedno wielkie poszukiwanie własnej misji i miejsca w świecie. Poszukiwanie zakończone sukcesem, mierzonym w duchowych i humanistycznych kategoriach. Świadczą o tym fakty z życiorysu, które pozwolę sobie przypomnieć.

W wieku 17 lat w 1863 roku przystąpił do powstania styczniowego. Dwukrotnie znajdował się w niewoli, odniósł ciężką ranę w wyniku której stracił nogę. Wraz z rozpoczęciem studiów w Paryżu, przebywając w innych emigracyjnych ośrodkach, uaktywnił i rozwinął swoje talenty malarskie. Mimo dobrze zapowiadającej się kariery artystycznej, nie miał przekonania, że jest na właściwej drodze. Popadał w depresję, leczył się w szpitalu dla umysłowo chorych. Wstępował najpierw do Jezuitów a potem do franciszkańskich tercjarzy jednak żadne ze zgromadzeń nie było w stanie do końca zaakceptować jego misji. Problemem było jego szczególnie silne zaangażowanie w pomoc ubogim, alkoholikom, włóczęgom, bezdomnym i prostytutkom. Tworzył dla nich specjalne ośrodki – przytuliska, w których mieszkał wraz ze swoimi podopiecznymi i dołączającymi stopniowo naśladowcami. Jego misja cieszyła się rosnącym szacunkiem i jest kontynuowana do dnia dzisiejszego.

Jest to postać, która za życia nie pozwalała pozostać wobec niej obojętnym. We wszystkim w co się angażował obecny był „całym sobą”. Potrafił całkowicie zrezygnować z osobistej pomyślności na rzecz misji, która pochłaniała jego umysł i wyobraźnię. Działanie dla dobra osób najbardziej potrzebujących pomocy było dlań pasją i nagrodą samą w sobie. Nie poszukiwał splendoru dla własnej osoby, nie domagał się oklasków ani apanaży finansowych. Był swoistym geniuszem miłosierdzia, człowiekiem, który odnalazł swój żywioł i całkowicie zrealizował własny potencjał, co wyraził w dewizie: „być dobrym jak chleb”.

Po jego śmierci aż do dnia dzisiejszego na różny sposób starano się docenić pracę, którą wykonał brat Albert i inspirację jaką stanowiło jego życie. Prezydent Ignacy Mościcki przyznał mu Wielką Wstęgę Orderu Odrodzenia Polski, Karol Wojtyła poświęcił mu swój dramat „Brat naszego Boga”, Kościół Katolicki uczynił go świętym. Również Senat Rzeczypospolitej Polskiej obecnej kadencji, powziął uchwałę w której czytamy:

Brat Albert Chmielowski dosłownie pojmował wezwanie Chrystusa, by być miłosiernym wobec drugiego człowieka i, porzuciwszy wszystko, pójść za Chrystusem. Dzielenie losu z wydziedziczonymi, pozbawionymi dachu nad głową i nędzarzami, a nie jałmużnę uznawał za prawdziwą pomoc. (…) Jego życie może być wzorem człowieczeństwa, w którym najważniejsze jest „więcej być, niż mieć”.

Oczywiście nie każdy w sposób dosłowny predysponowany jest do „całożyciowego wolontariatu” jak św. brat Albert. Sądzę jednak, że w zasadzie na każdym stanowisku pracy, która w jakiś sposób jest użyteczna oraz w każdym życiowym powołaniu – również rodzinnym – można starać się realizować wezwanie, by „być dobrym jak chleb”.

24 lipca 2017
niedziela.pl

Para książęca promuje rodzinę

Kilka dni temu zakończyła wizytę w Polsce brytyjska para książęca William i Kate. Było to wydarzenie dyplomatycznie znaczące. Publikatory skupiły się na aspektach politycznych, ciekawostkach z dziedziny towarzyskiej, detalach etykiety oraz kwestiach modowych. Mnie ujęło coś innego…

Plan wizyty książęcej rodziny był intensywny. Pełen hucznych, oficjalnych spotkań w Warszawie i Gdańsku oraz wzruszających i refleksyjnych, jak to w Muzeum Powstania Warszawskiego czy w niemieckim obozie w Stutthoffie. Prezenty, konwersacje, spotkania z celebrytami, kontakt z tłumami. Bardzo piękne słowa pod adresem Polaków padały z ust księcia Williama. Podobnie jak wcześniej Donald Trump, również i ten gość podkreślał nasze mocne narodowe cechy, ugruntowane przez trudną historię. – My, w Zjednoczonym Królestwie bardzo cenimy sobie nasze więzi z Polską. Podziwiamy Polskę jako wspaniały przykład odwagi, wytrwałości oraz odporności. Daliście radę przetrwać setki lat ataków na wasze ziemie, w tym również rozbiory, które miały wymazać was z mapy Europy – mówił na przyjęciu urodzinowym ku czci królowej Elżbiety. Takie opinie cieszą. Jednak jeszcze nie to ujęło mnie najbardziej…

Do naszego kraju para książęca przybyła wraz z dziećmi Georgem i Charlotte. Jest to stały styl funkcjonowania tej rodziny. Być może kogoś gorszy, że dzieci od najmłodszych lat niejako „zatrudniane są” do pracy dyplomatycznej. Przecież musi to być dla nich spore przeżycie – być wciąż na oczach całego świata, starać się dobrze zachowywać, pamiętać o wymogach savoir-vivre’u itd. A przecież to są tylko dzieci, one też mają prawo się wyszaleć (zresztą młody George trochę dziecięcych grymasów w Polsce zademonstrował – i dobrze!). Jednak z drugiej strony to piękne świadectwo, gdy uśmiechający się do siebie i kochający małżonkowie spełniają się jako rodzice. Nie kryją wzajemnej serdeczności, dla dzieci są czuli, a zarazem wymagający.

Warto przy tej okazji przypomnieć, że od momentu narodzin pierworodnego Georga, oboje rodzice intensywnie zaangażowali się w swoje funkcje, ograniczając przy tym korzystanie z usług niań. Budująca była postawa ojca, który przejęty publicznie deklarował: Jestem bardzo skoncentrowany na roli ojca. Traktuję moje obowiązki bardzo serio. Nauczył się pielęgnacji noworodka – przewijania, kąpania, opiekował się dzieckiem niemalże 24 godziny na dobę, gdyż maluch nie chciał spać. Do roli anegdoty urosła opowieść o tym jak zmęczony książę William wpadł na pomysł, by usypiać małego Georga za pomocą szumu wody lejącej się z kranu. Podobno metoda okazała się efektywna również przy narodzinach małej Charlotte. Jeśli wierzyć mediom, dzieci wychowywane są tak, by nie przewróciło im się w głowach. Rodzice twierdzą, że zanim poczują się wyjątkowe, powinny nauczyć się być zwyczajne.

Instytucja brytyjskiej monarchii jest marką. Jednym z jej celów jest promowanie wartości brytyjskich i kultury tego narodu na świecie. Z pewnością wizyta w Polsce znakomicie zrealizowała to założenie. Mnie jednak najbardziej cieszy to, że wśród owych uwypuklanych wartości jest właśnie rodzina. Rodzina, którą tworzą kobieta i mężczyzna, która stara się o dobre wychowanie swoich dzieci, funkcjonuje niejako pod prąd trendom do ostrych konfliktów i szybkich rozstań. Rodzina w której mężczyzna i kobieta pełnią uzupełniające się role. I to jest piękny obraz dla dzisiejszych młodych ludzi. O takiej rodzinie młodzi książęta nie wygłaszają przemówień, ale ją prezentują w życiu.