Społeczeństwo i religia

31 grudnia 2013
wpolityce.pl

List biskupów na niedzielę Świętej Rodziny ważny nie tylko dla wierzących

Zachęcam do zapoznania się z Listem Biskupów na Święto Świętej Rodziny także osoby niewierzące. Zdecydowana większość wierzących jak i niewierzących w Boga jest zaniepokojona opresją w jakiej stawiana jest rodzina przez środowiska mniejszościowe.

List wskazuje nie tylko na znaczenie rodziny jako naturalnej wspólnoty ludzkiej opartej na małżeństwie, ale też na aktualne jej zagrożenia wynikające z lansowanej ideologii gender. Ideologii, która w przeciwieństwie do antropologii chrześcijańskiej dowodzącej, że Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, jako istoty płciowe, które różnią się biologicznie (i podlegają wpływom kultury), twierdzi, że różnice te wynikają wyłącznie z kultury i socjalizacji. Neguje, zatem znaczenie płci biologicznej i z tego wywodzi radykalny program przemian społecznych, jakim powinniśmy zostać poddani.

Biskupi wskazują, że pod pozorem walki o równouprawnieniem kobiet i mężczyzn, którego nikt nie kwestionuje, atakuje się małżeństwo i rodzinę, wprowadza programy edukacyjne i społeczne, które mają pozbawić ludzi tożsamości kobiecej i męskiej twierdząc, że płeć jest wyłącznie kwestią kultury i osobistego uznania.

Projekt zmian, jaki zawiera ideologia gender to już nie tylko temat akademickich dyskusji, ale dopracowana strategia, w niektórych obszarach nawet wprowadzana w życie. Postulowane zmiany dotyczą specyficznej edukacji, nawet najmłodszych dzieci, w niektórych przedszkolach bez wiedzy ich rodziców. To także chęć zapewnienia takiego samego statusu jak małżeństwo wszystkim parom, niezależnie od ich płci, w formie związków partnerskich, o czym żywo dyskutowano w tym roku i co zapewne jeszcze powróci. To atak na wychowanie prorodzinne w szkołach i propozycja, by w jego miejsce wprowadzić zredukowany program edukacji seksualnej bez odniesienia do wartości małżeństwa i rodziny. To również szereg projektów ustaw (np. o uzgodnieniu płci), czy ogromna zmiana społeczna, jaką przewiduje Konwencja Rady Europy o przemocy wobec kobiet, oparta na gender.

W tej sytuacji wezwanie Biskupów do dostrzeżenia problemu, a także przeciwstawiania się programom osłabiającym małżeństwo i rodzinę, jest ważne nie tylko dla katolików.

8 października 2015
wpolityce.pl

Były kurialista ujawnia swoje preferencje seksualne. Po co?

Jestem po lekturze manifestów, pod którymi podpisał się były urzędnik kurii rzymskiej, Polak jeszcze obecnie ksiądz Krzysztof Charamsa. Dokonał on spektakularnego ujawnienia swojego związku gejowskiego i zaatakował Kościół Katolicki. Teksty te, zamieszczone w „Gazecie Wyborczej” (numery z 3 i 4 października) są w mojej ocenie wyjątkowo agresywne. Podobnie agresywnie wypowiada się w mediach ich autor do niedawna działający w strukturach Kościoła Katolickiego, które teraz atakuje.

Uderza mnie jedno – owa napastliwość nie nosi w sobie cech spontaniczności. Sprawia wrażenie starannie opracowanej przez fachowców kampanii medialnej, która ma za zadanie osiągnąć cele wyznaczone przez szerszą zbiorowość. Zarówno słowa, gesty, jak i przewidziany ciąg zdarzeń, stanowią spójny przekaz propagandowy. Intelektualnie dość prymitywny i łatwy do rozszyfrowania, ale potencjalnie skuteczny.

Nakierowany jest on na budowanie prostackich skojarzeń w podświadomości. Jako przykład można podać świadomie, wielokrotnie powtarzane przez Charamsę stwierdzenie, iż jest on „byłym urzędnikiem watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary – byłej świętej inkwizycji”. Samo w sobie stwierdzenie nie wnosi nic do sprawy, ale uporczywie powtarzane, skłania słuchacza do podświadomego przyjęcia tezy, że w Kościele nadal działa święta inkwizycja.

Kolejnym do znudzenia powtarzanym przez Charamsę „zaklęciem” jest przypisywanie Kościołowi Katolickiemu homofobii i nienawiści okazywanej środowiskom homoseksualnym. Teza przedstawiana jest w taki sposób, jakby jej oczywistość była dla każdego jasna i nie domagała się dowodów. Dlatego medialny bohater nie fatyguje się, by przytaczać przykłady owej nienawiści i homofobii, (czyli neurotycznego lęku przed homoseksualistami) nawet ze swojego jakby się mogło wydawać interesującego doświadczenia.

Obecny w wypowiedziach ton silnej presji ideologicznej, ma na celu nie tyle przytoczenie faktów, co wywołanie zmiany w mentalności słuchacza. Poprzez zręczne manipulowanie językiem i wybiórcze przytaczanie elementów doktryny chrześcijańskiej, budowany jest obraz Kościoła jako potwora, którego zamysłem jest duszenie ludzkiej wolności. Charamsa przedstawia listę żądań fundamentalnych zmian w naszych przekonaniach, języku, prawie i obyczajach. Nie waha się zaatakować Biblii oraz zasad, na których zbudowana jest moralność pokoleń Europejczyków, podważa uznane autorytety, w tym Jana Pawła II.

Twierdzi, że „wyszedł z szafy” i mówi własnym głosem. Ośmielam się wątpić. Jego poglądy są w istocie zaktualizowaną propagandową wersją ideologii skrajnych środowisk LGBT, które wcale nie zamierzają poprzestać na legalizacji związków homoseksualnych w każdym zakątku kuli ziemskiej. Ich ambicją jest funkcjonowanie w świecie, w którym panuje nowy rodzaj intelektualnego i propagandowego imperializmu. Dążą do tego, by odebrać inaczej myślącym (będącym jeszcze dziś w większości) prawo do układania życia zgodnie z sumieniem.

Zachęcam do lektury, bo sądzę, że ten zimny prysznic jest nam potrzebny. Widać, że środowiskom tym nie chodzi o tolerancję, ale bezwzględne narzucenie swojego widzenia świata większości.

9 sierpnia 2016
wpolityce.pl

Ku trzeźwości narodu

Sierpień, dzięki staraniom kościoła katolickiego, stał się uświęconym miesiącem trzeźwości. W tym roku jest wiele powodów, aby w szczególny sposób potraktować tą tradycję. Przeżywamy 1050. rocznicę chrztu Polski oraz 25. rocznicę IV pielgrzymki św. Jana Pawła II do ojczyzny. Mieliśmy Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, a całość spaja Jubileuszowy Rok Miłosierdzia.

Abstynencja nie jest czymś wyjątkowym. Zachowanie całkowitej abstynencji jest niezbędne w pracy oraz podczas kierowania pojazdami. Wstrzemięźliwość od alkoholu to warunek prawidłowej opieki nad dziećmi. Trzeźwość w okresie ciąży zapobiega poważnym następstwom płodowego zespołu alkoholowego.

Sytuacja zagrożenia

W Polsce wciąż poważnym zagrożeniem jest jednak fakt nadmiernego spożywania alkoholu. Według danych statystycznych GUS, aż 14 % dorosłych Polaków pije ryzykownie i szkodliwie. Ponad milion Polaków jest uzależnionych. Co najmniej dwa miliony dzieci żyje w rodzinach obarczonych dramatem uzależnienia. Każdy polski podatnik przeznacza co roku ok. 800 zł na pokrycie strat wynikających z nadmiernego spożycia alkoholu. Polak średnio spożywa prawie 10 litrów czystego alkoholu, a dodatkowo co najmniej 3 litry alkoholu nierejestrowanego. Rocznie ponad 10 tysięcy Polaków umiera przez legalnie sprzedawany alkohol. Obecnie alkohol można kupić niemal wszędzie i o każdej porze. Na jeden punkt sprzedaży przypada dzisiaj 270 mieszkańców, a ich liczba czterokrotnie przekracza standardy Światowej Organizacji Zdrowia. Według tej organizacji alkohol znajduje się na trzecim miejscu wśród czynników ryzyka dla zdrowia populacji ludzkiej.

Szczególna troską o młodzież

W tym roku, przy okazji Światowych Dni Młodzieży, uświadamiamy sobie, jak wiele pracy wymaga ochrona trzeźwości ludzi młodych. Badania pokazują, że młodzież, która inicjuje swój kontakt z alkoholem przed 15 rokiem życia, uzależnia się zdecydowanie częściej, niż osoby, które zaczęły używać alkoholu po 20 roku życia. Tymczasem z niepokojem obserwujemy, że wiek inicjacji alkoholowej w Polsce jest coraz niższy. Alkoholem, po który najczęściej sięgają nieletni, jest piwo. Do jego spożywania przyczynia się przede wszystkim agresywna reklama i jego wysoka dostępność. Pomimo tego, że polskie prawo zabrania sprzedawania alkoholu nieletnim, to zaledwie 15-20 % z nich spotyka się z odmową w przypadku próby jego zakupu. Życie młodych nigdy nie było tak atrakcyjne, a jednocześnie tak trudne, jak obecnie.

Rodzina i wychowawcy najlepszym wzorem

Najważniejszą rolę w kształtowaniu właściwych postaw wobec alkoholu odgrywa rodzina. Młodzi ludzie bardziej zwracają uwagę na to, co czynią dorośli, niż na to, co mówią. To rodzice są pierwszymi wzorcami pozytywnych lub szkodliwych postaw dla dzieci i nastolatków. Rodziny od samego początku swojego istnienia powinny pielęgnować styl życia bez alkoholu. Gdy więc dzieci będą widzieć, że ich matki i ojcowie potrafią żyć bez alkoholu, będą ich naśladować. Jeżeli zaś będą obserwować rodziców upijających się, topiących w alkoholu problemy, jedynie w nim szukających odpoczynku i relaksu, to również w świadomości dzieci alkohol stanie się głównym sposobem radzenia sobie z trudami życia.

Odpowiedzialność władz

Rodzice mają prawo oczekiwać, że ich dzieci nie otrzymają alkoholu na spotkaniu towarzyskim, w mieszkaniu przyjaciół czy na dyskotece. Mają też prawo wymagać od szkoły i nauczycieli jednoznacznego stosunku wobec picia alkoholu. Abstynencja dzieci i młodzieży nie jest dobrowolnym wyborem, lecz koniecznością. Aby budować trzeźwe społeczeństwo potrzeba także odwagi i odpowiedzialności wszystkich, a więc również parlamentu, rządu i samorządów. Trzeba postawić tamę zalewaniu Polski punktami sprzedaży alkoholu. Troska o trzeźwość narodu jest patriotycznym obowiązkiem wszystkich Polaków, a zwłaszcza władz państwowych i samorządowych.

Na podstawie Apelu Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości o abstynencję w sierpniu 2016 r.

2 listopada 2016
wpolityce.pl

Spieszmy się kochać…

 Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie, że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.

Słowa wiersza księdza Jana Twardowskiego w sposób brutalnie szczery ukazują najważniejszy z naszych grzechów zaniedbania – grzech zaniedbania miłości. Dotyczy on naszych osobistych relacji, dotyczy również życia społecznego.

1 listopada obchodziliśmy w Kościele Katolickim jako Dzień Wszystkich Świętych. Mimo najszczerszych usiłowań duszpasterzy, którzy rok w rok próbują przypominać o radosnym charakterze tego święta, tradycja odwiedzania grobów bliskich zmarłych niejako „wymusza” refleksyjny charakter tego dnia. I nie ma w tym nic niewłaściwego, tym bardziej, że nawiedzanie miejsc pochówku najbliższych jest często okazją do ciepłych spotkań w rodzinnym gronie. Tak się jakoś składa, że nieraz pamięć po zmarłych bardziej integruje żywych niż sprawy doczesne. Te bowiem mają zwyczaj dzielić: majątek, obyczaje, światopogląd, polityka…

Pamięć o zmarłych przedłużamy zwykle na dzień kolejny. 2 listopada to osobiste i narodowe „zaduszki”. Wspominamy tych, którzy odeszli niedawno, doceniamy ich zasługi, rozpamiętujemy co wnieśli do naszego życia. Każdego 2 listopada chyba najmocniej docierają do nas słowa: „śpieszmy się kochać ludzi”. Uświadamiamy sobie wówczas, jak wiele tracimy poprzez naszą nieuwagę. Codzienne zagonienie i skoncentrowanie na celach rodzi przyzwyczajenie do tego, że inni po prostu są, że stanowią świetne tło i narzędzie osiągania naszych osobistych sukcesów i zawodowych dokonań. Uświadamiamy sobie o ile więcej moglibyśmy zrobić dla naszych wzajemnych relacji. Uprzytomniamy to sobie dopiero, gdy jest już za późno.

Zaduszki w życiu polityka są dobrą okazją do zastanowienia się czy w swojej pracy „śpieszy się kochać ludzi”, czy pozytywne skutki jego działań odczuwają oni jeszcze za swojego życia. Być może niektórym wyda się dziwne czy wręcz szokujące myślenie o miłości w kontekście politycznym. Świat polityczny kojarzony raczej bywa z bezwzględnością i nierzadko pogardą dla zasad. Jeśli tak bywa to trzeba to przekonanie zmieniać poprzez realizację etyki społecznej osadzonej m.in.: na myślach św. Jana Pawła II i jego następców ukazujących politykę jako troską o dobro wspólne. Polega to na integrowaniu społeczeństwa wokół wspólnych celów, na pomocy w budowaniu kultury relacji, więzi, wzajemnej troski i solidarności – również z najsłabszymi, również z nieurodzonymi.

Jak wspomniałem wcześniej, pamięć o zmarłych jednoczy nas nieraz bardziej niż sprawy doczesne. Zastanawiam się czy działa to szerzej niż w kręgu rodzinnym. Czy nasz naród, jako „rodzina rodzin” ma wspólną pamięć, do której może się odwołać, gdy potrzebuje integracji? Co roku zbiorową pamięć naszego narodu wzbogacają kolejne nazwiska – ludzi kultury, nauki, sztuki, życia społecznego, którzy odchodzą, lecz pozostawiają po sobie ważny dorobek.

Przyjrzyjmy się liście znanych Polaków, którzy odeszli w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Są wśród nich duchowni – kardynał Franciszek Macharski, arcybiskup Tadeusz Gocłowski, ojciec Jan Góra, ks. Jan Kaczkowski; politycy: Artur Górski, Zyta Gilowska, Tomasz Tomczykiewicz i Jerzy Bahr; dziennikarze: Bogusław Kaczyński, Andrzej Urbański i Janina Paradowska; reżyserzy: Andrzej Żuławski, Andrzej Wajda i Waldemar Dziki; aktorzy: Marian Kociniak i Andrzej Kopiczyński, pisarka Maria Czubaszek i Monika Szwaja; trener: Andrzej Niemczyk. Czy tego chcemy czy nie – osoby te weszły w jakiś sposób do naszej narodowej pamięci. Myślę, że bez względu na szczegółowe odczucia, w imię budowania cywilizacji miłości warto poświecić im chwilę zadumy. Pokój ich duszom, a my żywi śpieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą.

1 marca 2017
wpolityce.pl

Mniej nienawiści w Wielkim Poście

Człowiek posługuje się symbolami. Czym byłby świat bez gestu uściśniętej dłoni, a katolicyzm bez posypania głowy popiołem? Jednak rytuał oderwany od życia jest hipokryzją.

W Liturgii Środy Popielcowej pada znamienne zdanie: rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! W tych prostych słowach przekazana jest główna idea okresu Wielkiego Postu. Chodzi o szczerą refleksję na temat własnej postawy, i mentalności. Nie należy skupiać się na tym, by wszystko wyglądało porządnie na zewnątrz. Z ust Chrystusa słyszymy: Gdy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy, bo oni zmieniają swoje twarze, by ludziom pokazać, że poszczą. Tak, mówię wam, [już] odbierają swoją zapłatę. (Mt 6:16).

W tym duchu szczerości i wewnętrznej refleksji pozwolę sobie na kilka przemyśleń nad tym co bym chciał zmienić w czasie Wielkiego Postu. Zainspirowały mnie do tego słowa z listu kardynała Nycza, metropolity warszawskiego: Pozwólcie, że zaproponuję także inny, oprócz powstrzymania się od pokarmów mięsnych, rodzaj postu. Obserwujemy wszyscy, jak wiele jest w naszym życiu publicznym słów, które niebezpiecznie ocierają się o nienawiść, jak wiele pogardy dla drugiego człowieka. (…) Może święty czas Wielkiego Postu jest wart tego, by uspokoić debatę publiczną, także spory na poziomie rodzin, przyjaciół, bliskich?  Może stać nas na to, by od czasu do czasu powiedzieć coś dobrego o przeciwnikach politycznych? To będzie prawdziwy owoc kolejnego Wielkiego Postu w naszym życiu.

Niewątpliwie zbyt emocjonalna i przepełniona niedobrymi emocjami debata w życiu publicznym domaga się uspokojenia. Niedawnym jej ponurym pokłosiem okazała się Klątwa – sztuka wystawiona w Teatrze Powszechnym, zawierająca gorszące sceny i jawne podżeganie do nienawiści na tle religijnym oraz społecznym. Nienawiść dostrzegamy także w nieodpowiedzialnych wypowiedziach niektórych polityków czy innych osób publicznych. Choć to zdecydowana mniejszość, media nadają im szczególną rangę. Nie chcę ich dzisiaj przytaczać, znamy je aż za dobrze.

Potrzebujemy odpowiedzialności i pojednania! Może spróbujmy zapomnieć choć na moment o języku nienawiści i ubliżania. W średniowieczu istniała tradycja „Pokoju i Rozejmu Bożego” (Pax et Treuga Dei) Miał on na celu ochronę osób bezbronnych oraz obiektów sakralnych i publicznych. Zawieszenie broni w różnego rodzaju potyczkach i zatargach obowiązywało między innymi w czasie Adwentu i Wielkiego Postu. Wśród reguł rządzących tym szczególnym czasem odnajdujemy takie oto: Kto by zabił w tym czasie, niechaj podlega wyrokowi śmierci. Kto by zranił, niechaj straci rękę. Każdy dom, dworzyszcze, niechaj ma stały pokój. itd. Dobre tradycje należy naśladować. Dlatego postanowiłem zaproponować własną wersję Pax Dei. Sobie samemu, koleżankom i kolegom politykom oraz innym osobom publicznym proponuję w okresie Wielkiego Postu, ale i po nim:

  • powstrzymajmy się od zadawania ran językiem;
  • próbujmy częściej bić się we własną pierś niż cudzą;
  • budujmy szczere relacje i starajmy się sobie nawzajem ufać, choć zawiedzione zaufanie boli i to bardzo;
  • zadbajmy o swój autorytet, gdyż w ten sposób odzyskamy też szacunek dla państwa;
  • w telewizji i radio zachowujmy się tak, by nasze dzieci i wnuki nie musiały się za nas wstydzić przed kolegami;
  • w Internecie postanówmy sobie funkcjonować bez hejtu i złośliwości;
  • postarajmy się ochronić polską rodzinę i polskie dzieci przed cynizmem i nienawiścią – przecież one biorą z nas przykład.

 

I na koniec myśl niekoniecznie nowatorska, ale nie tracąca na aktualności: COKOLWIEK CHCIELIBYŚCIE BY LUDZIE WAM CZYNILI – TO IM CZYŃCIE!

16 kwietnia 2017
wpolityce.pl

Wierzę!

Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest nasza wiara (1 Kor 15:14)

Tak jak w fizyce, również w życiu społecznym wiara należy się faktom. Wierzę w świat realny, na którym nie zawsze jest łatwo żyć. Nie tracę jednak nadziei, że można go zmieniać, by stawał się bardziej ludzki.

Jestem przekonany, że wśród Polaków może być mniej nieufności i podziałów a więcej przyjaźni i braterstwa. Mniej brutalności a więcej pojednania, wzajemnego szacunku i otwartości na siebie nawzajem. Czy Zmartwychwstanie Syna Bożego nie daje nam nadziei na to, że i my zmartwychwstaniemy? – Jako osoby, jako rodziny i jako naród?!

Pogodnie patrzmy, zatem w przyszłość, bo ona zależy także od nas. A wiara nasza nie jest daremna, bo Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja! Za św. Franciszkiem zanoszę dzisiaj taką modlitwę i do niej zapraszam:

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju, abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść; wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda; jedność, tam gdzie panuje zwątpienie; nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz; światło, tam gdzie panuje mrok; radość, tam gdzie panuje smutek. Spraw abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać; nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć; nie tyle szukać miłości, co kochać; albowiem dając otrzymujemy; wybaczając zyskujemy przebaczenie; a umierając, rodzimy się do wiecznego życia, przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.

Radosnych i pełnych nadziei Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzy Antoni Szymański, Senator Rzeczypospolitej Polskiej

24 kwietnia 2017
niedziela.pl

Czy istnieje wojna sprawiedliwa?

Nie ma tygodnia, a czasem dnia, by nie dochodziły nas wieści o nowych konfliktach czy interwencjach zbrojnych. Ostatnio głośna była informacja o ataku pocisków na bazę lotniczą w Syrii. Słysząc takie wiadomości często nie wiemy co myśleć. Czy istnieje „wojna sprawiedliwa”?

Problemem czasów, w których żyjemy, jest brak jednoznacznych kryteriów pozwalających na ocenę faktów o których dowiadujemy się z mediów. Lawina informacji i sprzecznych ocen przytłacza nas i wprowadza zamęt. Szczególnie dotyczy to konfliktów zbrojnych. Ponieważ jesteśmy w większości społeczeństwem, które stara się przestrzegać norm katolickiego systemu etycznego, myślę, że dobrze byłoby przypomnieć sobie jakie zasady obowiązują katolików w odniesieniu do wojny.

Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza: Piąte przykazanie zakazuje dobrowolnego niszczenia życia ludzkiego. Z powodu zła i niesprawiedliwości, jakie pociąga za sobą wszelka wojna, Kościół usilnie wzywa wszystkich do modlitwy i działania, by dobroć Boża uwolniła nas od odwiecznego zniewolenia przez wojnę (kanon 2307). Zasadą zatem jest unikanie wojny, którą określa się słusznie jako zniewolenie. Czy oznacza to, że katolik równa się pacyfista? Nic podobnego. Etyka chrześcijańska zezwala bowiem i wręcz nakazuje samoobronę w sytuacji ataku na własne życie lub życie innych osób.

Zasada „jeśli ktoś uderzy cię w jeden policzek, nadstaw mu drugi” nie może być nadużywana i interpretowana w taki sposób, że bezwolnie pozwalamy na niszczenie własnego zdrowia, mienia czy życia. Byłoby to nienaturalne i oznaczało w praktyce zgodę na samobójstwo. Przykładem jest sam Jezus, który dobrowolnie oddał życie za nasze grzechy i z własnej woli przyjął krzyż i okrutną śmierć. Stało się to jednak, kiedy „nadeszła Jego godzina”. Wcześniej nie narażał się bezmyślnie na niebezpieczeństwo, unikał prób przemocy ze strony nienawistnych wrogów, nie wykazywał się zatem romantyczną naiwnością, jak to czasem się niektórym wydaje. Nie głosił też pacyfizmu i nie zachęcał do bezradności.

Podobnie czyni Kościół, który twierdzi, że Każdy obywatel i wszyscy rządzący są zobowiązani do działania na rzecz unikania wojen. Tak długo jednak jak będzie istniało niebezpieczeństwo wojny, a równocześnie brakować będzie władzy posiadającej niezbędne kompetencje i wyposażonej w odpowiednią siłę, rządom nie można odmawiać prawa do koniecznej obrony, byle wyczerpały wpierw wszystkie środki pokojowych rokowań (KKK kanon 2308). W dalszej kolejności Katechizm prezentuje 4 konkretne kryteria etyczne, pozwalające na rozeznanie czy użycie siły wojskowej jest w danym wypadku uzasadnione. Aby walkę zbrojną można nazwać usprawiedliwioną, powinno się uznać, że:

  • szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów jest długotrwała, poważna i niezaprzeczalna;
  • wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się nierealne lub nieskuteczne;
  • istnieją uzasadnione warunki powodzenia;
  • użycie broni nie pociąga za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć. W ocenie tego warunku należy uwzględnić potęgę współczesnych środków niszczenia.

Decyzję o użyciu siły militarnej może podejmować wyłącznie uprawniona władza. Do nas natomiast, jako obywateli, należy roztropna i trzeźwa ocena działania tejże władzy. Nie jest to nieraz łatwe, jednak w wypadku przywołanego przykładu ataku USA na bazę w Syrii, uzasadnienie użycia siły podane do wiadomości publicznej wydaje się mocne: uchronienie świata przed używaniem w konfliktach zbrojnych broni chemicznej. Te argumenty Amerykanów uznały również polskie władze i warto zauważyć, że żadne istotne siły polityczne w Polsce nie mają odmiennego zdania.

Nie zawsze osąd jest jednoznaczny. Dlatego pozwoliłem sobie przytoczyć kryteria etyczne, gdyż obowiązują one niezależnie od bieżącej polityki i powinny być respektowane przez każdą społeczność państwową, międzynarodową a także grupę interesów. Ich zapamiętanie pomoże nam bardziej świadomie i wrażliwie uczestniczyć w tym co dzieje się na arenie międzynarodowej i wydawać samodzielny osąd o biegu zdarzeń. Tym samym będziemy w stanie ograniczyć wpływ manipulacji na nasz umysł.

5 maja 2017
wpolityce.pl

Episkopat publikuje niezbędnik chrześcijańskiego patrioty

Jestem politykiem, który stara się w życiu publicznym realizować zasady chrześcijańskie. Z tego powodu cieszę się, gdy Kościół publikuje praktyczne teksty, dotyczące ważnych tematów społecznych. Do takich wręcz „podręcznikowych” publikacji zaliczyłbym najnowszy dokument Episkopatu Polski „Chrześcijański kształt patriotyzmu”, który został ogłoszony 28 kwietnia 2017 roku.

Jego treść składa się z dwóch zasadniczych części: „Patriotyzm – perspektywa chrześcijańska” oraz „Wychowanie do patriotyzmu”. W sposób przystępny i uporządkowany poruszone zostały zagadnienia takie jak: charakter i cechy chrześcijańskiego patriotyzmu, jego odmiany, obszary i formy realizacji a także obowiązki poszczególnych podmiotów wychowania patriotycznego: państwa, rodziny, szkoły, ludzi kultury, samorządu, organizacji pozarządowych, inicjatyw rekonstrukcyjnych i sportu.

W dokumencie Episkopatu uderza świeżość i entuzjazm z jakim podejmuje się tematykę. Już we wstępie autorzy stwierdzają, iż ożywienie postaw patriotycznych i poczucia świadomości narodowej, które obserwujemy w Polsce w ostatnich latach, jest zjawiskiem bardzo pozytywnym. Dostrzegają w nim obietnicę przetrwania postaw patriotycznych w przyszłych pokoleniach. Jednocześnie zwracają uwagę, że największe zagrożenie dla patriotyzmu, który jest formą miłości bliźniego, stanowi egoizm w dwóch odmianach. Pierwszą z nich jest egoizm indywidualny, który skupia ludzi wyłącznie na dobru jednostki i jej najbliższego otoczenia. Drugą natomiast stanowi egoizm narodowy.

Tej drugiej formie egoizmu dokument poświęca sporo miejsca. Jako grzech główny współczesnego nacjonalizmu Episkopat wskazuje wszelkie próby podnoszenia własnego narodu do rangi absolutu. Określa je jako niedopuszczalne i bałwochwalcze. Sprzeciwia się pogardzie, agresji oraz przemocy, które zagrażają godności i prawom człowieka oraz niszczą więzi. Ideologia nacjonalistyczna ponad żywe, codzienne relacje z konkretnymi ludźmi, w rodzinie, w szkole, w pracy czy miejscu zamieszkania, przedkłada, często nacechowane niechęcią wobec obcych, sztywne diagnozy i programy polityczne. Nie akceptuje także różnorodności kulturowej, regionalnej czy politycznej, którą usiłuje zmieścić w jednolitym i uproszczonym schemacie ideologicznym.

Zamiast ideologicznego nacjonalizmu biskupi proponują patriotyzm konkretny, przejawiający się w kultywowaniu służby oraz troski o potrzeby i los konkretnych ludzi, których Pan Bóg postawił na naszej drodze. Chodzi o relacje w rodzinie, w szkole, w pracy czy miejscu zamieszkania. Ma to być patriotyzm otwarty na różnorodność religijną, narodowościową, wolny od agresji, pogardy i wywyższania. Objawiać się powinien nie tylko w trudnych chwilach, ale w powszednim życiu, gdyż prawdziwa miłość ojczyzny to nie tyle piękne, uroczyste deklaracje, ile praktyczna postawa, solidna troska i praca dla wspólnego dobra. Patriotyzm powinien posiadać nie tylko wymiar narodowy ale i lokalny. Jego cechą powinna być obywatelskość, wyrażająca się w uczciwej pracy, płaceniu podatków, zainteresowaniu sprawami publicznymi, uczestniczeniu w życiu demokratycznym, aktywności w organizacjach pozarządowych, dbałości o przyrodę, podejmowaniu różnorakich inicjatyw społecznych. Nie należy również zapominać o „klasycznych” atrybutach patriotyzmu to jest szacunku dla postaci i symboli narodowych, historii i tradycji.

Wychowanie do tak rozumianego patriotyzmu to temat na osobną wypowiedź. W tym miejscu podkreślę tylko, że odnowę według Episkopatu należy zacząć od refleksji nad językiem jakim opisujemy naszą ojczyznę, współobywateli i nas samych. Jak zauważa dokument w rozmowach prywatnych, w wystąpieniach oficjalnych, w debatach, w mediach tradycyjnych i społecznościowych obowiązuje nas przykazanie miłości bliźniego. Dlatego miarą chrześcijańskiej i patriotycznej wrażliwości staje się dziś wyrażanie własnych opinii oraz przekonań z szacunkiem dla – także inaczej myślących – współobywateli, w duchu życzliwości i odpowiedzialności, bez uproszczeń i krzywdzących porównań.

Temat języka, używanego w debacie publicznej jest mi szczególnie bliski i dlatego pozostawiłem go na koniec refleksji, aby dobitniej uzasadnić mój entuzjazm dla przywoływanego dokumentu. Z serca zachęcam do jego i z przyjemnością zapowiadam, że do poruszanej w nim tematyki jeszcze niejednokrotnie powrócę.

13 czerwca 2017
wpolityce.pl

Dewocja i polityka

Każdy ma prawo do przekonań religijnych. To prawo należy szanować, jednak nie wolno zamykać oczu na fakt, że niektóre przekonania mogą sprzyjać mentalności sekciarskiej czy chorej dewocji.

Posiadane przez nas przekonania na temat Boga warunkują w dużym stopniu naszą hierarchię wartości. To w co wierzymy wpływa na wybory, których dokonujemy. Z kolei cenione przez nas wartości staramy się przekładać na wszystkie dziedziny życia (np. rodzinne, zawodowe). Zatem również na politykę. Chcemy, bowiem żyć w państwie, które kieruje się sprawiedliwym (według nas) prawem. Jest to naturalna kolej rzeczy. Dlatego nie należy się dziwić, że islamscy fundamentaliści tworzą swoje państwa. Działają według tego, w co wierzą.

Współczesny model państwowości europejskiej lub szerzej – euroatlantyckiej, również powstał na bazie wiary w określony konglomerat przekonań filozoficzno-religijnych. Uznaje się, że u podwalin zachodniej państwowości leży grecka filozofia, rzymskie prawo i wiara chrześcijańska. Zatem budowanie rzeczywistości społecznej w zgodzie z własnymi przekonaniami religijno-moralnymi jest zgodne z ludzką naturą.

Wiadomo jednak, że nie każdy rodzaj przekonania religijnego przynosi dobre owoce. Fanatyzmy i sekty oparte na psychomanipulacji są tego widomym przejawem. A co z dewocją? Wyraz ten w języku polskim posiada zarówno pozytywny jak negatywny wydźwięk. Według Encyklopedii Katolickiej w sensie pozytywnym dewocja „przejawia się w zharmonizowaniu życia religijnego z postępowaniem moralnym i bywa utożsamiana z pobożnością”. W sensie negatywnym natomiast „charakteryzuje się przerostem form zewnętrznych i przeżyć emocjonalnych (przesłaniających istotną treść religijną) oraz niewłaściwym zharmonizowaniem życia religijnego z postępowaniem moralnym i często jest utożsamiana z bigoterią lub faryzeizmem, z tych powodów wyrazów dewot lub dewotka używa się w znaczeniu pejoratywnym”  (Encyklopedia Katolicka T. 3 , red. R. Łukaszyk, L. Bieńkowski, F. Gryglewicz, Lublin 1985, s. 1226).

Nie da się ukryć, że negatywne użycie terminu dewocja jest u nas powszechniejsze. Znamy je choćby z literatury, że wymienię najzabawniejsze fragmenty z klasyków: Kochanowski: Jeśli nie grzeszysz, jako mi powiadasz, czego się, miła, tak często spowiadasz? (Na nabożną); lub Krasicki: Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła. Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny, Mówiąc właśnie te słowa: „… i odpuść nam winy, Jako my odpuszczamy” – biła bez litości. Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności. (Dewotka)

Czy czyjaś dewocja (również ta pozytywna) powinna znajdować przełożenie na prawodawstwo? Oczywiście w sposób bezpośredni nie! Mówi o tym choćby konkordatowa zasada niezależności, autonomii i współdziałania państwa oraz Kościoła dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego. Natomiast niewątpliwie głębokie przeżywanie chrześcijańskiej duchowości, powoduje, że dany polityk rozwija się i nabiera coraz większej wrażliwości moralnej. Nabiera pokory i roztropności w podejmowanych decyzjach. Coraz mniej kieruje się emocjami, a coraz bardziej rozsądkiem. Coraz lepiej porozumiewa się z innymi i zdolny jest do mądrych konsensusów. Nie narzuca własnej wizji świata a tym bardziej pobożności, bo wie, że „przymusowa ofiara Panu Bogu nie miła”. I w tym sensie jego przekonania religijne znajdują użyteczne przełożenie na państwo i służą dobru wspólnemu. Takich właśnie pobożnych polityków oby jak najwięcej a dewotów jak najmniej.

26 września 2017
niedziela.pl

Polityka dialogu

Od jakiegoś czasu podkreślam w moich wypowiedziach narastającą w Polsce potrzebę dialogu. Ważną inspirację dla pogłębienia tego zagadnienia znajduję w apelu biskupów z Zespołu ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec z 8 września br. Jest on istotnym głosem w dyskusji jaka jest obecnie toczona w związku z kwestią reparacji wojennych. Sprawa rodzi gorące emocje po obu stronach.

Autorzy apelu unikają odniesienia do konkretnych działań natury politycznej. Wypowiadają się natomiast w obronie dorobku, który udało się osiągnąć w relacjach polsko-niemieckich od czasu pamiętnego listu Episkopatu Polski sprzed ponad 50 lat, gdzie znalazło się słynne sformułowanie: „wybaczamy i prosimy o wybaczenie” . Przy okazji formują kilka cennych tez dotyczących zasad polityki dialogu, które moim zdaniem znajdują swoje zastosowanie nie tylko na płaszczyźnie stosunków polsko-niemieckich.

Pierwsza z inspirujących myśli wartych przytoczenia to zawarty w apelu cytat z listu Episkopatu o patriotyzmie z maja 2017 r. Biskupi przypomnieli tam 4 zasady nowoczesnego patriotyzmu:

  • angażowanie się w dzieło społecznego pojednania poprzez przypominanie prawdy o godności każdego człowieka,
  • łagodzenie nadmiernych politycznych emocji,
  • wskazywanie i poszerzanie pól możliwej i niezbędnej dla Polski współpracy ponad podziałami
  • ochrona życia publicznego przed zbędnym upolitycznianiem.

Są to jasne wskazówki ugruntowujące myślenie o polityce dialogu i pojednania jako działaniach nacechowanych szacunkiem dla godności ludzkiej bez względu na przekonania i opcje polityczne. Nie chodzi o toczenie bezwzględnej gry z nastawieniem na wykorzystanie każdego błędu przeciwnika. Pożądany jest raczej dialog, prowadzony w sposób kulturalny i organiczny do określonych pól tematycznych. Potrzebna jest również troska o łagodzenie emocji i poszukiwanie przestrzeni współpracy ponad podziałami.

Biskupi zwracają uwagę na to, że proces pojednania w odniesieniu do stosunków polsko-niemieckich jest nacechowany ciągłością. Zgromadzonego przez lata kapitału dobra we wzajemnych relacjach między społeczeństwami, narodami i państwami nie wolno zmarnować ani roztrwonić. Kapitał pojednania i więzi trzeba chronić, umacniać i pomnażać dla dobra naszych ojczyzn.

Omawiane przeze mnie pismo zawiera jeszcze jedną ważną inspirację. Jego autorzy przywołują myśli papieża Franciszka, który w orędziu na 50. Światowy Dzień Pokoju (1 stycznia 2017 r.) zaapelował o podjęcie w działaniach stylu polityki na rzecz pokoju. Zwrócił uwagę, że wymaga to gotowości do przyjęcia konfliktu, rozwiązania go i przemienienia w ogniwo nowego procesu. Jest to cenna wskazówka dotycząca rozwiązywania sporów społecznych.

Zakłada ona pozytywne podejście do konfliktu. Jednak konflikt nie jest pozytywny ze względu na możliwość zwycięstwa tej czy innej opcji. Chodzi raczej o to, że przy okazji sporu społecznego, pojawia się bogactwo różnorakich szczegółowych rozwiązań danego zagadnienia (choćby dlatego, że wszystkie strony podejmują intensywny wysiłek, by opracować własne argumenty i obronić swoje stanowisko). Rezygnacja z prymatu partykularnego interesu uczestnika sporu (osoby, partii, grupy społecznej), pozwala na wybór najlepszych rozwiązań. Może to prowadzić do sytuacji, w której wszystkie strony mogą czuć się wygranymi. Tak wykorzystany spór można potraktować jako ważne ogniwo w procesie rozwoju.

Apel polskich biskupów w sprawie stosunków polsko-niemieckich, odnotowuję jako kolejną (po liście na temat patriotyzmu z maja 2017) ożywczą dawkę refleksji ze strony polskiego Kościoła, mogącą przyczynić się do poprawienia atmosfery społeczno-politycznej w Polsce.

28 lutego 2018
niedziela.pl

Rachunek sumienia ze wspólnotowości

Mija drugi tydzień Wielkiego Postu w którym rozpoczęliśmy refleksję nad własną skłonnością do grzechu. Zło osłabia nie tylko nas samych ale każdą wspólnotę, którą tworzymy.

Otwieram Ewangelię św. Marka i czytam: Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: «Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?» Jezus usłyszał to i rzekł do nich: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników». (Mk 2, 16-17)

Zarzuty religijnych przywódców ówczesnego Izraela podszyte były niczym niezmąconym samozadowoleniem. Przekonani byli, że przestrzeganie odpowiednich przepisów, zachowań i rytuałów, a także skupienie się na osobistej doskonałości, zapewnia im sprawiedliwość w oczach Boga. Tymczasem obok „elity” żyła masa zwyczajnych ludzi, którzy lgnęli do Jezusa, czuli się bezpiecznie i coraz śmielej otwierali na wzajemne zaufanie i więzi.

Aby nie popaść w faryzeizm dano nam właśnie okres Wielkiego Postu. To doskonała okazja do zburzenia płytkiego samozadowolenia – zarówno w wymiarze osobistym jak i wspólnotowym. Stając w prawdzie zdajemy sobie sprawę, że różnorakie społeczności, które tworzymy dalekie są od doskonałości.

Najdokładniej widzimy to w relacjach rodzinnych. Język, którym się do siebie zwracamy, zdolność do przebaczania, ilość i jakość wspólnie spędzanego czasu – mimo podejmowanych wysiłków często nie odpowiada oczekiwaniom. Nadal nie spada wskaźnik rozwodów i trwają cierpienia dzieci, które wychowują się bez obojga rodziców. Podobnie jest ze społecznościami zawodowymi (w korporacjach, urzędach, fabrykach) – wiemy to i czujemy, że nie jesteśmy nawzajem stuprocentowo lojalni, szczerzy i nie zawsze potrafimy działać zespołowo. Wciąż mamy kłopot z relacjami pracownik – pracodawca, z efektywnym zarządzaniem ludźmi, szacunkiem dla cudzego i własnego czasu.

Jakie są nasze rodziny i zakłady pracy, takie też są społeczności lokalne. Czy w wystarczającym stopniu odczuwamy odpowiedzialność za przestrzeń naszej ulicy, dzielnicy, miejscowości, czy regionu? Czy często zdarza się nam przedkładanie prywaty nad dobro wspólne oraz podkopywanie dobrego imienia osób i środowisk. Podobnie dzieje się przy budowaniu wspólnot edukacyjnych. Oświatę nierzadko uznajemy za domenę urzędników i dość łatwo dyspensujemy się od odwiedzania szkoły, w której uczą się nasze dzieci i wnuki. Dezerterujemy, mimo, że młode pokolenie potrzebuje wspólnego wysiłku rodziców, nauczycieli, administracji i innych dorosłych, aby nauczyć się żyć w świecie wiedzy i wartości.

A jak angażujemy się w funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego? Możliwość wolnego zrzeszania się obywateli i działania w kierunku osiągania zróżnicowanych pozytywnych celów, to sukces przemian społecznych w naszym kraju. Czy potrafimy go docenić i wykorzystać biorąc udział w działaniach różnorakich stowarzyszeń, fundacji, grup nieformalnych czy wolontariatów? Codzienne doświadczenie i badania wskazują, że aktywność obywatelska pozostaje u nas nadal na słabym poziomie.

Spójrzmy też na nasz stosunek do polityki uprawianej w parlamencie i upowszechnianej w mediach – jaki obraz się wyłania? Czy stać nas na wysiłek samodzielnego myślenia i rozróżniania ziarna od plew? Czy potrafimy zachować dobry język, czy nie pozwalamy się podzielić przez poglądy i ideologie?

Te i podobne rozważania – jeśli prowadzimy je uczciwie – z pewnością nakierują nas prędzej czy później na przekonanie, że nie posiadamy wystarczających przesłanek do poczucia wyższości i mówienia o sobie „idealny obywatel”. I to będzie ważny sukces Wielkiego Postu! Być może dopadnie nas przy tym troska i pewnego rodzaju zasmucenie. To też dobry objaw pod warunkiem, że nie prowadzi do pesymizmu.

Jeśli zdajemy sprawę jak bardzo jesteśmy niesolidni, niezorganizowani, nieopanowani, leniwi, nietolerancyjni, nieobiektywni, itd. – to znaczy, że do nas właśnie przychodzi Lekarz. Będąc w sytuacji podobnej do celników i grzeszników, uzbrojeni w pokorę, możemy zacząć czynić kroki, by zmieniać siebie i otaczający świat. Takiej właśnie refleksji – przeżycia Wielkiego Postu z pokorną nadzieją na przemianę, życzę w tym czasie nam wszystkim.

10 kwietnia 2018
niedziela.pl

Miłosierne społeczeństwo

Niedziela 8 kwietnia, zwana w Kościele katolickim Niedzielą Miłosierdzia, zainaugurowała w Polsce Tydzień Miłosierdzia zatytułowany „Miłosierdzie źródłem wolności”.

Miłosierdzie jest jednym z kluczowych pojęć chrześcijańskich mających zastosowanie nie tylko na gruncie religijnym, ale również społecznym.

Miłosierdzie z jednej strony oznacza przebaczenie, darowanie win, skreślenie zapisu dłużnego, z drugiej zaś – przekazanie jakiegoś dobra potrzebującemu, okazanie wielkoduszności. Często konfrontujemy miłosierdzie ze sprawiedliwością, podkreślając, że doskonała miłość zawiera oba przymioty przy czym miłosierdzie dzierży prymat nad sprawiedliwością. Przykład tego prymatu dał sam Bóg, który miłosiernie odpuścił człowiekowi grzechy, posyłając Syna na krzyż, by poniósł za nas śmierć.

Jako ludzie, którym darowano winy za tak wysoką cenę, mamy w sobie pragnienie i powinność udzielania przebaczenia tym, którzy nam zawinili, a także niesienia ulgi w cierpieniach.

Idee te zostały uwypuklone przez katolickich hierarchów podczas obchodów tegorocznej Niedzieli Miłosierdzia. Papież Franciszek w Rzymie podkreślał, by nie zniechęcać się upadkami i czerpać radość z faktu, że Chrystus przebaczył nam winy. Wtórowali mu polscy biskupi w Krakowie-Łagiewnikach. Abp Marek Jędraszewski podkreślał: Jakże ja mogę potępiać czy odwracać się od brata, choćby on wyrządził mi krzywdę? Bp Damian Muskus wskazał wartość pojednania z samym sobą zaś kard. Stanisław Dziwisz zwrócił uwagę na wspólnotowy i społeczny charakter miłosierdzia: Przeprowadzając rachunek sumienia musimy uczciwie powiedzieć, że niejednokrotnie daleko nam do ducha, który ożywiał pierwszych chrześcijan. (…) Każde pokolenie uczennic i uczniów Chrystusa powołane jest do składania mu świadectwa miłości Boga i bliźniego.

Nawiązując do ostatnich przytoczonych słów stawiam sobie pytanie w jaki sposób dzisiejsze pokolenie może włączać się w okazywanie czynnego miłosierdzia? Może to czynić osobiście, okazując konkretną pomoc w potrzebie bliskim, sąsiadom czy osobom dotkniętym przez los. Może również dokonywać tego to w formie społecznościowej, uczestnicząc w różnorakich formach wolontariatu socjalnego, medycznego, senioralnego, hospicyjnego, parafialnego itp.

Może również realizować miłosierdzie za pośrednictwem zrzeszeń i organizacji, wspierając je finansowo. Ta ostatnia forma stała się w ciągu ostatnich lat bardziej popularna miedzy innymi dzięki możliwości przeznaczenia 1proc. podatku na działanie wybranego przez siebie stowarzyszenia lub fundacji, posiadającej status organizacji pożytku publicznego.

Jak wykazują badania międzynarodowej firmy audytorskiej KPMG Polska (przeprowadzone w ubiegłym roku), swój 1 procent na działalność organizacji pożytku publicznego przeznacza prawie 80%. Polaków. Jest to wartość wyższa o 4 punkty procentowe w porównaniu do poprzedniego roku. Liczba osób aktywnie zarządzających swoim „jednym procentem” rośnie z roku na rok i co ciekawe okazuje się, że nie jest prawdą, iż dostatek sprzyja egoizmowi. Badania wskazują, że im wyższy dochód netto tym większa chęć przekazywania pieniędzy. Warto też zauważyć, że niespełna trzy czwarte respondentów wybiera organizacje kierując się poleceniem lub prośbą znajomych i rodziny. Świadczy to o tym, że nie lubimy anonimowości. Wyborem losowym kieruje się tylko 14%. badanych zaś kampanie medialne stanowią inspirację zaledwie dla 13%.

Pouczająca jest analiza głównych powodów, dla których niektórzy Polacy nie decydują się na wsparcie jednym procentem żadnej organizacji pożytku publicznego. Na czele listy znajduje się brak zaufania w stosunku do organizacji (21%) oraz przekonanie, że nasze działanie nic nie zmieni (15%). 10% twierdzi, że przekazywane środki są zagospodarowywane nieefektywnie. Te liczby oznaczają, że aby rozwinąć w Polsce wyobraźnię miłosierdzia, gros energii powinniśmy skierować na odbudowę zaufania społecznego i wiary w skuteczność zorganizowanego działania. Zdecydowanie potrzebujemy wzmocnienia przekonania o obywatelskiej sprawczości jednostki, gdy działa razem z innymi, nawet jeśli jej zaangażowanie nie wydaje się spektakularne.

W rozpoczętym w niedzielę Tygodniu Miłosierdzia zachęcam siebie i Czytelników, by zadać sobie pytanie: co przeszkadza nam w praktykowaniu miłosierdzia na gruncie społecznym? Czego brakuje polskiemu społeczeństwu, by można było nazwać je „społeczeństwem miłosiernym”? Aby zwiększyć motywację do praktykowania miłosierdzia, warto uświadomić sobie, że okazując wielkoduszność nawet w stosunku do osób nieżyczliwych, oszustów, nieuczciwych konkurentów czy politycznych adwersarzy, czynimy to niejako we własnym interesie. Jak wielokrotnie wspominał św. Jan Paweł II, miłosierdzie okazywane drugiemu jest korzyścią nie tylko dla tego, kto je otrzymuje, ale również dla samego udzielającego.

Warto wreszcie zauważyć, że cnotą jest dawać, ale sztuką jest również dar przyjmować. To ostatnie wymaga pokory i nieraz może okazać się trudniejsze. Oby w roku świętowania 100-lecia niepodległości udało się nam odkryć, że miłosierdzie jest prawdziwie źródłem wolności.